"Tajemnica pisarstwa polega na tym, że pisarstwo nie skrywa w sobie żadnej tajemnicy..." - Jose Saramago
niedziela, 21 września 2014
!!!
Dużo myślałam o tym blogu. Był przestój w postach, ale i również w komentarzach i wszystkim z tym związanym. Zastanawiam się, czy naprawdę nie usunąć tego bloga. Wydaje się jakby moja praca nad nim nie miała jakiegokolwiek sensu. Tym bardziej, że brakuje mi również weny. Trochę trudno podjąć mi decyzję, gdyż uwielbiam tworzyć, pisać, blogować. Stąd pytanie do tych, którzy jakimś cudem się tu znaleźli: PRACOWAĆ DALEJ czy USUNĄĆ BLOGA?
piątek, 29 sierpnia 2014
Rozdział XIX
Dziewczynie nagle zginęły sprzed oczu wszystkie kolory, pojawiła się szarość, zaraz później ciemność. Przeplatała się z mgnieniami jasnego, rażącego światła. Poczuła odruch wymiotny i chwilę potem odpłynęła, opadając, niczym kłoda na podłogę. Rostocki natychmiast rzucił się na pomoc najcenniejszej zawodniczce.
- Wstawaj, Kinga! Obudź się! - Poklepywał po twarzy, oblewał wodą. Po krótkim czasie dziewczyna wróciła do siebie. Chwiejnym krokiem podeszła do biurowego krzesła, chwilę potem jak na tronie się na nim rozkładając. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała, tym bardziej, że przed swoim wyjazdem Norbert obiecał, że nic złego mu się nie stanie. Kinga wiedziała, że to nie był przypadek. Znała swojego brata i wiedziała, że zgodził się na coś, na c nie powinien.
- W jakim szpitalu mogę go znaleźć? - Rostocki mimo swojego groźnego wyrazu twarzy był tak naprawdę człowiekiem o wielkim, złotym sercu. Aby nie trzymać dziewczyny dłużej w niepewności, podał jej wszystkie potrzebne dane. Stwierdził nawet, że jest w stanie pokryć część kosztów dojazdu do Wrocławia, gdzie Norbert się znajdował. Po uzyskaniu wszystkich potrzebnych informacji z płaczem wybiegła z pokoju nauczycielskiego. Nie widziała już gdzie ucieka. Na dziedzińcu wpadła na Fabiana. Chłopak stał jak wryty bacznie ją obserwując. Sam był w szoku widząc ją w takim stanie. Nie odzywali się.. Chłopak po prostu zrzucił torbę z pleców i mocno ją przytulił. Oddał jej swoją kurtkę, bo była ubrana w szorty i klubową koszulkę z krótkim rękawkiem.
- Kinia, co się stało? - próbował wyciągnąć z niej choć jedno słowo, bo dotychczas słyszał tylko szloch.
- Mój brat.. - rzucała co kilka sekund tak, jakby chciała podzielić zdanie na kilka osobnych wyrazów. - Miał wypadek.. - Fabiana opanował szok. Nie wiedział, co powiedzieć, jak się zachować. "Wszystko będzie dobrze."? Wątpliwe, żeby ktokolwiek w to wierzył w trudnej sytuacji.
- Pojadę z tobą do niego. Już, teraz, zaraz, dziś. - W tym momencie poczuł gwałtowne szarpnięcie za kaptur polarowej bluzy.
- Ty z nią pojedziesz? - Tak, Błażej. Miał wyczucie.. Wiedział, kiedy nastanie najbardziej nieodpowiedni moment, żeby zaraz się pojawić. Nie liczył się z nikim. Zawsze miał, co chciał i co chciał, to miał. Pępek świata, zapatrzony w siebie egoista, pozornie dobry i miły chłopak. - Ja cię do niego zabiorę. - Zwrócił się do zapłakanej Kingi. Namieszał jej w głowie. Wpatrywała się w nich obu z niedowierzaniem. Była w tak trudnej sytuacji, a oni jeszcze mieli czelność teraz ze sobą rywalizować?
- Z żadnym z Was nie pojadę! - wybuchnęła i ruszyła w stronę internatu. Fabian ruszył za nią, kiedy Błażej, jakby niewzruszony, stał w miejscu i z założonymi rękoma czekał, bo wiedział, że dziewczyna i tak wybierze jego.
- Pojedziesz ze mną. - rzucił bez zastanowienia.
- Idę do Agaty. Chcę po prostu się u niego znaleźć i, szczerze mówiąc, mam gdzieś, z którym z Was czy z kimkolwiek się tam pojawię.
Biegła. Zatrzymała się dopiero przy drzwiach mieszkania. W natychmiastowym tempie się w nim znalazła i od razu natknęła się na Agatę, trzymającą w ręku kubek z parującym napojem. Widok zapłakanej przyjaciółki wywołał okropne zdumienie..
- Norbert.. Jest w stanie krytycznym w szpitalu we Wrocławiu. Miał wypadek. - Gorący napój w jednej sekundzie wylądował na panelowej podłodze a kubek roztrzaskał się na miliony mikroelementów. Agata zdążyła tylko złapać opadającą szczękę. Jej oczy zaszkliły się. Stała jakby wryta, sparaliżowana. Chyba nie docierało do niej to, co usłyszała. Frustracja mieszała się z niedowierzaniem na jej zmęczonej, bladej twarzy. Było źle, a wyszło jeszcze gorzej. Usiadła na sofie i ukryła twarz w dłoniach. Kinga przysiadła obok.
- Musimy do niego jechać.
- Czym? Nie mam prawa jazdy.. Obiecał mi, że będzie na siebie uważał. Nie chciałam, żeby tam jechał. Na pewno wpakował się w jakiś głupi pomysł..
- Rostocki zaoferował, że pokryje koszty wyjazdu. Wyjeżdżamy dziś. Błażej nas zawiezie..
Kilka chwil później Agata czekała już z walizką na dziedzińcu szkoły. Błażej również tam był. Kinga w pośpiechu natknęła się jeszcze na Fabiana. Nie chciała z niczego mu się tłumaczyć, zamieniać z nim ani słowa. On jednak nie mógł pozwolić sobie na wyjazd bez jakichkolwiek wyjaśnień. Spotkali się w bramie.
- Kinga.. - usłyszała za swoimi plecami. Mimo wszystko odwróciła się.
- Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć. Jadę z Błażejem. Możemy się przyjaźnić, ale nic więcej. Nie mam czasu na zakochania... Najlepiej, jeżeli do czasu powrotu dasz mi święty spokój... - burknęła, po czym zarzuciła opadający szalik z powrotem na szyję i gniewnym, pewnym siebie krokiem ruszyła w stronę samochodu.
- Mów co chcesz. I tak będę na ciebie czekał... - szepnął sam do siebie i czekał tak długo, aż pojazd Błażeja zniknął mu z oczu.
- Wstawaj, Kinga! Obudź się! - Poklepywał po twarzy, oblewał wodą. Po krótkim czasie dziewczyna wróciła do siebie. Chwiejnym krokiem podeszła do biurowego krzesła, chwilę potem jak na tronie się na nim rozkładając. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała, tym bardziej, że przed swoim wyjazdem Norbert obiecał, że nic złego mu się nie stanie. Kinga wiedziała, że to nie był przypadek. Znała swojego brata i wiedziała, że zgodził się na coś, na c nie powinien.
- W jakim szpitalu mogę go znaleźć? - Rostocki mimo swojego groźnego wyrazu twarzy był tak naprawdę człowiekiem o wielkim, złotym sercu. Aby nie trzymać dziewczyny dłużej w niepewności, podał jej wszystkie potrzebne dane. Stwierdził nawet, że jest w stanie pokryć część kosztów dojazdu do Wrocławia, gdzie Norbert się znajdował. Po uzyskaniu wszystkich potrzebnych informacji z płaczem wybiegła z pokoju nauczycielskiego. Nie widziała już gdzie ucieka. Na dziedzińcu wpadła na Fabiana. Chłopak stał jak wryty bacznie ją obserwując. Sam był w szoku widząc ją w takim stanie. Nie odzywali się.. Chłopak po prostu zrzucił torbę z pleców i mocno ją przytulił. Oddał jej swoją kurtkę, bo była ubrana w szorty i klubową koszulkę z krótkim rękawkiem.
- Kinia, co się stało? - próbował wyciągnąć z niej choć jedno słowo, bo dotychczas słyszał tylko szloch.
- Mój brat.. - rzucała co kilka sekund tak, jakby chciała podzielić zdanie na kilka osobnych wyrazów. - Miał wypadek.. - Fabiana opanował szok. Nie wiedział, co powiedzieć, jak się zachować. "Wszystko będzie dobrze."? Wątpliwe, żeby ktokolwiek w to wierzył w trudnej sytuacji.
- Pojadę z tobą do niego. Już, teraz, zaraz, dziś. - W tym momencie poczuł gwałtowne szarpnięcie za kaptur polarowej bluzy.
- Ty z nią pojedziesz? - Tak, Błażej. Miał wyczucie.. Wiedział, kiedy nastanie najbardziej nieodpowiedni moment, żeby zaraz się pojawić. Nie liczył się z nikim. Zawsze miał, co chciał i co chciał, to miał. Pępek świata, zapatrzony w siebie egoista, pozornie dobry i miły chłopak. - Ja cię do niego zabiorę. - Zwrócił się do zapłakanej Kingi. Namieszał jej w głowie. Wpatrywała się w nich obu z niedowierzaniem. Była w tak trudnej sytuacji, a oni jeszcze mieli czelność teraz ze sobą rywalizować?
- Z żadnym z Was nie pojadę! - wybuchnęła i ruszyła w stronę internatu. Fabian ruszył za nią, kiedy Błażej, jakby niewzruszony, stał w miejscu i z założonymi rękoma czekał, bo wiedział, że dziewczyna i tak wybierze jego.
- Pojedziesz ze mną. - rzucił bez zastanowienia.
- Idę do Agaty. Chcę po prostu się u niego znaleźć i, szczerze mówiąc, mam gdzieś, z którym z Was czy z kimkolwiek się tam pojawię.
Biegła. Zatrzymała się dopiero przy drzwiach mieszkania. W natychmiastowym tempie się w nim znalazła i od razu natknęła się na Agatę, trzymającą w ręku kubek z parującym napojem. Widok zapłakanej przyjaciółki wywołał okropne zdumienie..
- Norbert.. Jest w stanie krytycznym w szpitalu we Wrocławiu. Miał wypadek. - Gorący napój w jednej sekundzie wylądował na panelowej podłodze a kubek roztrzaskał się na miliony mikroelementów. Agata zdążyła tylko złapać opadającą szczękę. Jej oczy zaszkliły się. Stała jakby wryta, sparaliżowana. Chyba nie docierało do niej to, co usłyszała. Frustracja mieszała się z niedowierzaniem na jej zmęczonej, bladej twarzy. Było źle, a wyszło jeszcze gorzej. Usiadła na sofie i ukryła twarz w dłoniach. Kinga przysiadła obok.
- Musimy do niego jechać.
- Czym? Nie mam prawa jazdy.. Obiecał mi, że będzie na siebie uważał. Nie chciałam, żeby tam jechał. Na pewno wpakował się w jakiś głupi pomysł..
- Rostocki zaoferował, że pokryje koszty wyjazdu. Wyjeżdżamy dziś. Błażej nas zawiezie..
Kilka chwil później Agata czekała już z walizką na dziedzińcu szkoły. Błażej również tam był. Kinga w pośpiechu natknęła się jeszcze na Fabiana. Nie chciała z niczego mu się tłumaczyć, zamieniać z nim ani słowa. On jednak nie mógł pozwolić sobie na wyjazd bez jakichkolwiek wyjaśnień. Spotkali się w bramie.
- Kinga.. - usłyszała za swoimi plecami. Mimo wszystko odwróciła się.
- Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć. Jadę z Błażejem. Możemy się przyjaźnić, ale nic więcej. Nie mam czasu na zakochania... Najlepiej, jeżeli do czasu powrotu dasz mi święty spokój... - burknęła, po czym zarzuciła opadający szalik z powrotem na szyję i gniewnym, pewnym siebie krokiem ruszyła w stronę samochodu.
- Mów co chcesz. I tak będę na ciebie czekał... - szepnął sam do siebie i czekał tak długo, aż pojazd Błażeja zniknął mu z oczu.
środa, 13 sierpnia 2014
Rozdział XVIII
Już dawno po Sylwestrze, a Agata nadal nie mogła wyrzucić z głowy obrazka smutnego pożegnania. Musiała się jednak pozbierać. Wróciły do internatu i pełną parą ruszały z nauką. Kinga grała już doskonale, Agatę jednak męczyła sprawa wyjazdu i transferu do Bełchatowa.
Kinga od samego przyjazdu otoczona była rówieśnikami. Kto by pomyślał, że zazwyczaj cichutka, wstydliwa, niewyróżniająca się z tłumu dziewczyna będzie tematem wielu rozmów i pożądania w liceum? Nigdy nie wychodziła przed szereg, bała się odezwać, nie podnosiła głowy, wstydziła się. Może to pobyt w domu dziecka miał na to wpływ. Mimo wszystko dało się zauważyć, że coś okropnie się w niej zmieniło.
********************
- Kinga! Wstawaj! - Przecierając oczy, dziewczyna zauważyła rozczochraną współlokatorkę. Zaczęło się. Koniec słodkiego leniuchowania. - Spóźnisz się na trening! - Dziewczyna podniosła się z łóżka szybciej, niż się na nim położyła. Wpadła do łazienki, wzięła prysznic, ubrała się. Szybko zjadła śniadanie przygotowane wcześniej przez Agatę, a gdy już miała chwytać za klamkę zdała sobie sprawę, że przyjaciółka nadal paradowała w szlafroku.
- A ty nie wybierasz się na zajęcia? - Postanowiła na chwilę się zatrzymać i zamartwić o Agę, gdyż ta nie wyglądała za dobrze. Była blada, a sińce pod jej oczami stawały się z minuty na minutę coraz bardziej niepokojące.Wyglądała tak, jakby wszystko straciło dla niej jakikolwiek sens. Utrapiona, zaniepokojona, smutna, niczym porzucona. Coś było na rzeczy, tym bardziej kiedy zdawało się, że nic do niej nie dociera. - Halo? Nie idziesz na zajęcia? - Trochę już zirytowana Kinga musiała ponowić pytanie.
- Nie mam już tam nic do roboty... - odparła zrezygnowana po chwili namysłu. Siedząc przy kuchennym blacie, podparła twarz dłonią i z utęsknieniem wpatrywała się w piękny wschód słońca. Kindze opadły ręce. Przysiadła obok.
- Czyś ty zwariowała? Dziewczyno, co ci jest?
- Wyjechał... - nie odwracała i nie spoglądała na dziewczynę siedzącą obok.
- Aga.. - nabrała w płuca ogrom powietrza i po chwili z ulgą je wypuściła. Poprawiła swoją pozycję na krześle. Złapała przyjaciółkę za rękę, co automatycznie przywołało spojrzenie Agaty. - Kochanie, ja muszę uciekać na trening, ale obiecuję Ci, że kiedy z niego wrócę wymyślę coś, żeby na twoją twarzyczkę wrócił uśmiech, okej? - W odpowiedzi zauważyła delikatny aprobatywny ruch głową.
Właśnie odbywał się mecz treningowy między dziewczętami trenera Rostockiego. Kinga nie miała dziś dobrego dnia. Nie trafiła ani razu w pięciu sytuacjach "sam na sam" z bramkarzem, potykała się o własne nogi. W pewnym momencie w drużynie wzbudziły się szepty. Dotyczyły Rostockiego. Właśnie rozmawiał z jakimś mężczyzną w czarnym garniturze i płaszczu. Obaj nie mieli ciekawych wyrazów twarzy. Rozmawiali niedługą chwilę, po czym natychmiast do pokoju nauczycielskiego poproszono Kingę. Dziewczyna od razu spostrzegła, że coś jest na rzeczy, że coś jest nie tak, że coś się stało. Zastała mężczyznę siedzącego w wygodnym, skórzanym, czarnym fotelu, jakby tkwiącym w głębokim zamyśleniu.
- Co się dzieje, trenerze? - rozpoczęła zaniepokojona, nie dając tym samym możliwości wciśnięcia słowa Rostockiemu.
- Ferens, nie mam dobrych wieści.. - Dziewczynie od razu przyszło do głowy, że na pewno firma odrzuciła wysłany wcześniej wniosek o nowe stroje dla szkoły.
- Słucham?
- Kinga. - mężczyzna podniósł się z siedziska i jedną ręką oparł się o blat jasno drewnianego biurka. Kiedy mówił do niej po imieniu było wiadomo, że stało się coś o wiele gorszego. - Chodzi o ciebie. Właściwie o twojego brata...
Kinga pobladła. Czyżby dziś było najgorszym dniem jej życia? Czy mogło stać się coś jeszcze? Dzień jeszcze dobrze się nie zaczął, a tu już same negatywy.
- Co z moim bratem? O co chodzi?
- Przyjechał tu prawnik twojego brata. Chciał z tobą rozmawiać, ale fakt, że znajdujemy się w szkole...
- Mógłby mi trener w końcu powiedzieć co stało się mojemu bratu?! - Wybuchnęła.
- Twój brat miał poważny wypadek. Znajduje się w szpitalu w stanie krytycznym..
Kinga od samego przyjazdu otoczona była rówieśnikami. Kto by pomyślał, że zazwyczaj cichutka, wstydliwa, niewyróżniająca się z tłumu dziewczyna będzie tematem wielu rozmów i pożądania w liceum? Nigdy nie wychodziła przed szereg, bała się odezwać, nie podnosiła głowy, wstydziła się. Może to pobyt w domu dziecka miał na to wpływ. Mimo wszystko dało się zauważyć, że coś okropnie się w niej zmieniło.
********************
- Kinga! Wstawaj! - Przecierając oczy, dziewczyna zauważyła rozczochraną współlokatorkę. Zaczęło się. Koniec słodkiego leniuchowania. - Spóźnisz się na trening! - Dziewczyna podniosła się z łóżka szybciej, niż się na nim położyła. Wpadła do łazienki, wzięła prysznic, ubrała się. Szybko zjadła śniadanie przygotowane wcześniej przez Agatę, a gdy już miała chwytać za klamkę zdała sobie sprawę, że przyjaciółka nadal paradowała w szlafroku.
- A ty nie wybierasz się na zajęcia? - Postanowiła na chwilę się zatrzymać i zamartwić o Agę, gdyż ta nie wyglądała za dobrze. Była blada, a sińce pod jej oczami stawały się z minuty na minutę coraz bardziej niepokojące.Wyglądała tak, jakby wszystko straciło dla niej jakikolwiek sens. Utrapiona, zaniepokojona, smutna, niczym porzucona. Coś było na rzeczy, tym bardziej kiedy zdawało się, że nic do niej nie dociera. - Halo? Nie idziesz na zajęcia? - Trochę już zirytowana Kinga musiała ponowić pytanie.
- Nie mam już tam nic do roboty... - odparła zrezygnowana po chwili namysłu. Siedząc przy kuchennym blacie, podparła twarz dłonią i z utęsknieniem wpatrywała się w piękny wschód słońca. Kindze opadły ręce. Przysiadła obok.
- Czyś ty zwariowała? Dziewczyno, co ci jest?
- Wyjechał... - nie odwracała i nie spoglądała na dziewczynę siedzącą obok.
- Aga.. - nabrała w płuca ogrom powietrza i po chwili z ulgą je wypuściła. Poprawiła swoją pozycję na krześle. Złapała przyjaciółkę za rękę, co automatycznie przywołało spojrzenie Agaty. - Kochanie, ja muszę uciekać na trening, ale obiecuję Ci, że kiedy z niego wrócę wymyślę coś, żeby na twoją twarzyczkę wrócił uśmiech, okej? - W odpowiedzi zauważyła delikatny aprobatywny ruch głową.
Właśnie odbywał się mecz treningowy między dziewczętami trenera Rostockiego. Kinga nie miała dziś dobrego dnia. Nie trafiła ani razu w pięciu sytuacjach "sam na sam" z bramkarzem, potykała się o własne nogi. W pewnym momencie w drużynie wzbudziły się szepty. Dotyczyły Rostockiego. Właśnie rozmawiał z jakimś mężczyzną w czarnym garniturze i płaszczu. Obaj nie mieli ciekawych wyrazów twarzy. Rozmawiali niedługą chwilę, po czym natychmiast do pokoju nauczycielskiego poproszono Kingę. Dziewczyna od razu spostrzegła, że coś jest na rzeczy, że coś jest nie tak, że coś się stało. Zastała mężczyznę siedzącego w wygodnym, skórzanym, czarnym fotelu, jakby tkwiącym w głębokim zamyśleniu.
- Co się dzieje, trenerze? - rozpoczęła zaniepokojona, nie dając tym samym możliwości wciśnięcia słowa Rostockiemu.
- Ferens, nie mam dobrych wieści.. - Dziewczynie od razu przyszło do głowy, że na pewno firma odrzuciła wysłany wcześniej wniosek o nowe stroje dla szkoły.
- Słucham?
- Kinga. - mężczyzna podniósł się z siedziska i jedną ręką oparł się o blat jasno drewnianego biurka. Kiedy mówił do niej po imieniu było wiadomo, że stało się coś o wiele gorszego. - Chodzi o ciebie. Właściwie o twojego brata...
Kinga pobladła. Czyżby dziś było najgorszym dniem jej życia? Czy mogło stać się coś jeszcze? Dzień jeszcze dobrze się nie zaczął, a tu już same negatywy.
- Co z moim bratem? O co chodzi?
- Przyjechał tu prawnik twojego brata. Chciał z tobą rozmawiać, ale fakt, że znajdujemy się w szkole...
- Mógłby mi trener w końcu powiedzieć co stało się mojemu bratu?! - Wybuchnęła.
- Twój brat miał poważny wypadek. Znajduje się w szpitalu w stanie krytycznym..
środa, 23 lipca 2014
Rozdział XVII
- Chyba sobie żartujesz! - Ponowny szok sprawił, że Krystian zachłysnął się ością.
- Kiedy miałeś zamiar mi o tym powiedzieć?! - Agata nie powstrzymała złości. Wybiegła z jadalni dziękując za posiłek. Zatrzymała się na zewnątrz. Nie zabrała kurtki, szalika. Czuła tylko na swoich policzkach zamarzające powolutku łezki. Zyskała kogoś, żeby go stracić? Siedziała na progu kilkanaście minut, śnieg nadal padał, marzła coraz bardziej. Spoglądała na samotnych ludzi, wolno przechadzających się chodnikami, życzących jej spokojnych świąt. Przecież już za jakiś czas miała czuć się tak samo. Nagle przyszedł jej do głowy nadal czekający w Bełchatowie kontrakt. W tej samej chwili otuliła ją ciepła kurtka. Nie należała do niej. To Norbert wyszedł i ukradkiem starał się przywrócić uśmiech jej pięknej twarzy.
- Mam tak po prostu pozwolić Ci wyjechać? - Nie spuszczała wzroku z migoczących na niebie gwiazd nawet, gdy chłopak objął ją.
- Przecież wrócę, skarbie. - Patrzył w to samo miejsce na niebie, co ona. Po chwili oparła głowę o jego bark. - Dlaczego się boisz?
- Boję się o ciebie. O siebie. O nas.
- Zapewniam Cię, że cokolwiek by się nie działo będę cię kochał. Dla mnie jesteś najważniejsza. Z tobą, tak naprawdę, jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. - Jej ciało przebiegł przyjemny dreszcz. - Chodź do domu, bo jest zimno. Jeszcze mi zamarzniesz. - Zaciągnął ją za rękę do mieszkania.
Kilka dni później.
Święta dobiegły końca, podobnie jak czas beztroskiego leniuchowania i objadania się resztkami dań. Agata i Kinga wracały do Poznania dopiero po Sylwestrze. Dziś nadszedł czas na wyjazd Norberta. Cała rodzina odprowadziła go na lotnisko. Trudno sobie to wyobrazić. Stali w miejscu, gdzie zazwyczaj kończy się każdy związek, w miejscu gdzie zakochani muszą się rozstać, nie wiadomo na ile, czy w ogóle dojdzie do ponownego spotkania. Obejmował ją mocno tak, jakby miał nigdy nie wrócić. Ich wspólną chwilę psuły tylko proszący o zdjęcia i autografy fani Norberta. Tak, był rozpoznawalny i nie odmówił nikomu.
Chwilę potem Agata odprowadziła go pod sam samolot. Nie ukrywała łez. Chłopak starł dłonią jedną spływającą po jej policzku.
- Już czas? - podniosła głowę, mieniącymi się oczkami. Jej źrenice zmniejszyły się, białka zaczerwieniły, tęczówka wydała się bardziej widoczna, mimo późnej już pory.
- Nie płacz, kochanie. Przecież wrócę. Nie umiałbym cię zostawić. - Sam próbował powstrzymywać szloch. Widać było, że dziewczyna naprawdę nie jest mu obojętna.
- Nie umiem powiedzieć ci "do widzenia".. Nie chcę.
- Nie musisz. Zobaczysz, że spotkamy się już niedługo. - Chwycił ją delikatnie za podbródek po czym podniósł go, by spojrzeć w szklane, świecące oczka. - Jesteś dla mnie najważniejsza. Zapamiętaj to na zawsze. Dzieciaki z takim życiem jak moje kochają tylko raz. Ja wybrałem ciebie. Czekaj na mnie cierpliwie. Obiecuję ci, wrócę. Wtedy już zawsze będziemy razem. Nie żegnajmy się, skoro mamy zobaczyć się za chwileczkę. - Delikatnie się uśmiechnął i otarł mokre policzka ukochanej. Wydawało jej się, jakby czas na chwilkę się zatrzymał. Do głowy przyszła jej myśl, że może widzi go ostatni raz? Kto wie? Nie chciała wypuszczać go z uścisku.
- Panie Norbercie, samolot zaraz startuje. Proszę zająć w nim miejsce. - przerwała jedna ze stewardess, która wyszła po niego na życzenie samego pilota.
- Kocham Cię. Czekaj na mnie. - Spojrzał jej głęboko w oczy. Zapiął kurtkę pod samą szyję i ruszył w stronę samolotu. Szedł nie odwracając się. Agata nie wiedziała gdzie się podziać. Samotna, zmarznięta, owinięta ulubionym szalikiem Norberta, zapłakana czekała na ostatnie machnięcie ręką na "do widzenia". Chłopak stał już w progu olbrzymiej maszyny.
- Proszę poczekać! Dajcie mi chwilę! - wykrzyknął biegnąc w stronę dziewczyny. Wszyscy pasażerowie znaleźli się w oknach, bacznie obserwując ujmujące zachowanie zakochanych. Niejedni ocierali łezki wzruszenia. Agata nie wiedziała co się dzieje. Chłopak po prostu podbiegł i mocno ją pocałował.
- Głupku, co ty robisz? Samolot zaraz startuje. - była w szoku.
- Musiałem to zrobić. Ale wyleciałbym stąd z nieświadomością na jeden temat.
- O czym Ty mówisz?
- Ty będziesz dla mnie tą jedyną. Ale czy ja dla Ciebie? Chcę spokojnie stąd wylecieć.. - jego oczy mieniły się tysiącem kolorów.
- Nie chcę nikogo innego. - Odparła.
__________________________________________
Rozdział krótki i po długim czasie. Wybaczcie. :)
Czytasz? Skomentuj. :)
- Kiedy miałeś zamiar mi o tym powiedzieć?! - Agata nie powstrzymała złości. Wybiegła z jadalni dziękując za posiłek. Zatrzymała się na zewnątrz. Nie zabrała kurtki, szalika. Czuła tylko na swoich policzkach zamarzające powolutku łezki. Zyskała kogoś, żeby go stracić? Siedziała na progu kilkanaście minut, śnieg nadal padał, marzła coraz bardziej. Spoglądała na samotnych ludzi, wolno przechadzających się chodnikami, życzących jej spokojnych świąt. Przecież już za jakiś czas miała czuć się tak samo. Nagle przyszedł jej do głowy nadal czekający w Bełchatowie kontrakt. W tej samej chwili otuliła ją ciepła kurtka. Nie należała do niej. To Norbert wyszedł i ukradkiem starał się przywrócić uśmiech jej pięknej twarzy.
- Mam tak po prostu pozwolić Ci wyjechać? - Nie spuszczała wzroku z migoczących na niebie gwiazd nawet, gdy chłopak objął ją.
- Przecież wrócę, skarbie. - Patrzył w to samo miejsce na niebie, co ona. Po chwili oparła głowę o jego bark. - Dlaczego się boisz?
- Boję się o ciebie. O siebie. O nas.
- Zapewniam Cię, że cokolwiek by się nie działo będę cię kochał. Dla mnie jesteś najważniejsza. Z tobą, tak naprawdę, jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. - Jej ciało przebiegł przyjemny dreszcz. - Chodź do domu, bo jest zimno. Jeszcze mi zamarzniesz. - Zaciągnął ją za rękę do mieszkania.
Kilka dni później.
Święta dobiegły końca, podobnie jak czas beztroskiego leniuchowania i objadania się resztkami dań. Agata i Kinga wracały do Poznania dopiero po Sylwestrze. Dziś nadszedł czas na wyjazd Norberta. Cała rodzina odprowadziła go na lotnisko. Trudno sobie to wyobrazić. Stali w miejscu, gdzie zazwyczaj kończy się każdy związek, w miejscu gdzie zakochani muszą się rozstać, nie wiadomo na ile, czy w ogóle dojdzie do ponownego spotkania. Obejmował ją mocno tak, jakby miał nigdy nie wrócić. Ich wspólną chwilę psuły tylko proszący o zdjęcia i autografy fani Norberta. Tak, był rozpoznawalny i nie odmówił nikomu.
Chwilę potem Agata odprowadziła go pod sam samolot. Nie ukrywała łez. Chłopak starł dłonią jedną spływającą po jej policzku.
- Już czas? - podniosła głowę, mieniącymi się oczkami. Jej źrenice zmniejszyły się, białka zaczerwieniły, tęczówka wydała się bardziej widoczna, mimo późnej już pory.
- Nie płacz, kochanie. Przecież wrócę. Nie umiałbym cię zostawić. - Sam próbował powstrzymywać szloch. Widać było, że dziewczyna naprawdę nie jest mu obojętna.
- Nie umiem powiedzieć ci "do widzenia".. Nie chcę.
- Nie musisz. Zobaczysz, że spotkamy się już niedługo. - Chwycił ją delikatnie za podbródek po czym podniósł go, by spojrzeć w szklane, świecące oczka. - Jesteś dla mnie najważniejsza. Zapamiętaj to na zawsze. Dzieciaki z takim życiem jak moje kochają tylko raz. Ja wybrałem ciebie. Czekaj na mnie cierpliwie. Obiecuję ci, wrócę. Wtedy już zawsze będziemy razem. Nie żegnajmy się, skoro mamy zobaczyć się za chwileczkę. - Delikatnie się uśmiechnął i otarł mokre policzka ukochanej. Wydawało jej się, jakby czas na chwilkę się zatrzymał. Do głowy przyszła jej myśl, że może widzi go ostatni raz? Kto wie? Nie chciała wypuszczać go z uścisku.
- Panie Norbercie, samolot zaraz startuje. Proszę zająć w nim miejsce. - przerwała jedna ze stewardess, która wyszła po niego na życzenie samego pilota.
- Kocham Cię. Czekaj na mnie. - Spojrzał jej głęboko w oczy. Zapiął kurtkę pod samą szyję i ruszył w stronę samolotu. Szedł nie odwracając się. Agata nie wiedziała gdzie się podziać. Samotna, zmarznięta, owinięta ulubionym szalikiem Norberta, zapłakana czekała na ostatnie machnięcie ręką na "do widzenia". Chłopak stał już w progu olbrzymiej maszyny.
- Proszę poczekać! Dajcie mi chwilę! - wykrzyknął biegnąc w stronę dziewczyny. Wszyscy pasażerowie znaleźli się w oknach, bacznie obserwując ujmujące zachowanie zakochanych. Niejedni ocierali łezki wzruszenia. Agata nie wiedziała co się dzieje. Chłopak po prostu podbiegł i mocno ją pocałował.
- Głupku, co ty robisz? Samolot zaraz startuje. - była w szoku.
- Musiałem to zrobić. Ale wyleciałbym stąd z nieświadomością na jeden temat.
- O czym Ty mówisz?
- Ty będziesz dla mnie tą jedyną. Ale czy ja dla Ciebie? Chcę spokojnie stąd wylecieć.. - jego oczy mieniły się tysiącem kolorów.
- Nie chcę nikogo innego. - Odparła.
__________________________________________
Rozdział krótki i po długim czasie. Wybaczcie. :)
Czytasz? Skomentuj. :)
sobota, 12 lipca 2014
Rozdział XVI
- Nie chciałam budzić was w nocy. Co on tu robi?? - Nie ukrywała zdenerwowania.
- Nie musisz się denerwować. Już wychodzę. Uznajmy, że to nie miało miejsca. Cześć, Kiniu. - po prostu wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi. Już jutro dziewczęta miały jechać do Poznania na okres świąteczny. Kinga natychmiast ruszyła do sypialki spakować swoje rzeczy, nie odzywając się do przyjaciółki ani słowem. Agata nigdy nie odpuszczała, więc rzuciła torby z zakupami pod szklany stolik i ruszyła za koleżanką.
- Znowu to robisz. - usłyszała zaraz po otwarciu ciemnowiśniowych drzwi.
- Tobie o co chodzi?
- Znowu zachowujesz się jak moja matka. Kiedy odpuścisz? - niemal krzyczała, nerwowo wrzucając ubrania do walizki, wcale ich nie składając.
- Opowiesz mi jak to było? Chwila po chwili? Chcę wiedzieć jak doszło do tego, że tu nocował.. Nie wiesz jaki on jest? Nie słyszałaś od innych dziewcząt z naszego roku?
- Nie odezwę się do ciebie ani słowem. Nie licz na to! - Tym skończyła, uciekając z pokoju.
I faktycznie. Dziewczęta nie odezwały się do siebie ani razu. Śniadanie, kilkugodzinny przejazd pociągiem, kilkaset kilometrów odbyło się w milczeniu. Nawet pod domem Krystiana i Michaliny nie zwróciły na siebie uwagi. Michalina przywitała je z wielkim utęsknieniem. W końcu nie widziała ich przez prawie pół roku. Jak się później okazało Norbert również był już w domu i rozgadywał się z Krystianem. Opowiadał o wyścigach, Włoszech, samochodach i prawie zemdlał widząc swoją ukochaną w progach rodzinnego domu. Jak najszybciej potrafił podbiegł, uniósł ją na rękach i czule pocałował. Mina obojga rodziców była nie do opisania. Znieruchomieli, dech zatrzymał się w ich piersiach, a żuchwy opadły.
- A, bo jeszcze nic nie wiecie.. - podrapał się po głowie, nadał obejmując dziewczynę drugą ręką. Kinga tylko złapała się pod boki cichutko chichocząc. - Tak więc, mamo, tato. Agatę już znacie. Przedstawiam wam ją teraz jako swoją ukochaną. - Słysząc wyznanie przybranego syna, Krystian podniósł się z miejsca i klaskał.
- Brawo, synu! - poklepał go po ramieniu, kiedy matka nie powstrzymywała swojego wzruszenia.
- Brawo, syneczku. - nareszcie dokończyła, nie wstrzymując szlochu.
Minęło kilka dni. Dziewczęta nadal się do siebie nie odzywały. Grzecznie pomagały przy świątecznych przygotowaniach, przypominając sobie w duchu stare, dobre czasy. Michalina wyczuwała napięcie między nimi. Wolała jednak nie ingerować, bo wiedziała, że same sobie poradzą. Przecież nie mają już 5 lat. Wtedy jednak wszystko wydawało się prostsze....
Nadszedł magiczny wieczór, wigilia. W całym domu pachniało świeżo ściętym świerkiem, pięknie przystrojonym lampkami i bombkami we wszystkich kolorach. Domowy kominek również ustrojono świerkiem. W jadalni stał biało zastawiony stół. pod obrusem świąteczne sianko, w tle delikatnie muskająca uszy kolęda. Na szafkach czekały pieczone pierniki, za oknami wydawałoby się, jakby padający śnieg nie miał końca. Wszędzie obecna była cisza, miłość, ciepła atmosfera, a oczekiwanie pierwszej gwiazdy wydawało się nie kończyć.
- Jest! - Norbert oderwał się od okna na widok wyczekiwanego na niebie jasnego punkcika, prawie wylewając ciepłe kakao na opierającą się o niego Agatę. Zatrzymał się na chwilę przy rozświetlonej choince,trzymając za rękę swoją ukochaną. - Jesteś piękna.. Dziękuję, że jesteś. - Zachowywał się, jakby nie obchodziła go krzątanina wokół wigilijnego stołu, tak, jakby nic, oprócz niej, nie miało znaczenia. Kinga co rusz spoglądała na nich z lekką zazdrością, jednak nie chciała dać po sobie tego poznać. W końcu cała rodzina zasiadła do kolacji, poprzedzając to łamaniem opłatka. Wszyscy złożyli sobie życzenia. Dziewczęta podeszły do siebie na końcu. Spojrzały sobie w oczy, roniąc przy tym łezkę.
- Chcę Ci życzyć.... Boże, wybacz mi, proszę, Kinia. - rzuciła, niemal łamiąc biały wafel w dłoni. - Będzie dobrze? Nie chcę świąt bez ciebie. - Reszta rodziny wpatrywała się w nie, jak w obrazek, bacznie obserwując całe zajście.
- Wesołych świąt, kochanie. - Uściskała mocno utęsknioną przyjaciółkę. - Nie umiem długo się na Ciebie gniewać.
Uroczysty posiłek odbywał się w spokoju, miłej i rodzinnej atmosferze, jednak czuć było, że zaraz wydarzy się coś magicznego. Kinga spoglądała na zastawione puste miejsce. Wtem do drzwi zadzwonił dzwonek.
- Któż to może być? - Michalina poderwała się z krzesła, muskając szybko kąciki ust serwetką. To, co zobaczyła w progu zwaliło ją z nóg. Zaraz wprowadziła niespodziewanego gościa do jadalni. Agata stanęła jak wryta, widząc.... swoją matkę.
- Cześć, córuś. - Wszystkim ukazała się niska postać, schludnie ubrana, uśmiechnięta. Dziewczyna była w szoku. Nie potrafiła w tej chwili zebrać myśli. Ojciec Agaty odszedł po krótkim czasie od adopcji. Agata delikatnie ucałowała matkę, po czym przedstawiła swojego ukochanego. Kobieta ucieszyła się i po krótkiej rozmowie zasiadła do stołu.
Z czerwonego barszczu unosiła się para. Kapusta z grzybami smakowała wyśmienicie, pierogi z kapustą również. Krystian zajmował się obrabianiem wigilijnego karpia.
- Muszę wam jeszcze coś powiedzieć.. - Przerwał ciszę Norbert, co jednak nie przerwało przeżuwania ryby przez ojca.
- Jeszcze coś przed nami ukrywałeś? - Michalina klasnęła w dłonie, uśmiechając się pod nosem.
- Zaraz po świętach wyjeżdżam do Włoch... - posmutniał.
- Nie musisz się denerwować. Już wychodzę. Uznajmy, że to nie miało miejsca. Cześć, Kiniu. - po prostu wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi. Już jutro dziewczęta miały jechać do Poznania na okres świąteczny. Kinga natychmiast ruszyła do sypialki spakować swoje rzeczy, nie odzywając się do przyjaciółki ani słowem. Agata nigdy nie odpuszczała, więc rzuciła torby z zakupami pod szklany stolik i ruszyła za koleżanką.
- Znowu to robisz. - usłyszała zaraz po otwarciu ciemnowiśniowych drzwi.
- Tobie o co chodzi?
- Znowu zachowujesz się jak moja matka. Kiedy odpuścisz? - niemal krzyczała, nerwowo wrzucając ubrania do walizki, wcale ich nie składając.
- Opowiesz mi jak to było? Chwila po chwili? Chcę wiedzieć jak doszło do tego, że tu nocował.. Nie wiesz jaki on jest? Nie słyszałaś od innych dziewcząt z naszego roku?
- Nie odezwę się do ciebie ani słowem. Nie licz na to! - Tym skończyła, uciekając z pokoju.
I faktycznie. Dziewczęta nie odezwały się do siebie ani razu. Śniadanie, kilkugodzinny przejazd pociągiem, kilkaset kilometrów odbyło się w milczeniu. Nawet pod domem Krystiana i Michaliny nie zwróciły na siebie uwagi. Michalina przywitała je z wielkim utęsknieniem. W końcu nie widziała ich przez prawie pół roku. Jak się później okazało Norbert również był już w domu i rozgadywał się z Krystianem. Opowiadał o wyścigach, Włoszech, samochodach i prawie zemdlał widząc swoją ukochaną w progach rodzinnego domu. Jak najszybciej potrafił podbiegł, uniósł ją na rękach i czule pocałował. Mina obojga rodziców była nie do opisania. Znieruchomieli, dech zatrzymał się w ich piersiach, a żuchwy opadły.
- A, bo jeszcze nic nie wiecie.. - podrapał się po głowie, nadał obejmując dziewczynę drugą ręką. Kinga tylko złapała się pod boki cichutko chichocząc. - Tak więc, mamo, tato. Agatę już znacie. Przedstawiam wam ją teraz jako swoją ukochaną. - Słysząc wyznanie przybranego syna, Krystian podniósł się z miejsca i klaskał.
- Brawo, synu! - poklepał go po ramieniu, kiedy matka nie powstrzymywała swojego wzruszenia.
- Brawo, syneczku. - nareszcie dokończyła, nie wstrzymując szlochu.
Minęło kilka dni. Dziewczęta nadal się do siebie nie odzywały. Grzecznie pomagały przy świątecznych przygotowaniach, przypominając sobie w duchu stare, dobre czasy. Michalina wyczuwała napięcie między nimi. Wolała jednak nie ingerować, bo wiedziała, że same sobie poradzą. Przecież nie mają już 5 lat. Wtedy jednak wszystko wydawało się prostsze....
Nadszedł magiczny wieczór, wigilia. W całym domu pachniało świeżo ściętym świerkiem, pięknie przystrojonym lampkami i bombkami we wszystkich kolorach. Domowy kominek również ustrojono świerkiem. W jadalni stał biało zastawiony stół. pod obrusem świąteczne sianko, w tle delikatnie muskająca uszy kolęda. Na szafkach czekały pieczone pierniki, za oknami wydawałoby się, jakby padający śnieg nie miał końca. Wszędzie obecna była cisza, miłość, ciepła atmosfera, a oczekiwanie pierwszej gwiazdy wydawało się nie kończyć.
- Jest! - Norbert oderwał się od okna na widok wyczekiwanego na niebie jasnego punkcika, prawie wylewając ciepłe kakao na opierającą się o niego Agatę. Zatrzymał się na chwilę przy rozświetlonej choince,trzymając za rękę swoją ukochaną. - Jesteś piękna.. Dziękuję, że jesteś. - Zachowywał się, jakby nie obchodziła go krzątanina wokół wigilijnego stołu, tak, jakby nic, oprócz niej, nie miało znaczenia. Kinga co rusz spoglądała na nich z lekką zazdrością, jednak nie chciała dać po sobie tego poznać. W końcu cała rodzina zasiadła do kolacji, poprzedzając to łamaniem opłatka. Wszyscy złożyli sobie życzenia. Dziewczęta podeszły do siebie na końcu. Spojrzały sobie w oczy, roniąc przy tym łezkę.
- Chcę Ci życzyć.... Boże, wybacz mi, proszę, Kinia. - rzuciła, niemal łamiąc biały wafel w dłoni. - Będzie dobrze? Nie chcę świąt bez ciebie. - Reszta rodziny wpatrywała się w nie, jak w obrazek, bacznie obserwując całe zajście.
- Wesołych świąt, kochanie. - Uściskała mocno utęsknioną przyjaciółkę. - Nie umiem długo się na Ciebie gniewać.
Uroczysty posiłek odbywał się w spokoju, miłej i rodzinnej atmosferze, jednak czuć było, że zaraz wydarzy się coś magicznego. Kinga spoglądała na zastawione puste miejsce. Wtem do drzwi zadzwonił dzwonek.
- Któż to może być? - Michalina poderwała się z krzesła, muskając szybko kąciki ust serwetką. To, co zobaczyła w progu zwaliło ją z nóg. Zaraz wprowadziła niespodziewanego gościa do jadalni. Agata stanęła jak wryta, widząc.... swoją matkę.
- Cześć, córuś. - Wszystkim ukazała się niska postać, schludnie ubrana, uśmiechnięta. Dziewczyna była w szoku. Nie potrafiła w tej chwili zebrać myśli. Ojciec Agaty odszedł po krótkim czasie od adopcji. Agata delikatnie ucałowała matkę, po czym przedstawiła swojego ukochanego. Kobieta ucieszyła się i po krótkiej rozmowie zasiadła do stołu.
Z czerwonego barszczu unosiła się para. Kapusta z grzybami smakowała wyśmienicie, pierogi z kapustą również. Krystian zajmował się obrabianiem wigilijnego karpia.
- Muszę wam jeszcze coś powiedzieć.. - Przerwał ciszę Norbert, co jednak nie przerwało przeżuwania ryby przez ojca.
- Jeszcze coś przed nami ukrywałeś? - Michalina klasnęła w dłonie, uśmiechając się pod nosem.
- Zaraz po świętach wyjeżdżam do Włoch... - posmutniał.
_____________________________________
Czytasz? Skomentuj. :)
Czytasz? Skomentuj. :)
poniedziałek, 7 lipca 2014
Rozdział XV
Dziewczyny długo rozmawiały o zaistniałej sytuacji w życiu Kingi. Na szczęście pięknym porankiem wyczekiwała ich sobota. Nie musiały wcześnie wstawać na treningi, robić ogromnych zakupów. Agata ćwiczyła do potencjalnego wyjazdu do Bełchatowa, a Kingę nadal obejmowało zwolnienie lekarskie. Ciągle jednak wracała do sił. Co jakiś czas odwiedzał ją Rostocki. Tymczasem nadchodził przepiękny czas świąt Bożego Narodzenia. Od czasu wypadku rodzice Kingi odwiedzali je co kilkanaście dni. Należało się pakować i wrócić na okres świąt do Poznania. Norbert również został tam zaproszony.
Dziewczyny doprowadziły pokój do stanu normalności i każda zajęła się sobą. Agata zabrała się za rysowanie. Lubiła to robić, ale nigdy nie mogła znaleźć na to czasu. Kinga poczuła w swojej kieszeni delikatne wibracje i usłyszała swoją ulubioną melodyjkę. Spojrzała na zamazany odciskami palców wyświetlacz starej Nokii. Zdziwiła się widząc na nim połączenie od Fabiana.
- Nie jeden, to drugi... - westchnęła po chwili odbierając słuchawkę. Usłyszała znany i lubiany przez siebie głos. Jak na razie, jednak, nie chciała z żadnym z nich wiązać większych planów.
- Cześć. Tu Fabian. Masz jakieś plany na przyszły tydzień? - chwilę zastanawiała się co odpowiedzieć. Niezręczna chwila. Natychmiast przypomniała sobie o świątecznym wyjeździe do rodziców. Miał odbyć się już jutro.
- Niestety. Wybacz. - już była bliska odłożenia telefonu.
- Szkoda. - Ton chłopaka w sekundę zmienił się z radosnego na widocznie przygnębiony. - Ale mam prośbę. Zarezerwuj dla mnie jakiś wolny termin.. - Zgodziła się, pożegnała i rozłączyła, gdzieś w środku zastanawiając się, czy dobrze zrobiła tak "chłodno" traktując chłopaka, który, z resztą, też nie był jej obojętny. Uważała go za bardzo dobrego przyjaciela. Może za kogoś o wiele ważniejszego?
Wieczorem Kinga zawitała na trening Rostockiego, a Agata spotkała się z Norbertem. Rostocki szczerze ucieszył się na widok swojej ulubienicy. Dość długo rozmawiali o jej powrocie do sportu na pełnych obrotach. Nie nalegał, nie naciskał, nie wywierał presji, a wręcz przeciwnie. Dziewczyna zauważyła, że trener polega na niej, ale również się o nią martwi.
Resztę wieczoru miała spędzić samotnie. Postanowiła, że nie będzie całą noc się nudzić, dlatego w drodze powrotnej wypożyczyła swój ulubiony film.
- No wejdź! - Krzyknęła nie chcąc ruszyć się z kanapy. Światło w mieszkaniu było zgaszone, więc dziewczyna nie mogła rozpoznać twarzy postaci stojącej w progu. - No, wejdź. - Pospieszyła. Poczuła na swoich barkach ciepły, delikatny dotyk męskich dłoni.
- Witaj, piękna. - Dziewczyna mimowolnie uniosła kąciki swoich ust.
- Błażej? - odwróciła się, nie mogąc powstrzymać zaskoczenia. - Co ty tu robisz?
- Wpadłem w odwiedziny. Przeszkadzam?
- Skąd wiedziałeś, że będę w domu?
- Mamy przerwę przedświąteczną.. Oglądasz mój ulubiony film! - Przerwał. - Zielona Mila. Uwielbiam go!
- Ja również. - Utkwiła wzrok w ekranie.
- Mogę się przyłączyć? - Spytał nieśmiało, zdejmując kurtkę. Dziewczyna popatrzyła na niego przez moment.
- Pewnie. - Starała się ukryć niechęć. Usiedli wygodnie, jednak już po połowie filmu Kingę obejmowało silne ramię chłopaka. Sama sobie dziwiła się, że na to pozwoliła.
- Słuchaj.... - Kinga otwarła zmęczone oczy. - Ostatnio, kiedy pytałem Cię, czy dasz mi szansę, po prostu uciekłaś. Nie wiem, jak miałem to odebrać?
- Nie chciałabym wiązać się z nikim, żeby wszystko pozostało tak, jak jest.
- Nie rozumiem... - zmarszczył brwi i pytająco spojrzał na opierającą się o jego bark dziewczynę.
- Boję się. Po prostu... - Błażej nie odpowiedział na to ani słowem. Zmiótł tylko palcem kosmyki włosów z jej czoła, po czym delikatnie je pocałował.
Około godziny 9 rano Kinga otwarła oczy. Jej głowa zajmowała kolana chłopaka. Tak, Błażej zasnął na jej kanapie. Sama nie mogła uwierzyć, że na to pozwoliła, z drugiej strony jednak nadal nie napatrzyła się w jak uroczy sposób on śpi. Podnosił jedną brew i nadal się uśmiechał. Wydawało się, jakby był niesamowicie zadowolony z obecności tutaj. Dziewczyna podniosła się delikatnie, by nie zbudzić chłopaka. Postanowiła porozmawiać z nim dopiero, gdy on sam otworzy oczy. Pobiegła do łazienki, umyła się, ubrała w świeże rzeczy. Gdy z powrotem zawitała w salonie, gorący, ciemny napój stał już na stoliku.
- Cześć, piękna. - Wymamrotał leniwie przecierając oczy. - Wybacz...
- Nie ruszajmy tego tematu, tak będzie najlepiej. - Uśmiechnęła się, by nie wystraszyć chłopaka. Wspólnie dopili kawę, porozmawiali jeszcze chwilę.
- Dziękuję za miły wieczór. Jeszcze raz proszę, wybacz. - Oparł się o drzwi wejściowe.
- Zapomnijmy o tym.. - przeczesała roztargane włosy.
- W takim razie do zobaczenia. - Trzymając dłoń na klamce poczuł podobny nacisk na nią z drugiej strony drzwi. Otwarły się, a w nich, jak wmurowana, stanęła Agata z dwoma torbami zakupów.
- O, nareszcie wstaliście. Co tu się działo?! - Nie mogła powstrzymać oburzenia.
__________________________________________
Rozdział specjalnie zadedykowany mojej upartej Martynie. <3
Czytasz? Skomentuj :)
Dziewczyny doprowadziły pokój do stanu normalności i każda zajęła się sobą. Agata zabrała się za rysowanie. Lubiła to robić, ale nigdy nie mogła znaleźć na to czasu. Kinga poczuła w swojej kieszeni delikatne wibracje i usłyszała swoją ulubioną melodyjkę. Spojrzała na zamazany odciskami palców wyświetlacz starej Nokii. Zdziwiła się widząc na nim połączenie od Fabiana.
- Nie jeden, to drugi... - westchnęła po chwili odbierając słuchawkę. Usłyszała znany i lubiany przez siebie głos. Jak na razie, jednak, nie chciała z żadnym z nich wiązać większych planów.
- Cześć. Tu Fabian. Masz jakieś plany na przyszły tydzień? - chwilę zastanawiała się co odpowiedzieć. Niezręczna chwila. Natychmiast przypomniała sobie o świątecznym wyjeździe do rodziców. Miał odbyć się już jutro.
- Niestety. Wybacz. - już była bliska odłożenia telefonu.
- Szkoda. - Ton chłopaka w sekundę zmienił się z radosnego na widocznie przygnębiony. - Ale mam prośbę. Zarezerwuj dla mnie jakiś wolny termin.. - Zgodziła się, pożegnała i rozłączyła, gdzieś w środku zastanawiając się, czy dobrze zrobiła tak "chłodno" traktując chłopaka, który, z resztą, też nie był jej obojętny. Uważała go za bardzo dobrego przyjaciela. Może za kogoś o wiele ważniejszego?
Wieczorem Kinga zawitała na trening Rostockiego, a Agata spotkała się z Norbertem. Rostocki szczerze ucieszył się na widok swojej ulubienicy. Dość długo rozmawiali o jej powrocie do sportu na pełnych obrotach. Nie nalegał, nie naciskał, nie wywierał presji, a wręcz przeciwnie. Dziewczyna zauważyła, że trener polega na niej, ale również się o nią martwi.
Resztę wieczoru miała spędzić samotnie. Postanowiła, że nie będzie całą noc się nudzić, dlatego w drodze powrotnej wypożyczyła swój ulubiony film.
~~~~~~~~~~
Słońce już dawno schowało się za horyzont, zostawiając ciemne niebo pod wodzą księżyca. Naścienny zegar wskazywał godzinę 21:30. Wkładając płytę do odtwarzacza, Kinga usłyszała irytujące pikanie mikrofali, która właśnie zakończyła pracę. Czym prędzej pomknęła otworzyć urządzenie, by wyciągnąć ciepły popcorn i pozbyć się denerwującego odgłosu. Oparła się o blat szafki, jak zahipnotyzowana wpatrywała się w stronę startową filmu, popijając ciepłą herbatą. Chwilę później leżała już rozłożona na sofie, pakując białe kulki do ust. Usłyszała pukanie do drzwi. Pomyślała, że to najprawdopodobniej Agata wróciła z randki z Norbertem.- No wejdź! - Krzyknęła nie chcąc ruszyć się z kanapy. Światło w mieszkaniu było zgaszone, więc dziewczyna nie mogła rozpoznać twarzy postaci stojącej w progu. - No, wejdź. - Pospieszyła. Poczuła na swoich barkach ciepły, delikatny dotyk męskich dłoni.
- Witaj, piękna. - Dziewczyna mimowolnie uniosła kąciki swoich ust.
- Błażej? - odwróciła się, nie mogąc powstrzymać zaskoczenia. - Co ty tu robisz?
- Wpadłem w odwiedziny. Przeszkadzam?
- Skąd wiedziałeś, że będę w domu?
- Mamy przerwę przedświąteczną.. Oglądasz mój ulubiony film! - Przerwał. - Zielona Mila. Uwielbiam go!
- Ja również. - Utkwiła wzrok w ekranie.
- Mogę się przyłączyć? - Spytał nieśmiało, zdejmując kurtkę. Dziewczyna popatrzyła na niego przez moment.
- Pewnie. - Starała się ukryć niechęć. Usiedli wygodnie, jednak już po połowie filmu Kingę obejmowało silne ramię chłopaka. Sama sobie dziwiła się, że na to pozwoliła.
- Słuchaj.... - Kinga otwarła zmęczone oczy. - Ostatnio, kiedy pytałem Cię, czy dasz mi szansę, po prostu uciekłaś. Nie wiem, jak miałem to odebrać?
- Nie chciałabym wiązać się z nikim, żeby wszystko pozostało tak, jak jest.
- Nie rozumiem... - zmarszczył brwi i pytająco spojrzał na opierającą się o jego bark dziewczynę.
- Boję się. Po prostu... - Błażej nie odpowiedział na to ani słowem. Zmiótł tylko palcem kosmyki włosów z jej czoła, po czym delikatnie je pocałował.
Około godziny 9 rano Kinga otwarła oczy. Jej głowa zajmowała kolana chłopaka. Tak, Błażej zasnął na jej kanapie. Sama nie mogła uwierzyć, że na to pozwoliła, z drugiej strony jednak nadal nie napatrzyła się w jak uroczy sposób on śpi. Podnosił jedną brew i nadal się uśmiechał. Wydawało się, jakby był niesamowicie zadowolony z obecności tutaj. Dziewczyna podniosła się delikatnie, by nie zbudzić chłopaka. Postanowiła porozmawiać z nim dopiero, gdy on sam otworzy oczy. Pobiegła do łazienki, umyła się, ubrała w świeże rzeczy. Gdy z powrotem zawitała w salonie, gorący, ciemny napój stał już na stoliku.
- Cześć, piękna. - Wymamrotał leniwie przecierając oczy. - Wybacz...
- Nie ruszajmy tego tematu, tak będzie najlepiej. - Uśmiechnęła się, by nie wystraszyć chłopaka. Wspólnie dopili kawę, porozmawiali jeszcze chwilę.
- Dziękuję za miły wieczór. Jeszcze raz proszę, wybacz. - Oparł się o drzwi wejściowe.
- Zapomnijmy o tym.. - przeczesała roztargane włosy.
- W takim razie do zobaczenia. - Trzymając dłoń na klamce poczuł podobny nacisk na nią z drugiej strony drzwi. Otwarły się, a w nich, jak wmurowana, stanęła Agata z dwoma torbami zakupów.
- O, nareszcie wstaliście. Co tu się działo?! - Nie mogła powstrzymać oburzenia.
__________________________________________
Rozdział specjalnie zadedykowany mojej upartej Martynie. <3
Czytasz? Skomentuj :)
czwartek, 3 lipca 2014
Rozdział XIV
Przez krótką chwilę wpatrywał się w nią bez opamiętania. Dziewczyna z trudem odparła jego "ataki", delikatnie odsuwając go.
- Chyba troszkę się zapędziłeś. - poczerwieniała. Jeszcze nigdy nie była w takiej sytuacji, sytuacji bez wyjścia. Mętlik w jej głowie stale się powiększał. Obaj go spowodowali. Problem był również taki, że sama nie wiedziała czego chciała. Przynajmniej nie na tę chwilę.
- Masz rację, wybacz. - Zawiedziony opuścił głowę. Zaraz jednak odzyskał humor. - W tym miejscu poznałem jedną dziewczynę. Dawno...
- Co się z nią stało? - Kinga była widocznie zainteresowana opowieścią chłopaka.
- Poznaliśmy się przypadkiem i równie przypadkiem się rozstaliśmy. Przeprowadziła się z rodzicami do Stanów. Nigdy więcej się już nie widzieliśmy, później kontakt się urwał.
- Jak miała na imię?
- Magda. Ale żyje się dalej. W każdym razie jest to dla mnie magiczne miejsce. Kiedy zauważyłem Cię pierwszym razem, od razu wiedziałem, że może coś między nami być. Chcę się z Tobą przyjaźnić, ale nie tylko. Nie ukrywam tego, że jesteś dla mnie ważna i najpiękniejsza. - Dziewczynie zaparło dech w piersiach, może dlatego, że usłyszała takie słowa po raz pierwszy. Robiło się ciemno, bo przecież dzień stawał się coraz krótszy.
- Robi się coraz chłodniej. Proponuję przejść się na gorące kakao lub herbatę. Co Ty na to? - Udało jej się zgrabnie ominąć nieodpowiedni dla niej temat.
- Jestem za.
Na mieście, mimo mrozu czas mijał nieubłaganie szybko. Rozmowa, zdawało się jakby nie miała końca. Ani się spostrzegli, kiedy zegar ratuszowy wybił godzinę 22. W kieszeni dziewczyny rozbrzmiał głośny dzwonek telefonu, a na wyświetlaczu ukazało się "Pulpecik". Sam telefon od niej zwiastował kłopoty. Kinga odebrała.
Błażej odprowadził Kingę pod same drzwi. Rozmawiali jeszcze chwilę. Na pożegnanie i w podziękowaniu za miły wieczór dziewczyna pocałowała go w policzek.
- Czy.... mam jakąś szansę? - zająkiwał się w otuleniu niezręcznej ciszy. Chwilę tę przerwało gwałtowne otwarcie drzwi przez współlokatorkę. Kinga odetchnęła z ulgą. Nie wiedziała jak podziękować koleżance za wyratowanie z tej sytuacji.
- Muszę uciekać. Wybacz. Spokojnej nocy. Dziękuję za dziś. - Pożegnała go ciepłym uśmiechem, a on odprowadził ją wzrokiem do momentu zamknięcia drzwi. Oparła się o ścianę obok i zamykając oczy chciała zobaczyć, czy rzeczywiście dobrze robi. Przed oczami stanął jej cały dzisiejszy wieczór. Delikatnie zarumieniła się, a uroczy uśmiech mimowolnie sam wpłynął jej na twarz.
- Coś do niego czujesz.. - z amoku wyrwał ją spokojny głos złapanej pod boki i opartej o równoległą ścianę przyjaciółki.
- Co Ty mówisz? - oburzona ruszyła do okna po drodze rzucając swoją torebkę na kanapę. Chwilę później dało się słyszeć trzask o skórę kanapy. Twarzą wylądowała na niej Kinga. - To jest strasznie skomplikowane...
- Co masz na myśli?
- Fabiana znasz? Sama mówiłaś jak wyglądał szpital. Fabian był, Błażeja nie było...
W tym samym czasie....
- Dasz jej spokój, rozumiesz?! - krzyczał brutalnie waląc pięścią w szklaną ławę, co chwila podnosząc się z miejsca na znak zbulwersowania. - Ona jest moja!
- Zmieniłeś się, gościu. Przyjaźniliśmy się. Nie pamiętasz tego? Teraz chcesz mi wtłuc za to, że zakochałem się w najpiękniejszej dziewczynie, z którą nawet nie jesteś. Zgłupiałeś, człowieku.. - nie dawał się sprowokować i ze stoickim spokojem w oczach nie spuszczał wzroku ze stojącego rówieśnika.
- Dzwoniłeś do niej kilka razy, kiedy ja z nią byłem. Robisz to specjalnie. To źle się dla ciebie skończy, jeszcze sam zobaczysz!
- Nie strasz. Nie boję się. A walczył o nią będę.
- Niech ona wybierze. Ten, z którym będzie jako pierwsza, ten wygrywa.
- Miłość na wyścigi? - stuknął kolegę palcem wskazującym w spocone czoło, co dodatkowo podniosło mu ciśnienie. - Daję jej po prostu wolną rękę... - zakończył.
- Fabian, trzymaj się od niej z daleka! - Wyszedł głośno zatrzaskując za sobą drzwi.
- Chyba troszkę się zapędziłeś. - poczerwieniała. Jeszcze nigdy nie była w takiej sytuacji, sytuacji bez wyjścia. Mętlik w jej głowie stale się powiększał. Obaj go spowodowali. Problem był również taki, że sama nie wiedziała czego chciała. Przynajmniej nie na tę chwilę.
- Masz rację, wybacz. - Zawiedziony opuścił głowę. Zaraz jednak odzyskał humor. - W tym miejscu poznałem jedną dziewczynę. Dawno...
- Co się z nią stało? - Kinga była widocznie zainteresowana opowieścią chłopaka.
- Poznaliśmy się przypadkiem i równie przypadkiem się rozstaliśmy. Przeprowadziła się z rodzicami do Stanów. Nigdy więcej się już nie widzieliśmy, później kontakt się urwał.
- Jak miała na imię?
- Magda. Ale żyje się dalej. W każdym razie jest to dla mnie magiczne miejsce. Kiedy zauważyłem Cię pierwszym razem, od razu wiedziałem, że może coś między nami być. Chcę się z Tobą przyjaźnić, ale nie tylko. Nie ukrywam tego, że jesteś dla mnie ważna i najpiękniejsza. - Dziewczynie zaparło dech w piersiach, może dlatego, że usłyszała takie słowa po raz pierwszy. Robiło się ciemno, bo przecież dzień stawał się coraz krótszy.
- Robi się coraz chłodniej. Proponuję przejść się na gorące kakao lub herbatę. Co Ty na to? - Udało jej się zgrabnie ominąć nieodpowiedni dla niej temat.
- Jestem za.
Na mieście, mimo mrozu czas mijał nieubłaganie szybko. Rozmowa, zdawało się jakby nie miała końca. Ani się spostrzegli, kiedy zegar ratuszowy wybił godzinę 22. W kieszeni dziewczyny rozbrzmiał głośny dzwonek telefonu, a na wyświetlaczu ukazało się "Pulpecik". Sam telefon od niej zwiastował kłopoty. Kinga odebrała.
Agata: Gdzie Ty się podziewasz? Wiesz, która godzina?!
Kinga: Wiem, mamo.
Agata: Nie denerwuj mnie. Naprawdę przesadziłaś. Kiedy będziesz?!
Kinga: Już się zbieramy. Nie denerwuj się, mamo.
"Połączenie zakończono..."
Agata lubiła mieć nad wszystkim kontrolę. Zawsze starała się być mamą dla Kingi i nigdy nie spuszczała z niej swojej opieki. Poznały się w sierocińcu. Takie zdarzenia zbliżają ludzi. Od tamtego czasu przyjaźnią się. Skoro dziewczyna zadzwoniła to trzeba było wracać mimowolnie do domu.Błażej odprowadził Kingę pod same drzwi. Rozmawiali jeszcze chwilę. Na pożegnanie i w podziękowaniu za miły wieczór dziewczyna pocałowała go w policzek.
- Czy.... mam jakąś szansę? - zająkiwał się w otuleniu niezręcznej ciszy. Chwilę tę przerwało gwałtowne otwarcie drzwi przez współlokatorkę. Kinga odetchnęła z ulgą. Nie wiedziała jak podziękować koleżance za wyratowanie z tej sytuacji.
- Muszę uciekać. Wybacz. Spokojnej nocy. Dziękuję za dziś. - Pożegnała go ciepłym uśmiechem, a on odprowadził ją wzrokiem do momentu zamknięcia drzwi. Oparła się o ścianę obok i zamykając oczy chciała zobaczyć, czy rzeczywiście dobrze robi. Przed oczami stanął jej cały dzisiejszy wieczór. Delikatnie zarumieniła się, a uroczy uśmiech mimowolnie sam wpłynął jej na twarz.
- Coś do niego czujesz.. - z amoku wyrwał ją spokojny głos złapanej pod boki i opartej o równoległą ścianę przyjaciółki.
- Co Ty mówisz? - oburzona ruszyła do okna po drodze rzucając swoją torebkę na kanapę. Chwilę później dało się słyszeć trzask o skórę kanapy. Twarzą wylądowała na niej Kinga. - To jest strasznie skomplikowane...
- Co masz na myśli?
- Fabiana znasz? Sama mówiłaś jak wyglądał szpital. Fabian był, Błażeja nie było...
W tym samym czasie....
- Dasz jej spokój, rozumiesz?! - krzyczał brutalnie waląc pięścią w szklaną ławę, co chwila podnosząc się z miejsca na znak zbulwersowania. - Ona jest moja!
- Zmieniłeś się, gościu. Przyjaźniliśmy się. Nie pamiętasz tego? Teraz chcesz mi wtłuc za to, że zakochałem się w najpiękniejszej dziewczynie, z którą nawet nie jesteś. Zgłupiałeś, człowieku.. - nie dawał się sprowokować i ze stoickim spokojem w oczach nie spuszczał wzroku ze stojącego rówieśnika.
- Dzwoniłeś do niej kilka razy, kiedy ja z nią byłem. Robisz to specjalnie. To źle się dla ciebie skończy, jeszcze sam zobaczysz!
- Nie strasz. Nie boję się. A walczył o nią będę.
- Niech ona wybierze. Ten, z którym będzie jako pierwsza, ten wygrywa.
- Miłość na wyścigi? - stuknął kolegę palcem wskazującym w spocone czoło, co dodatkowo podniosło mu ciśnienie. - Daję jej po prostu wolną rękę... - zakończył.
- Fabian, trzymaj się od niej z daleka! - Wyszedł głośno zatrzaskując za sobą drzwi.
_________________________________
Czytasz? Skomentuj! :)
Czytasz? Skomentuj! :)
piątek, 27 czerwca 2014
Rozdział XIII
Resztę wieczoru dziewczyny spędziły w salonie przy ciepłym kakao. Chłopcy spieszyli się, więc zostawili je w samotności. Błażej obiecał jednak, że będzie sprawdzał, czy nic im nie jest. Kinga była roztrzęsiona. Okryta kocem po samego koka na czubku głowy, wydawała się błądzić gdzieś myślami. Z amoku wyrwała ją siedząca obok, ciągle bacznie przyglądająca jej się koleżanka.
- Hej! - szczypnęła współlokatorkę w ramię. Tamta tak się zlękła, że poplamiła swój ulubiony sweterek napojem. - Żyjesz? Co z tobą?
- Myślę. Daj mi spokój.. - burknęła.
- Oj. - machnęła dłonią z zamiarem rozbawienia przyjaciółki. - Nie spinaj się. Ty myślisz? Nie podobno.. - parsknęła widząc delikatny, sprowokowany uśmieszek Kingi.
- Wiesz.. - Tutaj dziewczyna tylko spojrzała na siedzącego obok Pulpecika, ta zaś wiedziała dokładnie co miała na myśli.
- Chodzi Ci o Błażeja. - stwierdziła zakasując rękawy.
- Ten chłopak wydaje się być taki uroczy. Wydaje mi się, że coś do siebie czujemy, że coś mogłoby nam się ułożyć.. - Przerwało jej głośne westchnięcie Agaty. - Chciałabym kiedyś mieć takiego chłopaka, jaki trafił się Tobie. Wierz mi, że masz ogromne szczęście, że Norbert zakochał się akurat w Tobie. Jesteście wspaniałą parą. - Agata poczerwieniała na myśl o ukochanym, którego, z resztą, nie widziała już tydzień. W spotkaniu ciągle przeszkadzały im obowiązki, praca, zajęcia.
- Ale myślisz, że to akurat Błażej? - Zabawnie zmarszczyła brwi w pewnym niedowierzaniu.
- Sama nie wiem. Z resztą. Nigdy nie wiedziałam czego chciałam. - Na twarzy Agaty pojawiło się pewnego rodzaju zakłopotanie. Wydawało się, jakby dusiła w sobie coś, co bardzo ją męczy, ale mimo to nie może pisnąć o tym słówka.
- Ty coś wiesz! - Kinga wrzasnęła, mrużąc przy tym oczy, jakby zaraz miała rzucić się do gardła przyjaciółce i siłą wyrwać zastałe w gardle słowa. - No, mów!
- A o Fabianie już nie pamiętasz? Nieprzypadkowo potykasz się, upadając na niego na środku dziedzińca. To widać.
- Upadam niespecjalnie. Ale podejrzewam, że to nie przypadek, że akurat na niego...
- Żebyś Ty wiedziała jak chłopak się o ciebie martwił po tym feralnym meczu. - wspomniała.
- Wolałabym o tym zapomnieć... - przerwała chwilą ciszy. - Ale jak to, martwił?
- Siedział dniami i nocami, przyjechał za tobą do szpitala, wyznawał Ci miłość, kiedy byłaś w śpiączce. Chłopakowi zależy, to widać, a Ty chyba się oszukujesz. - Te słowa dały Kindze do myślenia. Miłość? Ale jak to? Może rzeczywiście nie były przypadkami te wszystkie potknięcia, lądowanie w jego ramionach. Może nawet ten wypadek na boisku miał za zadanie pokazać coś, co na co dzień niewidoczne gołym okiem?
Przyszedł długo wyczekiwany weekend. Mroźny listopad dawał się we znaki każdemu. Kinga wróciła do mieszkania po długim treningu, ale nikogo w nim nie zastała. Na kuchennym blacie leżała tylko kartka.
"Kiniu, wyjechałam z Norbertem na kolację. Wrócę późno.
Nie czekaj. Buziaki.
Twój Pulpet."
Kolejny raz bez żadnego słowa Agata wyjechała, zostawiając koleżankę samą. Chwilę później zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawił się "Błażej". Na samą myśl o kimś, kto jest jej bliski, przynajmniej takim się staje, dziewczyna zarumieniła się. Odebrała po chwili wsłuchiwania się w swoją ulubioną piosenkę, ustawioną jako dzwonek.
- Witam, piękna. - usłyszała po drugiej stronie znajomy, niski głos. - Dzwonię do ciebie z małym pytankiem. - w jego uwodzicielskim tonie dało się słyszeć lekkie zakłopotanie.
- Słucham. - odparła z uśmiechem na ustach.
- Czy masz na dziś jakieś plany? Chciałbym zabrać Cię na spacer, ale nie wiem czy się zgodzisz.
- Zgadzam się. - stwierdziła po dłużej chwili niezręcznej ciszy.
- Wpadnę po Ciebie za malutką godzinkę. - ucieszył się, co od razu zauważyła dziewczyna.
Migiem wpadła do łazienki, wzięła króciutki prysznic, wysuszyła i ułożyła swoje bujne loki, rzęsy przeciągnęła maskarą. Przyszedł czas zmierzenia się z zawartością szerokiej komody w sypialni. Od razu wiedziała, co na siebie włoży. Wybrała swoje ulubione białe rurki i błękitny, dłuższy T-shirt, opinający jej wąską talię. Przechodząc obok dużego, stojącego lustra musiała zatrzymać się i sprawdzić, czy wyglądem nie odstraszy chłopaka. Zawsze miała niską samoocenę. Niepotrzebnie. Sprawiało jej to wiele kłopotów, trudno przyjmowała krytykę, brała wszystkie uwagi do siebie. Była zupełną odwrotnością zdystansowanego Pulpeta. Zmiana szkoły, widać, przyniosła również zmiany w postrzeganiu. Mimo wszystko spodobało jej się to, co zobaczyła w lustrze. Przysiadła chwilę na kanapie, przeglądając leżące na ławie pisemko sportowe. Już nie mogła doczekać się dzwonka do drzwi, co okazywała co chwilowym sprawdzaniem komórki. W końcu doczekała się. Zza ciemnowiśniowych drzwi wyłoniła się blond grzywa, dość znajomo ułożona.
- Gotowa? - w rękach trzymał bukiecik żółtych róż, które po chwili wręczył dziewczynie z uśmiechem na ustach. Kinga założyła swoje ulubione skórzane kozaki na delikatnym obcasie, czarny płaszczyk, a zieloną apaszkę przewiązała starannie w dekolcie. Zatrzasnęła za sobą drzwi, nie unikając pytających spojrzeń innych lokatorów internatu.
Pogoda, jak na grudzień była znośna, choć mróz potrafił dać się we znaki.
- Co zaplanowałeś? - przerwała krępującą ciszę. Szli obok siebie, równo wydeptując ślady na pierwszym śniegu, leżącym na dróżce w parku. Po krótkiej chwili zatrzymali się przy prawie całkowicie zamarzłym stawie w centrum. Co dziwne, pływał po nim jeszcze ostatni bielutki łabędź, któremu najwyraźniej nie przeszkadzał nawet mróz.
- Jesteśmy. - wskazał ławkę pokrytą białym puchem, po czym zdjął swój szalik i zrzucił go na ziemię. Usiedli obok siebie, udając brak wzajemnego zainteresowania i wpatrywali się w radzącego sobie śnieżnobiałego ptaka.
- Jest zimno, a my siedzimy na ławce w parku. Dziwne... - przetrąciła dłonią blond kosmyk z ramienia. - Jesteś totalnym zmarzluchem. Podejrzewam, że bez powodu się tutaj nie znaleźliśmy. - Próbowała zmusić chłopaka do wyjaśnień wzrokiem, jaki u niej ubóstwiał. Mianowicie, kiedy jej źrenice powiększały się i ogromne zielone tęczówki wyglądały spod długich ciemnych rzęs, nie mógł się jej oprzeć.
- Dziewczyno.. - przysunął się do niej. - Obojętna mi nie jesteś. Wręcz przeciwnie...
- Hej! - szczypnęła współlokatorkę w ramię. Tamta tak się zlękła, że poplamiła swój ulubiony sweterek napojem. - Żyjesz? Co z tobą?
- Myślę. Daj mi spokój.. - burknęła.
- Oj. - machnęła dłonią z zamiarem rozbawienia przyjaciółki. - Nie spinaj się. Ty myślisz? Nie podobno.. - parsknęła widząc delikatny, sprowokowany uśmieszek Kingi.
- Wiesz.. - Tutaj dziewczyna tylko spojrzała na siedzącego obok Pulpecika, ta zaś wiedziała dokładnie co miała na myśli.
- Chodzi Ci o Błażeja. - stwierdziła zakasując rękawy.
- Ten chłopak wydaje się być taki uroczy. Wydaje mi się, że coś do siebie czujemy, że coś mogłoby nam się ułożyć.. - Przerwało jej głośne westchnięcie Agaty. - Chciałabym kiedyś mieć takiego chłopaka, jaki trafił się Tobie. Wierz mi, że masz ogromne szczęście, że Norbert zakochał się akurat w Tobie. Jesteście wspaniałą parą. - Agata poczerwieniała na myśl o ukochanym, którego, z resztą, nie widziała już tydzień. W spotkaniu ciągle przeszkadzały im obowiązki, praca, zajęcia.
- Ale myślisz, że to akurat Błażej? - Zabawnie zmarszczyła brwi w pewnym niedowierzaniu.
- Sama nie wiem. Z resztą. Nigdy nie wiedziałam czego chciałam. - Na twarzy Agaty pojawiło się pewnego rodzaju zakłopotanie. Wydawało się, jakby dusiła w sobie coś, co bardzo ją męczy, ale mimo to nie może pisnąć o tym słówka.
- Ty coś wiesz! - Kinga wrzasnęła, mrużąc przy tym oczy, jakby zaraz miała rzucić się do gardła przyjaciółce i siłą wyrwać zastałe w gardle słowa. - No, mów!
- A o Fabianie już nie pamiętasz? Nieprzypadkowo potykasz się, upadając na niego na środku dziedzińca. To widać.
- Upadam niespecjalnie. Ale podejrzewam, że to nie przypadek, że akurat na niego...
- Żebyś Ty wiedziała jak chłopak się o ciebie martwił po tym feralnym meczu. - wspomniała.
- Wolałabym o tym zapomnieć... - przerwała chwilą ciszy. - Ale jak to, martwił?
- Siedział dniami i nocami, przyjechał za tobą do szpitala, wyznawał Ci miłość, kiedy byłaś w śpiączce. Chłopakowi zależy, to widać, a Ty chyba się oszukujesz. - Te słowa dały Kindze do myślenia. Miłość? Ale jak to? Może rzeczywiście nie były przypadkami te wszystkie potknięcia, lądowanie w jego ramionach. Może nawet ten wypadek na boisku miał za zadanie pokazać coś, co na co dzień niewidoczne gołym okiem?
Przyszedł długo wyczekiwany weekend. Mroźny listopad dawał się we znaki każdemu. Kinga wróciła do mieszkania po długim treningu, ale nikogo w nim nie zastała. Na kuchennym blacie leżała tylko kartka.
"Kiniu, wyjechałam z Norbertem na kolację. Wrócę późno.
Nie czekaj. Buziaki.
Twój Pulpet."
Kolejny raz bez żadnego słowa Agata wyjechała, zostawiając koleżankę samą. Chwilę później zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawił się "Błażej". Na samą myśl o kimś, kto jest jej bliski, przynajmniej takim się staje, dziewczyna zarumieniła się. Odebrała po chwili wsłuchiwania się w swoją ulubioną piosenkę, ustawioną jako dzwonek.
- Witam, piękna. - usłyszała po drugiej stronie znajomy, niski głos. - Dzwonię do ciebie z małym pytankiem. - w jego uwodzicielskim tonie dało się słyszeć lekkie zakłopotanie.
- Słucham. - odparła z uśmiechem na ustach.
- Czy masz na dziś jakieś plany? Chciałbym zabrać Cię na spacer, ale nie wiem czy się zgodzisz.
- Zgadzam się. - stwierdziła po dłużej chwili niezręcznej ciszy.
- Wpadnę po Ciebie za malutką godzinkę. - ucieszył się, co od razu zauważyła dziewczyna.
Migiem wpadła do łazienki, wzięła króciutki prysznic, wysuszyła i ułożyła swoje bujne loki, rzęsy przeciągnęła maskarą. Przyszedł czas zmierzenia się z zawartością szerokiej komody w sypialni. Od razu wiedziała, co na siebie włoży. Wybrała swoje ulubione białe rurki i błękitny, dłuższy T-shirt, opinający jej wąską talię. Przechodząc obok dużego, stojącego lustra musiała zatrzymać się i sprawdzić, czy wyglądem nie odstraszy chłopaka. Zawsze miała niską samoocenę. Niepotrzebnie. Sprawiało jej to wiele kłopotów, trudno przyjmowała krytykę, brała wszystkie uwagi do siebie. Była zupełną odwrotnością zdystansowanego Pulpeta. Zmiana szkoły, widać, przyniosła również zmiany w postrzeganiu. Mimo wszystko spodobało jej się to, co zobaczyła w lustrze. Przysiadła chwilę na kanapie, przeglądając leżące na ławie pisemko sportowe. Już nie mogła doczekać się dzwonka do drzwi, co okazywała co chwilowym sprawdzaniem komórki. W końcu doczekała się. Zza ciemnowiśniowych drzwi wyłoniła się blond grzywa, dość znajomo ułożona.
- Gotowa? - w rękach trzymał bukiecik żółtych róż, które po chwili wręczył dziewczynie z uśmiechem na ustach. Kinga założyła swoje ulubione skórzane kozaki na delikatnym obcasie, czarny płaszczyk, a zieloną apaszkę przewiązała starannie w dekolcie. Zatrzasnęła za sobą drzwi, nie unikając pytających spojrzeń innych lokatorów internatu.
Pogoda, jak na grudzień była znośna, choć mróz potrafił dać się we znaki.
- Co zaplanowałeś? - przerwała krępującą ciszę. Szli obok siebie, równo wydeptując ślady na pierwszym śniegu, leżącym na dróżce w parku. Po krótkiej chwili zatrzymali się przy prawie całkowicie zamarzłym stawie w centrum. Co dziwne, pływał po nim jeszcze ostatni bielutki łabędź, któremu najwyraźniej nie przeszkadzał nawet mróz.
- Jesteśmy. - wskazał ławkę pokrytą białym puchem, po czym zdjął swój szalik i zrzucił go na ziemię. Usiedli obok siebie, udając brak wzajemnego zainteresowania i wpatrywali się w radzącego sobie śnieżnobiałego ptaka.
- Jest zimno, a my siedzimy na ławce w parku. Dziwne... - przetrąciła dłonią blond kosmyk z ramienia. - Jesteś totalnym zmarzluchem. Podejrzewam, że bez powodu się tutaj nie znaleźliśmy. - Próbowała zmusić chłopaka do wyjaśnień wzrokiem, jaki u niej ubóstwiał. Mianowicie, kiedy jej źrenice powiększały się i ogromne zielone tęczówki wyglądały spod długich ciemnych rzęs, nie mógł się jej oprzeć.
- Dziewczyno.. - przysunął się do niej. - Obojętna mi nie jesteś. Wręcz przeciwnie...
___________________________________
Czytasz? - Skomentuj :)
Czytasz? - Skomentuj :)
niedziela, 22 czerwca 2014
Rozdział XII
Kinga już całkowicie wyzdrowiała. Regularnie uczestniczyła w treningach, co sprawiało wrażenie na Rostockim. A co u Agaty? Radziła sobie świetnie na każdych zawodach. Zebrała już kilkanaście pucharów jako "Najlepszy libero turnieju" itp. Pokonywała niejedną przeszkodę, drobne urazy i kontuzje. Nic nie było w stanie jej załamać, a wręcz przeciwnie. Jej mocny charakter nie dawał za wygraną i każdą porażkę traktowała jako mobilizację do dalszej pracy, co nie unikało uwadze innych nauczycieli.
Pewnego dnia do drzwi znów zapukał gość. To zdarzało się coraz częściej, od czasu wypadku Kingi. Kto to mógł być? Rostocki. Drzwi otwarła mu podopieczna.
- Dzień dobry, trenerze. Co pana tu sprowadza? - zagadywała z widocznym zaciekawieniem.
- Przyszedłem zobaczyć jak się czujesz.
- A tak naprawdę? - stanęła w progu, podpierając się w boku i dziwnie marszcząc brwi. Najwyraźniej podejrzewała, że trener coś ukrywa. Chyba zbyt dobrze go poznała.
- To może zaprosisz starego nauczyciela do środka? To nie jest miejsce na załatwianie takiej sprawy. - mogło zabrzmieć to dwuznacznie, aczkolwiek Ryszard, bo tak miał na imię, natychmiast podjął się tłumaczenia. - Sprawa przedstawia się tak...
- Mam się bać? - rozsiadła się wygodnie na kuchennym krześle, proponując to samo mężczyźnie.
- No nie wiem. Mogłem powiadomić Cię o tym już na treningu, ale... - zastanowił się chwilę delikatnie gładząc brodę. - Tak. Na treningu też to zrobię.
- Może przejść pan do sedna? Zaczynam się niepokoić.
- Chcę, żebyś została kapitanem drużyny. Może wydawać ci się, że to mało ważna funkcja. A jednak! Słuchaj, po ostatnich zawodach pytały już o ciebie trochę ważniejsze kluby. Ale chciałbym pomóc Ci dobrze wybrać. - zaplótł palce, opierając łokcie na blacie kuchennego stolika. - Co ty na to?
- Bardzo się cieszę. Ale, czy ja się nadaję? Dlaczego ja?
- Bo zrobiłaś ogromne postępy od początku roku, masz najlepszą technikę, dziewczyny lubię cię i słuchają. Zmieniłaś się.
- Ho! - uderzyła pięścią w stół. - Nie wszystkie.
- Na Magdę nie zwracaj uwagi. - Rostocki dobrze wiedział co miała na myśli Kinga, a Magdę znał osobiście od bardzo dawna. - Jesteś cenną zawodniczką. Masz talent. Nie odmawiaj, proszę.
- No dobrze. Zgadzam się. - posłała w stronę trenera ciepły, przyjazny uśmiech, na co on odpowiedział tym samym. Właśnie do domu dotarła zmęczona po treningu Agata. Tak, miała wyczucie czasu, pojawiała się w najważniejszych, czasem niezręcznych momentach.
- Witam, panie Rostocki. - Uśmiechnęła się delikatnie, bacznie obserwując zachowanie mężczyzny.
- Ja już muszę się zbierać. Przemyśl sobie jeszcze dokładnie i porozmawiamy jutro na treningu. Do widzenia. - Otwarte okno wywołało przeciąg, który donośnie trzasnął drzwiami.
Później dziewczyny wybrały się na miasto. Pierwszy raz odkąd rozpoczęły naukę w Łodzi. Wreszcie mogły spokojnie porozmawiać, odstresować się, uciec od codziennych obowiązków. Wracały do domu późnym wieczorem. Złoty księżyc powoli wyglądał zza murowanych, szarych bloków, pokrytych graffiti muralami i centrami handlowymi. Cudem było złapanie taksówki. Musiały dostać się do domu pieszo. Droga do internatu prowadziła przez ciemną, długą uliczkę.
- Idźmy dookoła. - Kinga szarpnęła malinową kurtkę przyjaciółki. - Nie czuję tu nic dobrego.
Może i faktycznie. Obrzydliwy zapach stęchlizny unosił się w powietrzu, biegały myszy, na ziemi leżały potłuczone butelki po piwach i wypalone papierosy. To miejsce można było nazwać po prostu meliną.
- Chodź. - odważnie ruszyła do przodu. Latarnia znajdowała się dopiero na końcu przejścia, a jej słabe i migające światło dodało dziewczynom dreszczyku i adrenaliny. - Nic nam nie będzie.
Pokonując kilkadziesiąt metrów wyznaczonej drogi, przyjaciółki usłyszały tłuczenie szklanych butelek i gwar najprawdopodobniej młodych chłopaków. Co najgorsze, rozmowy dało się słyszeć coraz bliżej. Postanowiły iść w swoim kierunku i nie zwracać uwagi na "dresów". W pewnym momencie mężczyźni zaczęli biec. Najwyraźniej usłyszeli pogawędki dziewcząt.
Przybiegła zgraja pijanych narwańców. Grupa liczyła sobie 6 cwaniaków, których, co najgorsze, i Kinga, i Agata bardzo dobrze znały ze szkoły.
- Witam panienki.. - seplenił jeden z nich, próbując oprzeć się o chwiejącego sie kolegę. - Co wy tu robicie o tej porze? - Dziewczęta nie zwróciły uwagi. Ruszyły dalej, a ich oddech był coraz szybszy, przez napotkany stres. Drogę zagrodzili im obijający się jeden o drugiego chłopcy.
- Gdzie się tak spieszycie? Oj... - pogroził palcem Kindze. - Tak się nie robi. Wiecie, że to mogło się źle skończyć?
- Spieszy nam się. Dobranoc. - Agata ruszyła naprzód, ciągnąc za sobą Kingę. Jeden z nich ponownie przybiegł i zagrodził dziewczynom drogę, zwołując resztę swojej załogi do zrobienia tego samego.
- Oj, oj, oj. - Znów pogroził palcem, chwiejąc się z prawej na lewą.
- Spadajcie, my wam w drogę nie wchodzimy. - Agacie zaczęły puszczać nerwy. Jeden z mężczyzn pozwolił sobie na zbyt wiele. Zaczął gładzić nogę Agaty, co dodatkowo podniosło jej ciśnienie. Dziewczyna złapała go za potargane włosy, podniosła głowę i uderzyła go dwa razy w twarz. Chłopak przewrócił się. - Nigdy więcej sobie nie pozwalaj, jasne!?
Upadek kolegi widocznie rozzłościł znajomych. Mężczyźni rzucili się na biedne dziewczyny, gdy te zaczęły krzyczeć. Nagle, jakby znikąd, pojawiło się trzech wybawców, którzy pomogli przyjaciółkom wyjść z opresji. Był to Błażej, Michał i Karol. Oswobodzili koleżanki z opresji i wypędzając ich z uliczki, czym prędzej sprawdzili, czy z dziewczynami wszystko w porządku.
- Nic wam nie jest?? - Błażej zaniepokoił się widząc zadrapaną twarz Kingi.
- Błażej? - Kinga ze łzami w oczach rzuciła się chłopakowi w ramiona. - Proszę, pomóż.. - Dziewczyna dopiero co podniosła się po ostatniej poważnej kontuzji, a już wdała się w następną. Na całe szczęście, tym razem mniej poważną. Błażej zabrał dziewczynę na ręce i pomaszerował do internatu, by jak najszybciej położyć ją w łóżku.
____________________________________
Czytasz? Skomentuj. :)
Pewnego dnia do drzwi znów zapukał gość. To zdarzało się coraz częściej, od czasu wypadku Kingi. Kto to mógł być? Rostocki. Drzwi otwarła mu podopieczna.
- Dzień dobry, trenerze. Co pana tu sprowadza? - zagadywała z widocznym zaciekawieniem.
- Przyszedłem zobaczyć jak się czujesz.
- A tak naprawdę? - stanęła w progu, podpierając się w boku i dziwnie marszcząc brwi. Najwyraźniej podejrzewała, że trener coś ukrywa. Chyba zbyt dobrze go poznała.
- To może zaprosisz starego nauczyciela do środka? To nie jest miejsce na załatwianie takiej sprawy. - mogło zabrzmieć to dwuznacznie, aczkolwiek Ryszard, bo tak miał na imię, natychmiast podjął się tłumaczenia. - Sprawa przedstawia się tak...
- Mam się bać? - rozsiadła się wygodnie na kuchennym krześle, proponując to samo mężczyźnie.
- No nie wiem. Mogłem powiadomić Cię o tym już na treningu, ale... - zastanowił się chwilę delikatnie gładząc brodę. - Tak. Na treningu też to zrobię.
- Może przejść pan do sedna? Zaczynam się niepokoić.
- Chcę, żebyś została kapitanem drużyny. Może wydawać ci się, że to mało ważna funkcja. A jednak! Słuchaj, po ostatnich zawodach pytały już o ciebie trochę ważniejsze kluby. Ale chciałbym pomóc Ci dobrze wybrać. - zaplótł palce, opierając łokcie na blacie kuchennego stolika. - Co ty na to?
- Bardzo się cieszę. Ale, czy ja się nadaję? Dlaczego ja?
- Bo zrobiłaś ogromne postępy od początku roku, masz najlepszą technikę, dziewczyny lubię cię i słuchają. Zmieniłaś się.
- Ho! - uderzyła pięścią w stół. - Nie wszystkie.
- Na Magdę nie zwracaj uwagi. - Rostocki dobrze wiedział co miała na myśli Kinga, a Magdę znał osobiście od bardzo dawna. - Jesteś cenną zawodniczką. Masz talent. Nie odmawiaj, proszę.
- No dobrze. Zgadzam się. - posłała w stronę trenera ciepły, przyjazny uśmiech, na co on odpowiedział tym samym. Właśnie do domu dotarła zmęczona po treningu Agata. Tak, miała wyczucie czasu, pojawiała się w najważniejszych, czasem niezręcznych momentach.
- Witam, panie Rostocki. - Uśmiechnęła się delikatnie, bacznie obserwując zachowanie mężczyzny.
- Ja już muszę się zbierać. Przemyśl sobie jeszcze dokładnie i porozmawiamy jutro na treningu. Do widzenia. - Otwarte okno wywołało przeciąg, który donośnie trzasnął drzwiami.
Później dziewczyny wybrały się na miasto. Pierwszy raz odkąd rozpoczęły naukę w Łodzi. Wreszcie mogły spokojnie porozmawiać, odstresować się, uciec od codziennych obowiązków. Wracały do domu późnym wieczorem. Złoty księżyc powoli wyglądał zza murowanych, szarych bloków, pokrytych graffiti muralami i centrami handlowymi. Cudem było złapanie taksówki. Musiały dostać się do domu pieszo. Droga do internatu prowadziła przez ciemną, długą uliczkę.
- Idźmy dookoła. - Kinga szarpnęła malinową kurtkę przyjaciółki. - Nie czuję tu nic dobrego.
Może i faktycznie. Obrzydliwy zapach stęchlizny unosił się w powietrzu, biegały myszy, na ziemi leżały potłuczone butelki po piwach i wypalone papierosy. To miejsce można było nazwać po prostu meliną.
- Chodź. - odważnie ruszyła do przodu. Latarnia znajdowała się dopiero na końcu przejścia, a jej słabe i migające światło dodało dziewczynom dreszczyku i adrenaliny. - Nic nam nie będzie.
Pokonując kilkadziesiąt metrów wyznaczonej drogi, przyjaciółki usłyszały tłuczenie szklanych butelek i gwar najprawdopodobniej młodych chłopaków. Co najgorsze, rozmowy dało się słyszeć coraz bliżej. Postanowiły iść w swoim kierunku i nie zwracać uwagi na "dresów". W pewnym momencie mężczyźni zaczęli biec. Najwyraźniej usłyszeli pogawędki dziewcząt.
Przybiegła zgraja pijanych narwańców. Grupa liczyła sobie 6 cwaniaków, których, co najgorsze, i Kinga, i Agata bardzo dobrze znały ze szkoły.
- Witam panienki.. - seplenił jeden z nich, próbując oprzeć się o chwiejącego sie kolegę. - Co wy tu robicie o tej porze? - Dziewczęta nie zwróciły uwagi. Ruszyły dalej, a ich oddech był coraz szybszy, przez napotkany stres. Drogę zagrodzili im obijający się jeden o drugiego chłopcy.
- Gdzie się tak spieszycie? Oj... - pogroził palcem Kindze. - Tak się nie robi. Wiecie, że to mogło się źle skończyć?
- Spieszy nam się. Dobranoc. - Agata ruszyła naprzód, ciągnąc za sobą Kingę. Jeden z nich ponownie przybiegł i zagrodził dziewczynom drogę, zwołując resztę swojej załogi do zrobienia tego samego.
- Oj, oj, oj. - Znów pogroził palcem, chwiejąc się z prawej na lewą.
- Spadajcie, my wam w drogę nie wchodzimy. - Agacie zaczęły puszczać nerwy. Jeden z mężczyzn pozwolił sobie na zbyt wiele. Zaczął gładzić nogę Agaty, co dodatkowo podniosło jej ciśnienie. Dziewczyna złapała go za potargane włosy, podniosła głowę i uderzyła go dwa razy w twarz. Chłopak przewrócił się. - Nigdy więcej sobie nie pozwalaj, jasne!?
Upadek kolegi widocznie rozzłościł znajomych. Mężczyźni rzucili się na biedne dziewczyny, gdy te zaczęły krzyczeć. Nagle, jakby znikąd, pojawiło się trzech wybawców, którzy pomogli przyjaciółkom wyjść z opresji. Był to Błażej, Michał i Karol. Oswobodzili koleżanki z opresji i wypędzając ich z uliczki, czym prędzej sprawdzili, czy z dziewczynami wszystko w porządku.
- Nic wam nie jest?? - Błażej zaniepokoił się widząc zadrapaną twarz Kingi.
- Błażej? - Kinga ze łzami w oczach rzuciła się chłopakowi w ramiona. - Proszę, pomóż.. - Dziewczyna dopiero co podniosła się po ostatniej poważnej kontuzji, a już wdała się w następną. Na całe szczęście, tym razem mniej poważną. Błażej zabrał dziewczynę na ręce i pomaszerował do internatu, by jak najszybciej położyć ją w łóżku.
____________________________________
Czytasz? Skomentuj. :)
środa, 18 czerwca 2014
Rozdział XI
Po kilku tygodniach wszystko wracało do normy. Kinga kończyła rehabilitację pod czujnym okiem Fabiana i Pulpeta. Błażej od czasu wypadku nie pojawił się, mimo, że był na tym felernym meczu. Zaczynało się układać. Pewnego chłodnego, już listopadowego wieczora, gdy Kinga spokojnie odpoczywała, oglądając swój ulubiony serial, do drzwi niespodziewanie zadzwonił dzwonek. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej, gdyż prawie cała szkoła zainteresowana była stanem zdrowotnym rówieśniczki. Drzwi otwarła Agata, ale kto stał progu? Norbert. Z pięknym bukietem czerwonych róż.
- Kinia, masz gościa! - Darła się mimo, że koleżanka leżała 2 metry obok. - Wejdź, Norbert. Kawę?
- Ale ja nie do Kingi.. - Zawstydził się. - Przyszedłem, żeby porozmawiać z tobą. Znajdziesz dla mnie chwilkę? - Oczy malutkiego szczeniaczka zrobiły na Agacie spore wrażenie i sprawiły, że nie mogła odmówić.
- Pewnie. Siadaj. - Odparła odkładając filiżanki z kawą. - O co chodzi? - Spytała niepewnie.
Kinga rozsiadła się wygodnie na sofie i przyglądała się bacznie całemu zdarzeniu, co rusz cichutko wzdychając.
- Słuchaj.. - Zaczął. Widać było, że wyznania przychodzą mu z trudnością. - Znam cię bardzo, bardzo długo. Pamiętam jak się poznaliśmy. I pamiętam też.. - Zwiesił głowę, bawiąc się przy tym kolcami róży. Dziewczyna przesunęła się w jego stronę po czym delikatnie podniosła twarz trzymając za kanciastą bródkę chłopaka.
- Dokończysz? - Uśmiechnęła się.
- I pamiętam też, że od tamtego czasu strasznie mi się podobałaś. Do dzisiaj...
Dziewczyna zaniemówiła. Motała się, biła z myślami. Dobrze wiedziała, że czuje to samo do niego, ale przecież za jakiś czas miała opuścić Łódź, opuścić rodzinny Poznań i wyjechać do Bełchatowa. Czy to miałoby w ogóle jakiś sens? Nastała niezręczna cisza. Norbert nie mógł oderwać od niej wzroku. Ciągle podziwiał jej lśniące włosy, naturalność, piękne oczy. Nawet w najgorszym "wydaniu" była dla niego najpiękniejszą dziewczyną pod słońcem.
- Agata. - Szepnął pytającym tonem, wręczając dziewczynie kwiaty.
- Ale.. Ja chyba nie mogę.. - Pierwszy raz dziewczyny widziały, kiedy oczy mężczyzny zaszły łzami.
- Ale jak to? Dlaczego? Powiedz.
- Bo wkrótce wyjeżdżam do Bełchatowa..
- A ja do Włoch i co z tego? Od kiedy kilometry mają znaczenie w miłości? - Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie i smutek. - Dziewczyno, praktycznie całe swoje życie i całą naszą znajomość przesiedziałem we Włoszech, nadal będąc w tobie zakochany. Minęło 6 lat odkąd wyjechałem.. To dla ciebie naprawdę nic nie znaczy? Naprawdę nic do mnie nie czujesz? - Jego piękne oczy ponownie wlepiły się w twarz ukochanej.
- Kocham Cię! Kocham Cię, rozumiesz?! - Wybuchnęła. - Nikomu wcześniej tego nie powiedziałam. Tak! Kocham Cię. Ale boję się to zaczynać, bo wiem jak może się skończyć.
- Księżniczko, będę Cię strzegł jak oka w głowie, jak najcenniejszego skarbu. Bądź wszystkim co mogę mieć, proszę. Bądź tak po prostu. - Przyklęknął. - Agato Morąg, czy zostaniesz moją dziewczyną? - Zaparło jej dech w piersiach po raz kolejny, nogi były jak z waty, ręce zaczęły się trząść. Takiego zwrotu akcji żadna się nie spodziewała.
- Tak. - Odparła po dłuższej chwili dochodzenia do siebie. Czyżby od tej decyzji miało zmienić się całe jej życie i ona sama? W każdym razie nie było widać ogromnej radości na jej ładnej buzi. Chłopak rozweselony mocno ją objął, gdy ona wtulała się w jego przyjemną, sportową bluzę. Co jednak tak zdziwiło Kingę, że wpatrywała się w zakochanych z szeroko otwartymi ustami? Wyznania Agaty. Dziewczyna nigdy przed nikim tak się nie otwarła. Zawsze twierdziła, że uczucia to po prostu słabość, którą należy zwalczać w zarodku. Tej jednak nie udało jej się przezwyciężyć. Coraz mocniej wtulała się w mężczyznę, gdy on delikatnie całował jej czoło.
Czas płynął nieubłaganie. Mijał właśnie trzeci tydzień wielkiej miłości Agaty i Norberta, lecz z każdym kolejny dniem wyglądali na coraz bardziej szczęśliwych. Co mogło to teraz zepsuć? Jeszcze nie wiedzieli, co czeka za rogiem...
_________________________________________
Czytasz? Skomentuj :)
- Kinia, masz gościa! - Darła się mimo, że koleżanka leżała 2 metry obok. - Wejdź, Norbert. Kawę?
- Ale ja nie do Kingi.. - Zawstydził się. - Przyszedłem, żeby porozmawiać z tobą. Znajdziesz dla mnie chwilkę? - Oczy malutkiego szczeniaczka zrobiły na Agacie spore wrażenie i sprawiły, że nie mogła odmówić.
- Pewnie. Siadaj. - Odparła odkładając filiżanki z kawą. - O co chodzi? - Spytała niepewnie.
Kinga rozsiadła się wygodnie na sofie i przyglądała się bacznie całemu zdarzeniu, co rusz cichutko wzdychając.
- Słuchaj.. - Zaczął. Widać było, że wyznania przychodzą mu z trudnością. - Znam cię bardzo, bardzo długo. Pamiętam jak się poznaliśmy. I pamiętam też.. - Zwiesił głowę, bawiąc się przy tym kolcami róży. Dziewczyna przesunęła się w jego stronę po czym delikatnie podniosła twarz trzymając za kanciastą bródkę chłopaka.
- Dokończysz? - Uśmiechnęła się.
- I pamiętam też, że od tamtego czasu strasznie mi się podobałaś. Do dzisiaj...
Dziewczyna zaniemówiła. Motała się, biła z myślami. Dobrze wiedziała, że czuje to samo do niego, ale przecież za jakiś czas miała opuścić Łódź, opuścić rodzinny Poznań i wyjechać do Bełchatowa. Czy to miałoby w ogóle jakiś sens? Nastała niezręczna cisza. Norbert nie mógł oderwać od niej wzroku. Ciągle podziwiał jej lśniące włosy, naturalność, piękne oczy. Nawet w najgorszym "wydaniu" była dla niego najpiękniejszą dziewczyną pod słońcem.
- Agata. - Szepnął pytającym tonem, wręczając dziewczynie kwiaty.
- Ale.. Ja chyba nie mogę.. - Pierwszy raz dziewczyny widziały, kiedy oczy mężczyzny zaszły łzami.
- Ale jak to? Dlaczego? Powiedz.
- Bo wkrótce wyjeżdżam do Bełchatowa..
- A ja do Włoch i co z tego? Od kiedy kilometry mają znaczenie w miłości? - Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie i smutek. - Dziewczyno, praktycznie całe swoje życie i całą naszą znajomość przesiedziałem we Włoszech, nadal będąc w tobie zakochany. Minęło 6 lat odkąd wyjechałem.. To dla ciebie naprawdę nic nie znaczy? Naprawdę nic do mnie nie czujesz? - Jego piękne oczy ponownie wlepiły się w twarz ukochanej.
- Kocham Cię! Kocham Cię, rozumiesz?! - Wybuchnęła. - Nikomu wcześniej tego nie powiedziałam. Tak! Kocham Cię. Ale boję się to zaczynać, bo wiem jak może się skończyć.
- Księżniczko, będę Cię strzegł jak oka w głowie, jak najcenniejszego skarbu. Bądź wszystkim co mogę mieć, proszę. Bądź tak po prostu. - Przyklęknął. - Agato Morąg, czy zostaniesz moją dziewczyną? - Zaparło jej dech w piersiach po raz kolejny, nogi były jak z waty, ręce zaczęły się trząść. Takiego zwrotu akcji żadna się nie spodziewała.
- Tak. - Odparła po dłuższej chwili dochodzenia do siebie. Czyżby od tej decyzji miało zmienić się całe jej życie i ona sama? W każdym razie nie było widać ogromnej radości na jej ładnej buzi. Chłopak rozweselony mocno ją objął, gdy ona wtulała się w jego przyjemną, sportową bluzę. Co jednak tak zdziwiło Kingę, że wpatrywała się w zakochanych z szeroko otwartymi ustami? Wyznania Agaty. Dziewczyna nigdy przed nikim tak się nie otwarła. Zawsze twierdziła, że uczucia to po prostu słabość, którą należy zwalczać w zarodku. Tej jednak nie udało jej się przezwyciężyć. Coraz mocniej wtulała się w mężczyznę, gdy on delikatnie całował jej czoło.
Czas płynął nieubłaganie. Mijał właśnie trzeci tydzień wielkiej miłości Agaty i Norberta, lecz z każdym kolejny dniem wyglądali na coraz bardziej szczęśliwych. Co mogło to teraz zepsuć? Jeszcze nie wiedzieli, co czeka za rogiem...
_________________________________________
Czytasz? Skomentuj :)
sobota, 14 czerwca 2014
Rozdział X
Agata i rodzice Kingi dostali telefon ze szkoły o zaistniałym wypadku. Wszyscy przyjechali do szpitala. Kinga nadal była nieprzytomna. Podłączona do maszyn leżała bezwładnie na szpitalnym łóżku. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny. Wystrój nie należał do przyjemnych, czy przytulnych. Tynk odpadał ze ścian, na których poprzednicy napisali "Chcę do domu!", "Wypuśćcie mnie!", "Pomocy!". Dziewczyna nadal nie budziła się. Bliscy przepełnieni smutkiem i strachem, w obawie o najgorsze. Łzy w oczach Krystiana wzruszyły i Agatę, i Michalinę. Do szpitala wpadł przestraszony Fabian.
- Co jej się stało? - Ze zniecierpliwieniem krzątał się po szpitalnym korytarzu w poszukiwaniu lekarza. - Mogę do niej wejść?! Błagam, ludzie..
- Nikogo do niej nie wpuszczają. Ludzie, no! Ona jest silna! Ja wiem, że ona da radę. Wiem to.. - Recytowała roztargniona Agata. Wreszcie pojawił się lekarz.
- I co, proszę pana? Ma pan jakieś informacje?
- Z sprawozdania świadków zdarzenia wynika, że Kinga zderzyła się z nieco większą zawodniczką. Wpłynęły na to różne masy ciała obu dziewcząt, gdyż czaszka państwa córki jest nadpęknięta. Nie jest to jednak nic na tyle poważnego, by mogło zagrozić życiu pacjentki.
- Ale dlaczego ona się nie wybudziła?
- Proszę pani, jak już wspomniałem, wpływ na to....
- Dlaczego ona się nie wybudza!? - Agata nie wytrzymała ciśnienia i jej wybuchowy charakter dał o sobie znać.
- Problemem było zbyt mocne zderzenie. Robimy wszystko, żeby pacjentka wybudziła się jak najszybciej.
- A czy można do niej wejść? - Fabiana też ponosiły nerwy.
- Tak. Ale proszę osobno. Tylko jedna osoba może pozostać na nocnym czuwaniu.
I tu pojawiły się problemy. Ani Michalina, ani Krystian nie dostaliby urlopu, by być przy córce, a ryzykować pracy nie było wolno, bo stanowiła ona ważny punkt zaczepienia w życiu rodziny, a z dochodów małżonków utrzymywana była Kinga. Norbert miał przyjechać właśnie za chwilę.
- Ja zostanę. Będziemy się zmieniać z Fabianem.
- Bardzo Ci dziękuję, Agatko. - Krystian pogłaskał przyjaciółkę córki po głowie.
Rzeczywiście. Agata i Fabian czuwali przy Kindze cały czas. Norbert niestety nie dał rady przyjechać akurat w dzień wypadku.
- Kinia. Słyszysz mnie? - Fabian ze łzami w oczach, wtulony w kołdrę, szeptał trzymając dziewczynę za rękę. - Proszę. Obudź się.
Kinga nie odpowiadała, jednak on z każdą chwilą miał większą nadzieję, że może zdarzy się coś dobrego.
- Kiniu, słyszysz? - Aga obserwowała po cichutku całe zdarzenie za drzwiami. - Kiniu. Chciałem Ci to powiedzieć, ale nigdy nie miałem odwagi.. Zakochałem się w tobie. Naprawdę. Kocham twój zapach, twoje włosy, twój uśmiech, spojrzenie, jakim witasz mnie każdego dnia na dziedzińcu, gdy potykasz się i wpadasz na mnie, wytrącając mi wszystkie książki. - Śmiał się przez łzy. - Dziewczyno, nie wierz Błażejowi. On nie jest taki, jakim się przedstawia.. - Te słowa wzbudziły zastanowienie w Agacie. - Kinga, jeżeli się nie obudzisz, to nigdy sobie nie wybaczę, że nie powiedziałem ci wszystkiego wcześniej. - W tym momencie Kinga ścisnęła dłoń Fabiana. Zza drzwi dało słyszeć się szloch. Agata, którą zazwyczaj nie wzruszały takie momenty, teraz płakała jak dziecko. Ale po cichu.
- Jeszcze nigdy nie słyszałam takiego wyznania. - W pokoiku delikatnie mieniło się tylko jasne światełko lampy ściennej. To jednak umiliło wygląd całego pomieszczenia.
- Ona słyszy. Widzisz? Ona słyszy.. - Ucieszony wskazywał na ich zaciśnięte dłonie.
- Ja wiedziałam, że będzie dobrze. Nie dałabym jej się tak łatwo poddać. A co miałeś na myśli mówiąc o tym Błażeju?
- Po prostu, on nie jest takim, na jakiego wygląda. Chodziłem z nim do klasy, przyjaźniliśmy się. Do czasu... Wszystkie dziewczyny były jego i był wściekły, jeżeli jakaś się oparła. Miałem kiedyś dziewczynę. Kochałem ją. A on po prostu ją sobie wziął. Ona się nie opierała. Może wyglądamy na zwartą paczkę, ale rzeczywistość jest całkiem inna. Szantażuje mnie, że jeżeli chciałbym odejść z zespołu, on zrobi ze mnie "szmatę całej szkoły"...
- Nie buntujesz się?! - Dla Agaty było to nie do pomyślenia. - Jak możesz dać sobą rządzić?!
- Wolę spokój. Poza tym wiem, że obróciłby Kingę przeciwko mnie..
Minęło już kilka tygodni. Kinga wybudziła się i czuła coraz lepiej. Odwiedzał ją Norbert, rodzice, przyjaciółka i ... Fabian. Błażeja nie było. Przyjaciele i brat spędzali z nią każdą chwilę. Umilali czas. Wspierali. Jedyne co poszło nie tak to to, że Kinga przez kilka miesięcy musiała jeździć na wózku, bo mózg jednak został uszkodzony, ale odwracalnie. Szok. Niby małe zderzenie na boisku, a jak mogło się to skończyć?...
- Co jej się stało? - Ze zniecierpliwieniem krzątał się po szpitalnym korytarzu w poszukiwaniu lekarza. - Mogę do niej wejść?! Błagam, ludzie..
- Nikogo do niej nie wpuszczają. Ludzie, no! Ona jest silna! Ja wiem, że ona da radę. Wiem to.. - Recytowała roztargniona Agata. Wreszcie pojawił się lekarz.
- I co, proszę pana? Ma pan jakieś informacje?
- Z sprawozdania świadków zdarzenia wynika, że Kinga zderzyła się z nieco większą zawodniczką. Wpłynęły na to różne masy ciała obu dziewcząt, gdyż czaszka państwa córki jest nadpęknięta. Nie jest to jednak nic na tyle poważnego, by mogło zagrozić życiu pacjentki.
- Ale dlaczego ona się nie wybudziła?
- Proszę pani, jak już wspomniałem, wpływ na to....
- Dlaczego ona się nie wybudza!? - Agata nie wytrzymała ciśnienia i jej wybuchowy charakter dał o sobie znać.
- Problemem było zbyt mocne zderzenie. Robimy wszystko, żeby pacjentka wybudziła się jak najszybciej.
- A czy można do niej wejść? - Fabiana też ponosiły nerwy.
- Tak. Ale proszę osobno. Tylko jedna osoba może pozostać na nocnym czuwaniu.
I tu pojawiły się problemy. Ani Michalina, ani Krystian nie dostaliby urlopu, by być przy córce, a ryzykować pracy nie było wolno, bo stanowiła ona ważny punkt zaczepienia w życiu rodziny, a z dochodów małżonków utrzymywana była Kinga. Norbert miał przyjechać właśnie za chwilę.
- Ja zostanę. Będziemy się zmieniać z Fabianem.
- Bardzo Ci dziękuję, Agatko. - Krystian pogłaskał przyjaciółkę córki po głowie.
Rzeczywiście. Agata i Fabian czuwali przy Kindze cały czas. Norbert niestety nie dał rady przyjechać akurat w dzień wypadku.
- Kinia. Słyszysz mnie? - Fabian ze łzami w oczach, wtulony w kołdrę, szeptał trzymając dziewczynę za rękę. - Proszę. Obudź się.
Kinga nie odpowiadała, jednak on z każdą chwilą miał większą nadzieję, że może zdarzy się coś dobrego.
- Kiniu, słyszysz? - Aga obserwowała po cichutku całe zdarzenie za drzwiami. - Kiniu. Chciałem Ci to powiedzieć, ale nigdy nie miałem odwagi.. Zakochałem się w tobie. Naprawdę. Kocham twój zapach, twoje włosy, twój uśmiech, spojrzenie, jakim witasz mnie każdego dnia na dziedzińcu, gdy potykasz się i wpadasz na mnie, wytrącając mi wszystkie książki. - Śmiał się przez łzy. - Dziewczyno, nie wierz Błażejowi. On nie jest taki, jakim się przedstawia.. - Te słowa wzbudziły zastanowienie w Agacie. - Kinga, jeżeli się nie obudzisz, to nigdy sobie nie wybaczę, że nie powiedziałem ci wszystkiego wcześniej. - W tym momencie Kinga ścisnęła dłoń Fabiana. Zza drzwi dało słyszeć się szloch. Agata, którą zazwyczaj nie wzruszały takie momenty, teraz płakała jak dziecko. Ale po cichu.
- Jeszcze nigdy nie słyszałam takiego wyznania. - W pokoiku delikatnie mieniło się tylko jasne światełko lampy ściennej. To jednak umiliło wygląd całego pomieszczenia.
- Ona słyszy. Widzisz? Ona słyszy.. - Ucieszony wskazywał na ich zaciśnięte dłonie.
- Ja wiedziałam, że będzie dobrze. Nie dałabym jej się tak łatwo poddać. A co miałeś na myśli mówiąc o tym Błażeju?
- Po prostu, on nie jest takim, na jakiego wygląda. Chodziłem z nim do klasy, przyjaźniliśmy się. Do czasu... Wszystkie dziewczyny były jego i był wściekły, jeżeli jakaś się oparła. Miałem kiedyś dziewczynę. Kochałem ją. A on po prostu ją sobie wziął. Ona się nie opierała. Może wyglądamy na zwartą paczkę, ale rzeczywistość jest całkiem inna. Szantażuje mnie, że jeżeli chciałbym odejść z zespołu, on zrobi ze mnie "szmatę całej szkoły"...
- Nie buntujesz się?! - Dla Agaty było to nie do pomyślenia. - Jak możesz dać sobą rządzić?!
- Wolę spokój. Poza tym wiem, że obróciłby Kingę przeciwko mnie..
Minęło już kilka tygodni. Kinga wybudziła się i czuła coraz lepiej. Odwiedzał ją Norbert, rodzice, przyjaciółka i ... Fabian. Błażeja nie było. Przyjaciele i brat spędzali z nią każdą chwilę. Umilali czas. Wspierali. Jedyne co poszło nie tak to to, że Kinga przez kilka miesięcy musiała jeździć na wózku, bo mózg jednak został uszkodzony, ale odwracalnie. Szok. Niby małe zderzenie na boisku, a jak mogło się to skończyć?...
środa, 11 czerwca 2014
Rozdział IX
Kolejne zmartwienia spędziły dziewczynom sen z powiek. Znów zaspane wychodziły na zajęcia. Kinga znów miała gorszy dzień. Rostocki ponownie miał się do czego przyczepić. Na szkolnym dziedzińcu kolejny raz wpadła na Fabiana.
- Strasznie przepraszam..
- Chyba zacznę się przyzwyczajać. - Uśmiechnął się. - Wiesz, może uznasz, że jestem niemiły, ale wyglądasz dziś okropnie.
- Wiesz co powiedzieć kobiecie. - Zaśmiała się. - Wybacz.
- A, może zgodziłabyś się na małą herbatę? - Wyglądało na to, że chłopak wreszcie przełamał się. Dziewczyna podobała mu się od pierwszego spojrzenia. Niby niczym nie wyróżniająca się, a jednak miała w sobie coś, czym przyciągała. Rówieśniczki nie lubiły jej za to. Kinga delikatnie uśmiechnęła się.
- Małą herbatę, mówisz? - Powtórzyła z zalotnym uśmieszkiem.
- No, chyba, że nie chcesz.. - Zmartwił się.
- Bardzo chę... - Nagle poczuła, że ktoś trzyma dłonie na jej oczach. Był to obserwujący całe zajście Błażej. Spojrzał z wyrzutem na kolegę. Może poczuł się zagrożony? W każdym razie nie mógł pozwolić, by Kinga dała szansę Fabianowi, a nie jemu.
- Cześć, piękna.
- Hej. - Odparła obojętnie, nadal wpatrując się w Fabiana.
- Ja już pójdę, nie chcę przeszkadzać. Jakby co, jesteśmy umówieni. - Odszedł.
- Musiałeś? - Z wyrzutem spojrzała na zalotnego kolegę i odeszła zostawiając go samego na szkolnym placu. Pobiegła na trening. Nie było jej tam dość długo, a wkrótce miały odbyć się obiecane zawody. Ponownie spóźniła się. Z jednej strony nadal nie dawał jej spokoju transfer Agaty. Trochę męczyło ją, że ona nie ma takich możliwości, lecz zaraz po tym miejsce miało szczęście, że może uczestniczyć w sukcesie przyjaciółki.
Przybyła na orlik ostatnia, co nie umknęło uwadze Rostockiego. Od razu usłyszała nieunikniony żarcik na swój temat. Trener bardzo lubił jej dokuczać.
- No, no, no. Któż to zaszczycił nas swoją obecnością? Spóźniona!
- Przepraszam trenerze. - zwiesiła głowę.
- To ma być ostatni raz i mam nadzieję, że się rozumiemy. Nie przegrzeb sobie znowu, Ferens! - Jego wzrok przypominał błękitną stal, przenikającą wszystko co się rusza. Taki chodzący rentgen. Na całe szczęście dziewczynie szło dziś tak dobrze, że humor Rostockiego uległ pozytywnej zmianie. Zwody na najwyższym poziomie, przewrotki, woleje i strzały z rzutów wolnych również.
Wieczór zapowiadał się spokojnie. Czekała ją tylko rozmowa z Agatą. Dziś miło być wiadome, czy transfer Agaty dojdzie do skutku. Przyjaciółka zawitała ponura, bez uśmiechu. Jak nigdy. Przestraszyło to Kingę. Wiedziała, że musiało stać się coś złego.
- Boże! Pulpet, co Ci?
- Transfer... - rzuciła nadal wpatrując się w ciemne, bukowe panele.
- Nie jedziesz? Nie chcą Cię? - Dociekała. - No powiedz coś wreszcie! - Wybuchnęła po dziwnej chwili ciszy.
- Jadę.. - W oku zakręciła się łza.
- No to czego płaczesz, głupia?
- Bo nie będziemy mogły dalej mieszkać razem.
- Kiedy wyjazd?
- Za kilka miesięcy.
- To jeszcze sporo czasu! Mała, nie smuć się. Proszę..
- Muszę to przemyśleć. Wybacz, ale idę się zdrzemnąć. Jestem wykończona. - Powolutku, ze zwieszoną głową dreptała do sypialki. Serce krajało się na widok zazwyczaj radosnej, uśmiechniętej dziewczyny, która teraz po prostu nie może dać sobie rady z dorosłością.
W końcu nadszedł czas wyczekiwanych zawodów. Przed dziewczynami stanęło wyzwanie 3 meczów. Statystycznie z dwoma słabszymi drużynami i najsilniejszą w całym turnieju. Oba pierwsze starcia dziewczęta wygrały z dużą przewagą, ale Kinga spędziła je na ławce. Została wyrzucona na głęboką wodę w trzecim, najgorszym meczu. Pozycja napastniczki w wykonaniu szczpułej, wątłej, filigranowej kobietki wywarła na wszystkich kibicach spore wrażenie. Grała genialnie. Do czasu... W pewnej chwili dało się usłyszeć tylko krzyk. Kinga zderzyła się z przeciwniczką i padła nieprzytomna na murawę. Dłuższe reanimacje jakby nie przynosiły skutków. Przewieziono ją do szpitala.
- Strasznie przepraszam..
- Chyba zacznę się przyzwyczajać. - Uśmiechnął się. - Wiesz, może uznasz, że jestem niemiły, ale wyglądasz dziś okropnie.
- Wiesz co powiedzieć kobiecie. - Zaśmiała się. - Wybacz.
- A, może zgodziłabyś się na małą herbatę? - Wyglądało na to, że chłopak wreszcie przełamał się. Dziewczyna podobała mu się od pierwszego spojrzenia. Niby niczym nie wyróżniająca się, a jednak miała w sobie coś, czym przyciągała. Rówieśniczki nie lubiły jej za to. Kinga delikatnie uśmiechnęła się.
- Małą herbatę, mówisz? - Powtórzyła z zalotnym uśmieszkiem.
- No, chyba, że nie chcesz.. - Zmartwił się.
- Bardzo chę... - Nagle poczuła, że ktoś trzyma dłonie na jej oczach. Był to obserwujący całe zajście Błażej. Spojrzał z wyrzutem na kolegę. Może poczuł się zagrożony? W każdym razie nie mógł pozwolić, by Kinga dała szansę Fabianowi, a nie jemu.
- Cześć, piękna.
- Hej. - Odparła obojętnie, nadal wpatrując się w Fabiana.
- Ja już pójdę, nie chcę przeszkadzać. Jakby co, jesteśmy umówieni. - Odszedł.
- Musiałeś? - Z wyrzutem spojrzała na zalotnego kolegę i odeszła zostawiając go samego na szkolnym placu. Pobiegła na trening. Nie było jej tam dość długo, a wkrótce miały odbyć się obiecane zawody. Ponownie spóźniła się. Z jednej strony nadal nie dawał jej spokoju transfer Agaty. Trochę męczyło ją, że ona nie ma takich możliwości, lecz zaraz po tym miejsce miało szczęście, że może uczestniczyć w sukcesie przyjaciółki.
Przybyła na orlik ostatnia, co nie umknęło uwadze Rostockiego. Od razu usłyszała nieunikniony żarcik na swój temat. Trener bardzo lubił jej dokuczać.
- No, no, no. Któż to zaszczycił nas swoją obecnością? Spóźniona!
- Przepraszam trenerze. - zwiesiła głowę.
- To ma być ostatni raz i mam nadzieję, że się rozumiemy. Nie przegrzeb sobie znowu, Ferens! - Jego wzrok przypominał błękitną stal, przenikającą wszystko co się rusza. Taki chodzący rentgen. Na całe szczęście dziewczynie szło dziś tak dobrze, że humor Rostockiego uległ pozytywnej zmianie. Zwody na najwyższym poziomie, przewrotki, woleje i strzały z rzutów wolnych również.
Wieczór zapowiadał się spokojnie. Czekała ją tylko rozmowa z Agatą. Dziś miło być wiadome, czy transfer Agaty dojdzie do skutku. Przyjaciółka zawitała ponura, bez uśmiechu. Jak nigdy. Przestraszyło to Kingę. Wiedziała, że musiało stać się coś złego.
- Boże! Pulpet, co Ci?
- Transfer... - rzuciła nadal wpatrując się w ciemne, bukowe panele.
- Nie jedziesz? Nie chcą Cię? - Dociekała. - No powiedz coś wreszcie! - Wybuchnęła po dziwnej chwili ciszy.
- Jadę.. - W oku zakręciła się łza.
- No to czego płaczesz, głupia?
- Bo nie będziemy mogły dalej mieszkać razem.
- Kiedy wyjazd?
- Za kilka miesięcy.
- To jeszcze sporo czasu! Mała, nie smuć się. Proszę..
- Muszę to przemyśleć. Wybacz, ale idę się zdrzemnąć. Jestem wykończona. - Powolutku, ze zwieszoną głową dreptała do sypialki. Serce krajało się na widok zazwyczaj radosnej, uśmiechniętej dziewczyny, która teraz po prostu nie może dać sobie rady z dorosłością.
W końcu nadszedł czas wyczekiwanych zawodów. Przed dziewczynami stanęło wyzwanie 3 meczów. Statystycznie z dwoma słabszymi drużynami i najsilniejszą w całym turnieju. Oba pierwsze starcia dziewczęta wygrały z dużą przewagą, ale Kinga spędziła je na ławce. Została wyrzucona na głęboką wodę w trzecim, najgorszym meczu. Pozycja napastniczki w wykonaniu szczpułej, wątłej, filigranowej kobietki wywarła na wszystkich kibicach spore wrażenie. Grała genialnie. Do czasu... W pewnej chwili dało się usłyszeć tylko krzyk. Kinga zderzyła się z przeciwniczką i padła nieprzytomna na murawę. Dłuższe reanimacje jakby nie przynosiły skutków. Przewieziono ją do szpitala.
piątek, 6 czerwca 2014
Rozdział VIII
- Mogę wejść? - Czekał na propozycję herbaty.
- Oczywiście! Strasznie cieszę się, że jesteś. Okropnie za tobą tęskniłam. Proszę, nie wyjeżdżaj więcej i nie zostawiaj mnie samej.. - Płakała w ramię brata. Ze szczęścia.
- Nigdy Cię, mała, nie zostawię. Ogółem strasznie się zmieniłaś.
- Wiesz, nie widzieliśmy się 6 lat, staruchu. - Pięścią uderzyła w ramię mężczyzny. - Opowiadaj, co u ciebie? Poznałeś w końcu Kubicę?
- Poznałem. Ale nie miałem okazji ścigać się nim, bo byłem jeszcze w juniorach. W tym roku mamy jeszcze wyścigi we Francji i Włoszech. A jak szkoła?
- Miałam problemy z trenerem, ale już jest dobrze. - odparła z uśmiechem, co chwila popijając ciepłą kawę.
- Rodzice odzywają się?
- A do Ciebie? - zaciekawiła się.
- Nie. Krystian dzwonił kilka razy. Michalina raz. A nie było mnie kilka lat. - Posmutniał.
- Mama była przeciwna szkole, którą wybrałam. Nieczęsto ze sobą rozmawiamy od tamtego czasu. Podobnie jak z Agatą. - Zwiesiła głowę bacznie obserwując pływające w kubku fusa.
- Właśnie! - Entuzjastycznie klasnął w ręce. - Gdzie ona? Dawno nie widziałem Pulpeta.
- Zaraz pewnie wróci.
- Coś między Wami nie tak? - Zmartwił się.
- Pokłóciłyśmy się. O pierdoły. Nieważne..
- Przyłapała mnie na prawiepocałunku..
- Moja mała Kinia już się całuje?? Duuużo mnie ominęło, widzę.. - Ucieszył się. - Ale niech zgadnę. Od razu ci się dostało?
- Dokładnie..
- Nie znasz Agi? Wiesz jak podchodzi do tych rzeczy.. Martwi się o ciebie. Nie możesz mieć do niej o to żalu. Po drugie zawsze byłyście jak siostry. Pogodzicie się prędzej, czy później.
Właśnie do domu weszła Agata. Chłopak wstał i podszedł do niej, kiedy ona nawet go nie zauważyła. Gwałtownie odwróciła głowę. Radości nie dało się powstrzymać.
- Boże, Norbert.. - Przytuliła starszego o 4 lata chłopaka. - Ale się zmieniłeś.
- Urosłem? - Uśmiechnął się.
- No. Nie mogę zaprzeczyć. - Dziewczyna ukradkiem spojrzała na koleżankę. - Przepraszam, ale muszę iść się pouczyć, a zaraz mam trening. Wybacz. Mam nadzieję, że zobaczymy się zanim wyjedziesz. - Uśmiechnęła się znikając za futryną drzwi sypialki.
- Oby. - Szepnął jakby sam do siebie. W jego oczach Kinga zauważyła coś dziwnego. Coś czego nigdy u niego nie widziała. Chłopak zakochał się. Była tego święcie pewna. Znała go lepiej niż ktokolwiek inny.
- Ja nie mogę.. - Zdziwiła się.
- O czym ty mówisz?
- Zakochałeś się! - wrzasnęła.
- Przestań. - Policzki zaróżowiły się.
- Ty zakochałeś się w Agacie!
- Mów ciszej, proszę. Nie chcę, żeby słyszała..
- Od kiedy? - Dopytywała zniecierpliwiona. - Mów mi wszystko!
- Od dawna. Bardzo dawna. Kocham jej zapach, piękne włosy, uroczy uśmiech, cholernie intrygujący charakter.. Boże! Kocham ją całą.. Nigdy nie miałem odwagi jej o tym powiedzieć. Może to dlatego, że nie udało mi się z Izą, Klaudią i Sylwią.. - Posmutniał.
- Porozmawiam z nią.
Resztę dnia spędzili na treningu Kingi. Norbert był pod wrażeniem postępów siostry. Odkąd wyjechał nie mógł się nią zająć. Stracił wiele ważnych momentów jej życia, by rozwinąć swoją karierę na skalę światową. Jemu się udało. Był jednym z nielicznych. Poszedł w nieznane z wyrzutami sumienia. Ale cóż.. Życie pisze różne scenariusze.
Po męczącym popołudniu Norbert zatrzymał się w domu rodzinnym, by mieć okazję porozumieć się z matką. Kinga miała czas, żeby dogadać się z koleżanką. Zaczynała tęsknić. Za rozmowami, za długimi wieczorami przy plotkach, opowiadaniach, wspomnieniach. Chciała zakończyć spór jak najszybciej i ponownie móc wtulić się w pachnący różami sweterek Agaty. Obie lubiły ten zapach. Około godziny 21 Agata zastała przyjaciółkę siedzącą przed telewizorem z jej ulubionym czerwonym kubkiem herbaty w ręce. Wieczory robiły się coraz chłodniejsze.
- O, jesteś wreszcie..
- Ty nie chodzisz na treningi? W ogóle co się dzieje, że ze mną rozmawiasz? - Burknęła jakby oburzona powitaniem Kingi.
- Mam tydzień przerwy. Chcesz herbatę?
Agata obserwowała zajście z widocznym zaciekawieniem. Przecież osoba, która jeszcze kilka dni temu nie chciała z nią zamieniać słowa, dziś pyta o zachcianki.
- Chcę. - Odparła zdziwiona.
- Muszę z Tobą poważnie porozmawiać. - Stwierdziła wręczając naczynie z zamoczoną we wrzątku miętą.
- Tak. Ja też chcę Cię przeprosić. Zareagowałam zbyt gwałtownie. Przecież nic wtedy między Wami nie zaszło. Po prostu strasznie się o Ciebie martwię. Nie chcę, żebyś cierpiała. Nigdy.
Dziewczęta zawsze rozumiały się bez słów. To u nich normalne, że czytały sobie w myślach. Bez słowa rzuciły się w objęcia. Ze łzami w oczach przepraszały, tłumaczyły.
- Mam do Ciebie wiadomość. Chcą mnie w klubie siatkarskim.
- Boże! Już?
- Jak na razie są to spekulacje trenerki Jędrzejak. Widziała wiele meczów innych klubowych libero. Stwierdziła, że jestem z nich najlepsza. Wystawi mnie na kolejne zawody, żebym mogła pokazać co potrafię. Jest tylko jeden problem.
- Żartujesz dziewczyno? Jedź! - Ucieszyła się.
- Klub znajduje się kilkaset kilometrów od Łodzi.
- Co masz na myśli? - Zaniepokoiła się.
- Chcą mnie w Bełchatowie.. - zamarła.
_____________________________________________________
Dziękuję za przeczytanie. Jeżeli już jesteś - skomentuj! :)
- Oczywiście! Strasznie cieszę się, że jesteś. Okropnie za tobą tęskniłam. Proszę, nie wyjeżdżaj więcej i nie zostawiaj mnie samej.. - Płakała w ramię brata. Ze szczęścia.
- Nigdy Cię, mała, nie zostawię. Ogółem strasznie się zmieniłaś.
- Wiesz, nie widzieliśmy się 6 lat, staruchu. - Pięścią uderzyła w ramię mężczyzny. - Opowiadaj, co u ciebie? Poznałeś w końcu Kubicę?
- Poznałem. Ale nie miałem okazji ścigać się nim, bo byłem jeszcze w juniorach. W tym roku mamy jeszcze wyścigi we Francji i Włoszech. A jak szkoła?
- Miałam problemy z trenerem, ale już jest dobrze. - odparła z uśmiechem, co chwila popijając ciepłą kawę.
- Rodzice odzywają się?
- A do Ciebie? - zaciekawiła się.
- Nie. Krystian dzwonił kilka razy. Michalina raz. A nie było mnie kilka lat. - Posmutniał.
- Mama była przeciwna szkole, którą wybrałam. Nieczęsto ze sobą rozmawiamy od tamtego czasu. Podobnie jak z Agatą. - Zwiesiła głowę bacznie obserwując pływające w kubku fusa.
- Właśnie! - Entuzjastycznie klasnął w ręce. - Gdzie ona? Dawno nie widziałem Pulpeta.
- Zaraz pewnie wróci.
- Coś między Wami nie tak? - Zmartwił się.
- Pokłóciłyśmy się. O pierdoły. Nieważne..
- Przyłapała mnie na prawiepocałunku..
- Moja mała Kinia już się całuje?? Duuużo mnie ominęło, widzę.. - Ucieszył się. - Ale niech zgadnę. Od razu ci się dostało?
- Dokładnie..
- Nie znasz Agi? Wiesz jak podchodzi do tych rzeczy.. Martwi się o ciebie. Nie możesz mieć do niej o to żalu. Po drugie zawsze byłyście jak siostry. Pogodzicie się prędzej, czy później.
Właśnie do domu weszła Agata. Chłopak wstał i podszedł do niej, kiedy ona nawet go nie zauważyła. Gwałtownie odwróciła głowę. Radości nie dało się powstrzymać.
- Boże, Norbert.. - Przytuliła starszego o 4 lata chłopaka. - Ale się zmieniłeś.
- Urosłem? - Uśmiechnął się.
- No. Nie mogę zaprzeczyć. - Dziewczyna ukradkiem spojrzała na koleżankę. - Przepraszam, ale muszę iść się pouczyć, a zaraz mam trening. Wybacz. Mam nadzieję, że zobaczymy się zanim wyjedziesz. - Uśmiechnęła się znikając za futryną drzwi sypialki.
- Oby. - Szepnął jakby sam do siebie. W jego oczach Kinga zauważyła coś dziwnego. Coś czego nigdy u niego nie widziała. Chłopak zakochał się. Była tego święcie pewna. Znała go lepiej niż ktokolwiek inny.
- Ja nie mogę.. - Zdziwiła się.
- O czym ty mówisz?
- Zakochałeś się! - wrzasnęła.
- Przestań. - Policzki zaróżowiły się.
- Ty zakochałeś się w Agacie!
- Mów ciszej, proszę. Nie chcę, żeby słyszała..
- Od kiedy? - Dopytywała zniecierpliwiona. - Mów mi wszystko!
- Od dawna. Bardzo dawna. Kocham jej zapach, piękne włosy, uroczy uśmiech, cholernie intrygujący charakter.. Boże! Kocham ją całą.. Nigdy nie miałem odwagi jej o tym powiedzieć. Może to dlatego, że nie udało mi się z Izą, Klaudią i Sylwią.. - Posmutniał.
- Porozmawiam z nią.
Resztę dnia spędzili na treningu Kingi. Norbert był pod wrażeniem postępów siostry. Odkąd wyjechał nie mógł się nią zająć. Stracił wiele ważnych momentów jej życia, by rozwinąć swoją karierę na skalę światową. Jemu się udało. Był jednym z nielicznych. Poszedł w nieznane z wyrzutami sumienia. Ale cóż.. Życie pisze różne scenariusze.
Po męczącym popołudniu Norbert zatrzymał się w domu rodzinnym, by mieć okazję porozumieć się z matką. Kinga miała czas, żeby dogadać się z koleżanką. Zaczynała tęsknić. Za rozmowami, za długimi wieczorami przy plotkach, opowiadaniach, wspomnieniach. Chciała zakończyć spór jak najszybciej i ponownie móc wtulić się w pachnący różami sweterek Agaty. Obie lubiły ten zapach. Około godziny 21 Agata zastała przyjaciółkę siedzącą przed telewizorem z jej ulubionym czerwonym kubkiem herbaty w ręce. Wieczory robiły się coraz chłodniejsze.
- O, jesteś wreszcie..
- Ty nie chodzisz na treningi? W ogóle co się dzieje, że ze mną rozmawiasz? - Burknęła jakby oburzona powitaniem Kingi.
- Mam tydzień przerwy. Chcesz herbatę?
Agata obserwowała zajście z widocznym zaciekawieniem. Przecież osoba, która jeszcze kilka dni temu nie chciała z nią zamieniać słowa, dziś pyta o zachcianki.
- Chcę. - Odparła zdziwiona.
- Muszę z Tobą poważnie porozmawiać. - Stwierdziła wręczając naczynie z zamoczoną we wrzątku miętą.
- Tak. Ja też chcę Cię przeprosić. Zareagowałam zbyt gwałtownie. Przecież nic wtedy między Wami nie zaszło. Po prostu strasznie się o Ciebie martwię. Nie chcę, żebyś cierpiała. Nigdy.
Dziewczęta zawsze rozumiały się bez słów. To u nich normalne, że czytały sobie w myślach. Bez słowa rzuciły się w objęcia. Ze łzami w oczach przepraszały, tłumaczyły.
- Mam do Ciebie wiadomość. Chcą mnie w klubie siatkarskim.
- Boże! Już?
- Jak na razie są to spekulacje trenerki Jędrzejak. Widziała wiele meczów innych klubowych libero. Stwierdziła, że jestem z nich najlepsza. Wystawi mnie na kolejne zawody, żebym mogła pokazać co potrafię. Jest tylko jeden problem.
- Żartujesz dziewczyno? Jedź! - Ucieszyła się.
- Klub znajduje się kilkaset kilometrów od Łodzi.
- Co masz na myśli? - Zaniepokoiła się.
- Chcą mnie w Bełchatowie.. - zamarła.
_____________________________________________________
Dziękuję za przeczytanie. Jeżeli już jesteś - skomentuj! :)
niedziela, 1 czerwca 2014
Rozdział VII
Najpierw Błażej. Teraz Fabian. A już za tydzień do Polski miał wrócić Norbert. Pewnego dnia, już po treningach Kinga została sama w mieszkaniu. Agata musiała jeszcze zostać po lekcjach i pomóc koledze w matematyce. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. "Aga znowu zapomniała kluczy.." - pomyślała. Otwarła drzwi z uśmiechem i gdy już miała zacząć naśmiewać się z przyjaciółki, stanęła jak wryta. W drzwiach stał wysoki brunet o pięknych brązowych oczach. Błażej.
- Przyszedłem na obiecaną kilka dni temu kawę. Mogę? - uroczo się uśmiechnął czym od razu zdobył serce dziewczyny..
- Pewnie. - odparła po krótkim namyśle.
Chłopak rozsiadł się wygodnie na sofie, a Kinga zaparzyła kawę.
- Z mlekiem? - usłyszał wołanie zza półścianki.
- Nie. Czarną poproszę. - rzucił z uśmiechem obracając się w jej stronę. Przyprowadził Kingę wzrokiem, niosącą tacę z gorącym napojem. - Usiądź obok. Proszę.. - uklepał miejsce w sposób, jakim zazwyczaj zachęca się zwierzęta.
- Kawa kawą. A powiedz, co cię tu sprowadza?
- Umawialiśmy się kiedyś, że poznamy się bliżej. Uznałem, że to odpowiednia pora. Chodzimy ze sobą do klasy już 3 tygodnie, a od sierpnia zamieniliśmy ze sobą jedno zdanie.
- Faktycznie..
- Wiesz, masz bardzo przyciągający uśmiech.. Jest piękny..
Zanim zdążyli się obejrzeć minęło kilka godzin. W tym czasie zdążyli dowiedzieć się o sobie wszystkiego.
- Muszę poznać Cię z moimi przyjaciółmi. Znasz może Fabiana? Albo Magdę? - dopytywał.
- Magdę zdążyłam poznać. Z Fabianem minęłam się wczoraj na dziedzińcu. Ale chwila! Wszystko jasne.. Populars?
- Inteligentna. Lubię takie. - zawadiacko się uśmiechnął. - Tak jakoś wyszło. A to źle?
- Dla mnie nie ma to większego znaczenia.. - na jej twarz padło światło zachodzącego już słońca, bo sofa ustawiona była blisko okna.
- Masz piękne oczy.. - zachwycił się. Zaczął zbliżać się do dziewczyny.. - Pozwól, że przyjrzę im się z bliska. - Wyszeptał. Kinga spanikowała, ale gdy dotknął jej dłoni poddała się. Zamknęła oczy i poddała się chwili. Było już naprawdę blisko pocałunku. Wtem do mieszkania wpadła Agata.
- Co tu się dzieje?? - Dopytywała zaskoczona.
- Nic, nic. - Kinga zdenerwowała się.
- Kompletnie nic. - Potwierdził. - Może ja już będę się zbierał. - Zerwał się z kanapy.
- Najwyższa pora. - Poganiała Agata. Było widać, że brunetka zdenerwowała się. Gdy chłopak tylko zamknął za sobą drzwi Kinga już czuła, że szykuje się wybuch. Rzeczywiście.
- Co to miało być?! - krzyczała.
- No co?
- Ty się jeszcze pytasz? Przecież pocałowalibyście się. Naprawdę chcesz się w to wpakować? Na początku roku? W popularsów?
- Nie muszę Ci się tłumaczyć! - Rozpoczynała się wojna. - Do niczego nie doszło. Nie będziesz mnie ciągle kontrolować! Nie jesteś moją matką! - Wybuchnęła.
- Po prostu nie lubię gościa. A Ty zachowujesz się nieodpowiedzialnie. Zakochasz się.
- Zabronisz mi tego? Skąd możesz wiedzieć co czuję, jak się czuję. Nie wiesz nic! Więc zamknij się i nie wpieprzaj w moje życie! Mam tego dość! Będę robić co mi się podoba. To moje życie! - Krzyczała ze łzami w oczach. To była ich pierwsza poważna kłótnia. Do tego czasu zdarzały się tylko takie o pierdoły, coś w stylu "Dlaczego zabrałaś mi łopatkę?!". Nawet nie zdały sobie sprawy, że obie mają łzy w oczach.
- Chcę dla ciebie po prostu dobrze.. Nie rozumiesz, że się o ciebie martwię?
- O mnie nie musisz. Dam sobie świetnie radę.. - wyszła do sypialni i bez wahania, mocno trzasnęła drzwiami.
Nie odzywały się do siebie dość długo, jak na nie. Agata nawet spała na sofie, żeby nie odzywać się do przyjaciółki. Pewne było jednak, że długo tak nie wytrzymają.. Mimo, że obie strony żywiły do siebie niechęć, żałowały, że doszło do takiej kłótni. Ale przecież jedna sprzeczka nie może zniszczyć 15 lat już trwającej przyjaźni. Dziś właśnie minął tydzień. Kinga była tak zajęta swoimi sprawami, że zapomniała o odwiedzinach Norberta. Wtem ktoś zapukał do drzwi. Agaty nie było w domu. Znów pukanie. W końcu dziewczyna otwarła. Zaparło jej dech w piersiach...
- Cześć siostra. - w progu stał niższy blondyn, uśmiechnięty od ucha do ucha. Nagle w całym korytarzu rozległ się krzyk. Ludzie wyglądali zza drzwi, bacznie obserwując całe zdarzenie.
- Braciszku! - Oczy zeszkliły się i szczęśliwa rzuciła się chłopkowi na szyję.
- Przyszedłem na obiecaną kilka dni temu kawę. Mogę? - uroczo się uśmiechnął czym od razu zdobył serce dziewczyny..
- Pewnie. - odparła po krótkim namyśle.
Chłopak rozsiadł się wygodnie na sofie, a Kinga zaparzyła kawę.
- Z mlekiem? - usłyszał wołanie zza półścianki.
- Nie. Czarną poproszę. - rzucił z uśmiechem obracając się w jej stronę. Przyprowadził Kingę wzrokiem, niosącą tacę z gorącym napojem. - Usiądź obok. Proszę.. - uklepał miejsce w sposób, jakim zazwyczaj zachęca się zwierzęta.
- Kawa kawą. A powiedz, co cię tu sprowadza?
- Umawialiśmy się kiedyś, że poznamy się bliżej. Uznałem, że to odpowiednia pora. Chodzimy ze sobą do klasy już 3 tygodnie, a od sierpnia zamieniliśmy ze sobą jedno zdanie.
- Faktycznie..
- Wiesz, masz bardzo przyciągający uśmiech.. Jest piękny..
Zanim zdążyli się obejrzeć minęło kilka godzin. W tym czasie zdążyli dowiedzieć się o sobie wszystkiego.
- Muszę poznać Cię z moimi przyjaciółmi. Znasz może Fabiana? Albo Magdę? - dopytywał.
- Magdę zdążyłam poznać. Z Fabianem minęłam się wczoraj na dziedzińcu. Ale chwila! Wszystko jasne.. Populars?
- Inteligentna. Lubię takie. - zawadiacko się uśmiechnął. - Tak jakoś wyszło. A to źle?
- Dla mnie nie ma to większego znaczenia.. - na jej twarz padło światło zachodzącego już słońca, bo sofa ustawiona była blisko okna.
- Masz piękne oczy.. - zachwycił się. Zaczął zbliżać się do dziewczyny.. - Pozwól, że przyjrzę im się z bliska. - Wyszeptał. Kinga spanikowała, ale gdy dotknął jej dłoni poddała się. Zamknęła oczy i poddała się chwili. Było już naprawdę blisko pocałunku. Wtem do mieszkania wpadła Agata.
- Co tu się dzieje?? - Dopytywała zaskoczona.
- Nic, nic. - Kinga zdenerwowała się.
- Kompletnie nic. - Potwierdził. - Może ja już będę się zbierał. - Zerwał się z kanapy.
- Najwyższa pora. - Poganiała Agata. Było widać, że brunetka zdenerwowała się. Gdy chłopak tylko zamknął za sobą drzwi Kinga już czuła, że szykuje się wybuch. Rzeczywiście.
- Co to miało być?! - krzyczała.
- No co?
- Ty się jeszcze pytasz? Przecież pocałowalibyście się. Naprawdę chcesz się w to wpakować? Na początku roku? W popularsów?
- Nie muszę Ci się tłumaczyć! - Rozpoczynała się wojna. - Do niczego nie doszło. Nie będziesz mnie ciągle kontrolować! Nie jesteś moją matką! - Wybuchnęła.
- Po prostu nie lubię gościa. A Ty zachowujesz się nieodpowiedzialnie. Zakochasz się.
- Zabronisz mi tego? Skąd możesz wiedzieć co czuję, jak się czuję. Nie wiesz nic! Więc zamknij się i nie wpieprzaj w moje życie! Mam tego dość! Będę robić co mi się podoba. To moje życie! - Krzyczała ze łzami w oczach. To była ich pierwsza poważna kłótnia. Do tego czasu zdarzały się tylko takie o pierdoły, coś w stylu "Dlaczego zabrałaś mi łopatkę?!". Nawet nie zdały sobie sprawy, że obie mają łzy w oczach.
- Chcę dla ciebie po prostu dobrze.. Nie rozumiesz, że się o ciebie martwię?
- O mnie nie musisz. Dam sobie świetnie radę.. - wyszła do sypialni i bez wahania, mocno trzasnęła drzwiami.
Nie odzywały się do siebie dość długo, jak na nie. Agata nawet spała na sofie, żeby nie odzywać się do przyjaciółki. Pewne było jednak, że długo tak nie wytrzymają.. Mimo, że obie strony żywiły do siebie niechęć, żałowały, że doszło do takiej kłótni. Ale przecież jedna sprzeczka nie może zniszczyć 15 lat już trwającej przyjaźni. Dziś właśnie minął tydzień. Kinga była tak zajęta swoimi sprawami, że zapomniała o odwiedzinach Norberta. Wtem ktoś zapukał do drzwi. Agaty nie było w domu. Znów pukanie. W końcu dziewczyna otwarła. Zaparło jej dech w piersiach...
- Cześć siostra. - w progu stał niższy blondyn, uśmiechnięty od ucha do ucha. Nagle w całym korytarzu rozległ się krzyk. Ludzie wyglądali zza drzwi, bacznie obserwując całe zdarzenie.
- Braciszku! - Oczy zeszkliły się i szczęśliwa rzuciła się chłopkowi na szyję.
poniedziałek, 26 maja 2014
Rozdział VI
To, co wczoraj Kinga usłyszała w telewizji nie dawało jej spokoju przez całą noc. Ani razu nie zmrużyła oka. Przepełniania ją dzika, nieposkromiona radość. Zawsze była zżyta z bratem. Okropnie przeżywała jego wyjazd. Nie mogła znieść myśli, że może się już nigdy z nim nie zobaczyć. Zawsze mogła mu zaufać. On zawsze wspierał i chronił ją przed całym złem tego świata. Szczególnie w domu dziecka, gdzie razem trafili po porzuceniu przez biologicznych rodziców. Rano wykonała telefon do Michaliny, by dokładnie się wszystkiego dowiedzieć.
Okazało się, że Norbert przyjeżdża za dwa tygodnie. Zatrzyma się w swoim rodzinnym domu. Kinga stwierdziła, że musi wtedy koniecznie wziąć wolne od szkoły i jechać spotkać się z bratem, bo nie zostanie u nich na długo.
- Miałaś wczoraj przyjść. - rzuciła napotykając Magdę rozgrzewającą się na rozjaśnionej słońcem murawie.
- Miałam. Chodziło mi o to, że chcę, żebyś włączyła się do popularsów. Co Ty na to? - uśmiechnęła się.
- Żartujesz? - zdziwiła się. - Ja i popularsi?
- Zauważyłam, że nabierasz pewności siebie. Po drugie spójrz.. Do brzydkich nie należysz. Ledwo weszłaś do szkoły, już spodobałaś się chłopakom. Przemyśl to.. - zachęcała.
- Ty chyba naprawdę żartujesz.. - wtrąciła zatrzymując odchodzącą dziewczynę. - Serio?! Liczy się tylko to, że masz długie nogi, płaski brzuch? - zbulwersowała się lekko.
- Przemyśl to. - zakończyła.
Kinga nie zdawała sobie sprawy w co może wpakować ją Magda. W każdym razie, wcale nie była taką, jaką się prezentowała na początku. Nabrała w ten sposób już nie jedną dziewczynę, omamiła i bezlitośnie upokorzyła. Kinga jednak zaczynała wierzyć w maskę koleżanki.
Kinga nie dała się złamać trenerowi i ciężko trenowała. W kilka dni poprawiła celność, technikę i tempo, co zyskało w oczach trenera. Stał się łagodniejszy i wyrozumialszy, tymczasem Agacie powodziło się genialnie na swoich treningach.
Nadszedł czas pierwszych zawodów. Kinga nie znalazła się na liście. Zawiedziona poszła porozmawiać o tym z trenerem.
- Trenerze, dlaczego nie jadę?
- Bo jesteś jeszcze za słaba. - odrzekł obojętnie.
- Ale jak to? Przecież trenuję sporo po godzinach. Sam pan widział różnicę. To nie fair! - bulwersowała się. Nie mogła uwierzyć, że mimo tylu starań i wyrzeczeń nie dostała się do kadry. Jechały wszystkie dziewczęta, oprócz niej.
Trener uśmiechnął się tylko wpatrzony w zbulwersowaną podopieczną. W końcu opuścił głowę na dół, żeby nie było widać jego znów zadziornego uśmieszku.
- Mogę wiedzieć, co pana tak rozbawiło? - Denerwowała się coraz bardziej.
- Ferens, zaczynam Cię coraz bardziej lubić..
- Co pan ma na myśli?
- Nabierasz charakteru, a ja takich osób szukam. Prawda. Przegrzebałaś sobie, ale zaczynam Ci odpuszczać. Co do techniki. Masz talent. Ogromny talent. I powiem Ci, że zrobię wszystko, żebyś dostała się dalej.
- Żartuje pan.. - nie dowierzała.
- Nie. Najważniejszy był dla mnie Twój charakter. Zaczynasz walczyć o swoje, a ja z takimi ludźmi chcę pracować.
- Pan naprawdę żartuje!
- Nie. A! I nie waż mi się stanąć na laurach teraz. Do końca Ci nie odpuściłem..
Z pokoju nauczycielskiego Kinga wyszła zachwycona jak nigdy. Wcale nie spodziewała się, że Rostockiego stać na takie wyznania. Dziewczyna tak zamyśliła się, że na szkolnym dziedzińcu wpadła na znajomego jej chłopaka.
- Jej, wybacz proszę.. - Przepraszała zbierając rozrzucone książki.
- To również moja wina.. - Nagle ich dłonie spotkały się w jednym miejscu. Jeden przypadkowy, a jednak wyjątkowy ruch. Dziewczyna poczuła szybsze bicie serca i ciarki na plecach. W tej samej chwili unieśli głowy i spojrzeli sobie w oczy. Oboje zaczerwienili się.
- Przepraszam najmocniej. - mówiła ściszonym głosem.
- Każdemu się zdarza.. - szeptał podnosząc się z kolan, wciąż nie spuszczając z niej wzroku. - Jestem Fabian.
- A ja Kinga. Miło mi...
Stali wpatrzeni w siebie kilka dobrych, długich minut. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak jakiś wewnętrzny impuls zmuszał do dalszego działania. Może nie teraz, nie dziś, nie jutro. Ale to na pewno nie koniec tej znajomości...
_________________________
No i dla świętego spokoju, że się tak wyrażę, dodaję rozdział. JEŻELI CZYTASZ - SKOMENTUJ :)
Okazało się, że Norbert przyjeżdża za dwa tygodnie. Zatrzyma się w swoim rodzinnym domu. Kinga stwierdziła, że musi wtedy koniecznie wziąć wolne od szkoły i jechać spotkać się z bratem, bo nie zostanie u nich na długo.
- Miałaś wczoraj przyjść. - rzuciła napotykając Magdę rozgrzewającą się na rozjaśnionej słońcem murawie.
- Miałam. Chodziło mi o to, że chcę, żebyś włączyła się do popularsów. Co Ty na to? - uśmiechnęła się.
- Żartujesz? - zdziwiła się. - Ja i popularsi?
- Zauważyłam, że nabierasz pewności siebie. Po drugie spójrz.. Do brzydkich nie należysz. Ledwo weszłaś do szkoły, już spodobałaś się chłopakom. Przemyśl to.. - zachęcała.
- Ty chyba naprawdę żartujesz.. - wtrąciła zatrzymując odchodzącą dziewczynę. - Serio?! Liczy się tylko to, że masz długie nogi, płaski brzuch? - zbulwersowała się lekko.
- Przemyśl to. - zakończyła.
Kinga nie zdawała sobie sprawy w co może wpakować ją Magda. W każdym razie, wcale nie była taką, jaką się prezentowała na początku. Nabrała w ten sposób już nie jedną dziewczynę, omamiła i bezlitośnie upokorzyła. Kinga jednak zaczynała wierzyć w maskę koleżanki.
Kinga nie dała się złamać trenerowi i ciężko trenowała. W kilka dni poprawiła celność, technikę i tempo, co zyskało w oczach trenera. Stał się łagodniejszy i wyrozumialszy, tymczasem Agacie powodziło się genialnie na swoich treningach.
Nadszedł czas pierwszych zawodów. Kinga nie znalazła się na liście. Zawiedziona poszła porozmawiać o tym z trenerem.
- Trenerze, dlaczego nie jadę?
- Bo jesteś jeszcze za słaba. - odrzekł obojętnie.
- Ale jak to? Przecież trenuję sporo po godzinach. Sam pan widział różnicę. To nie fair! - bulwersowała się. Nie mogła uwierzyć, że mimo tylu starań i wyrzeczeń nie dostała się do kadry. Jechały wszystkie dziewczęta, oprócz niej.
Trener uśmiechnął się tylko wpatrzony w zbulwersowaną podopieczną. W końcu opuścił głowę na dół, żeby nie było widać jego znów zadziornego uśmieszku.
- Mogę wiedzieć, co pana tak rozbawiło? - Denerwowała się coraz bardziej.
- Ferens, zaczynam Cię coraz bardziej lubić..
- Co pan ma na myśli?
- Nabierasz charakteru, a ja takich osób szukam. Prawda. Przegrzebałaś sobie, ale zaczynam Ci odpuszczać. Co do techniki. Masz talent. Ogromny talent. I powiem Ci, że zrobię wszystko, żebyś dostała się dalej.
- Żartuje pan.. - nie dowierzała.
- Nie. Najważniejszy był dla mnie Twój charakter. Zaczynasz walczyć o swoje, a ja z takimi ludźmi chcę pracować.
- Pan naprawdę żartuje!
- Nie. A! I nie waż mi się stanąć na laurach teraz. Do końca Ci nie odpuściłem..
Z pokoju nauczycielskiego Kinga wyszła zachwycona jak nigdy. Wcale nie spodziewała się, że Rostockiego stać na takie wyznania. Dziewczyna tak zamyśliła się, że na szkolnym dziedzińcu wpadła na znajomego jej chłopaka.
- Jej, wybacz proszę.. - Przepraszała zbierając rozrzucone książki.
- To również moja wina.. - Nagle ich dłonie spotkały się w jednym miejscu. Jeden przypadkowy, a jednak wyjątkowy ruch. Dziewczyna poczuła szybsze bicie serca i ciarki na plecach. W tej samej chwili unieśli głowy i spojrzeli sobie w oczy. Oboje zaczerwienili się.
- Przepraszam najmocniej. - mówiła ściszonym głosem.
- Każdemu się zdarza.. - szeptał podnosząc się z kolan, wciąż nie spuszczając z niej wzroku. - Jestem Fabian.
- A ja Kinga. Miło mi...
Stali wpatrzeni w siebie kilka dobrych, długich minut. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak jakiś wewnętrzny impuls zmuszał do dalszego działania. Może nie teraz, nie dziś, nie jutro. Ale to na pewno nie koniec tej znajomości...
_________________________
No i dla świętego spokoju, że się tak wyrażę, dodaję rozdział. JEŻELI CZYTASZ - SKOMENTUJ :)
niedziela, 25 maja 2014
Cześć.
Ten post pojawia się z pewnych okoliczności. Mam pytanie do osób, które faktycznie czytają tego bloga.
CZY JEST SENS PISANIA TEGO?
Szczerze, pierwszy raz zwątpiłam, czy jest warto.. Zostaw odpowiedź, liczę na Ciebie. ;)
Natalia.
poniedziałek, 19 maja 2014
Rozdział V
Nastał ranek. Widok z okna był piękny. Powolnie wstające słońce rzucało czerwonawe promienie na pobliski park, pokryty już złotymi i brązowymi barwami. Dzień zapowiadał się piękne. Tym razem jednak w oknie stała Kinga, zazwyczaj okropny śpioch i leń.
- Dzień dobry. - usłyszała głos zaspanej, przeciągającej się i ziewającej koleżanki. - Już nie śpisz?
- Nie mogłam. Boli mnie wszystko tak, że nie mogę się ruszyć.
- Właśnie! Jak było wczoraj? - oprzytomniała pytała z zaciekawieniem.
- W sumie, moja własna głupota. Podpadłam trenerowi..
- Po szkole chodzą słuchy, że rozmawiała z tobą Magda Olszewska. Mega populars.. Fuj! - zrobiła zniesmaczoną minę. - Na sam widok miewam mdłości..
- Wydawała się bardzo miła. Odwiedzi nas dziś wieczorem.
- Po szkole chodzą ploty, że znajduje sobie nowe ofiary..
- Tsa. A potem wysysa z nich krew? - sarkastycznie przerwała Agacie.
- Rób co chcesz. Ja nie radzę Ci się wdawać w bliski kontakt z nią.. - zostawiła przyjaciółkę w kuchni. Kinga zaczęła zastanawiać się co mogła mieć na myśli Agata. Jakieś podejrzenia? Szybko jednak zniszczyła uprzedzenia. Postanowiła, że zobaczy się z Magdą..
Kinga z trudem mogła ruszyć na kolejne zajęcia. Trener nie odpuściłby jej nieobecności. Postawiła sobie jasny cel - musi pokazać Rostockiemu, że nie należy do "szklanych" czy "plastikowych" dziewczynek, jak on miał w zwyczaju nazywać te słabsze technicznie.
Trening rutynowo zaczął się od rozgrzewki. Bieg na 400 metrów stał się nie lada wyzwaniem przy tak okropnych zakwasach..
- Kinga, coś Ci jest? - usłyszała niski, męski głos o ironicznym tonie. - Czyżby coś się stało?
Za jej plecami stał trener. Ironicznie uśmiechnięty. Zawsze kiedy uśmiechał się w ten sposób jego górna szczęka przesuwała się lekko w prawą stronę, a dolna w przeciwną. To dodawało jego hardemu wyrazowi twarzy jakąś nutkę radości, przyjemności, uśmiechu. Należał do ludzi wygadanych i zaczepnych - dokładnie tak jak Agata.
- Nie. Absolutnie. - Zaprzeczyła, dobrze wiedząc, że jest inaczej.
Z uszczypliwymi i złośliwymi uwagami trenera spotykała się praktycznie cały czas. Podczas jednego z meczy treningowych boisko odwiedzili chłopcy. Był tam również Błażej. Uśmiechnął się delikatnie. Dziewczyna tak wpatrzona w niego dostała piłką w głowę, co nie uniknęło zaczepnej uwagi Rostockiego.
- Na pierwszym roku. Najpierw gadulstwa. Teraz miłości.. Dziewczyny będą musiały Cię porządnie podszkolić. - wzdychał kręcąc głową w geście przeczenia.
Po męczących kilku godzinach na murawie Kinga postanowiła zostać i jeszcze trochę potrenować. Została sama. No... Niezupełnie. Na trybunach nadal siedział zapatrzony w nią Błażej.
- Widzę, że nie spodobałaś się Rostockiemu.. - zagadał.
- Skąd ten pomysł?
- Nie masz się czym martwić, mała. Pamiętasz mnie jeszcze? - stanął na wprost dziewczyny. Jego piękne brązowe oczy jakby wkleiły się w nią.
- Oj, doskonale. - Odwróciła się i oddaliła, by podnieść piłkę. - Słucham?
- Wiesz. Może nie znamy się za dobrze..
- Nie, nie, nie! Właśnie! Nie znamy się za dobrze.
- Ale ja bardzo chciałbym cię poznać.. Może wybierzesz się ze mną na kawę? - prosił.
- Małą kawę? - zaintrygowana spojrzała na stojącego twarzą w twarz chłopaka. - Nie. Przepraszam, ale nie. Dziś nie mogę.
- Ale mam cień szansy?
- Cień... - westchnęła. - Wybacz, ale muszę jeszcze trochę potrenować. - Odwróciła się plecami i odbiegła goniąc za piłką.
Na orliku została jeszcze dobre kilka godzin. W domu już czekała zniecierpliwiona Agata.
- Gdzieś ty była?! - wrzasnęła. - Gdzie miałaś telefon?!
- Przepraszam mamo. - Rzuciła sportową torbę na kanapę. W telewizji właśnie nadawano wiadomości.
"Słynny kierowca rajdowy, Norbert Ferens, jak podają włoskie
media, ponownie, po długiej nieobecności, za kilka dni odwiedzi
swój rodzinny Poznań.."
- Boże! Aga, słyszałaś?? Słyszałaś to??
- Co?
- Norbert! Mój braciszek wraca do Polski!!
- Dzień dobry. - usłyszała głos zaspanej, przeciągającej się i ziewającej koleżanki. - Już nie śpisz?
- Nie mogłam. Boli mnie wszystko tak, że nie mogę się ruszyć.
- Właśnie! Jak było wczoraj? - oprzytomniała pytała z zaciekawieniem.
- W sumie, moja własna głupota. Podpadłam trenerowi..
- Po szkole chodzą słuchy, że rozmawiała z tobą Magda Olszewska. Mega populars.. Fuj! - zrobiła zniesmaczoną minę. - Na sam widok miewam mdłości..
- Wydawała się bardzo miła. Odwiedzi nas dziś wieczorem.
- Po szkole chodzą ploty, że znajduje sobie nowe ofiary..
- Tsa. A potem wysysa z nich krew? - sarkastycznie przerwała Agacie.
- Rób co chcesz. Ja nie radzę Ci się wdawać w bliski kontakt z nią.. - zostawiła przyjaciółkę w kuchni. Kinga zaczęła zastanawiać się co mogła mieć na myśli Agata. Jakieś podejrzenia? Szybko jednak zniszczyła uprzedzenia. Postanowiła, że zobaczy się z Magdą..
Kinga z trudem mogła ruszyć na kolejne zajęcia. Trener nie odpuściłby jej nieobecności. Postawiła sobie jasny cel - musi pokazać Rostockiemu, że nie należy do "szklanych" czy "plastikowych" dziewczynek, jak on miał w zwyczaju nazywać te słabsze technicznie.
Trening rutynowo zaczął się od rozgrzewki. Bieg na 400 metrów stał się nie lada wyzwaniem przy tak okropnych zakwasach..
- Kinga, coś Ci jest? - usłyszała niski, męski głos o ironicznym tonie. - Czyżby coś się stało?
Za jej plecami stał trener. Ironicznie uśmiechnięty. Zawsze kiedy uśmiechał się w ten sposób jego górna szczęka przesuwała się lekko w prawą stronę, a dolna w przeciwną. To dodawało jego hardemu wyrazowi twarzy jakąś nutkę radości, przyjemności, uśmiechu. Należał do ludzi wygadanych i zaczepnych - dokładnie tak jak Agata.
- Nie. Absolutnie. - Zaprzeczyła, dobrze wiedząc, że jest inaczej.
Z uszczypliwymi i złośliwymi uwagami trenera spotykała się praktycznie cały czas. Podczas jednego z meczy treningowych boisko odwiedzili chłopcy. Był tam również Błażej. Uśmiechnął się delikatnie. Dziewczyna tak wpatrzona w niego dostała piłką w głowę, co nie uniknęło zaczepnej uwagi Rostockiego.
- Na pierwszym roku. Najpierw gadulstwa. Teraz miłości.. Dziewczyny będą musiały Cię porządnie podszkolić. - wzdychał kręcąc głową w geście przeczenia.
Po męczących kilku godzinach na murawie Kinga postanowiła zostać i jeszcze trochę potrenować. Została sama. No... Niezupełnie. Na trybunach nadal siedział zapatrzony w nią Błażej.
- Widzę, że nie spodobałaś się Rostockiemu.. - zagadał.
- Skąd ten pomysł?
- Nie masz się czym martwić, mała. Pamiętasz mnie jeszcze? - stanął na wprost dziewczyny. Jego piękne brązowe oczy jakby wkleiły się w nią.
- Oj, doskonale. - Odwróciła się i oddaliła, by podnieść piłkę. - Słucham?
- Wiesz. Może nie znamy się za dobrze..
- Nie, nie, nie! Właśnie! Nie znamy się za dobrze.
- Ale ja bardzo chciałbym cię poznać.. Może wybierzesz się ze mną na kawę? - prosił.
- Małą kawę? - zaintrygowana spojrzała na stojącego twarzą w twarz chłopaka. - Nie. Przepraszam, ale nie. Dziś nie mogę.
- Ale mam cień szansy?
- Cień... - westchnęła. - Wybacz, ale muszę jeszcze trochę potrenować. - Odwróciła się plecami i odbiegła goniąc za piłką.
Na orliku została jeszcze dobre kilka godzin. W domu już czekała zniecierpliwiona Agata.
- Gdzieś ty była?! - wrzasnęła. - Gdzie miałaś telefon?!
- Przepraszam mamo. - Rzuciła sportową torbę na kanapę. W telewizji właśnie nadawano wiadomości.
"Słynny kierowca rajdowy, Norbert Ferens, jak podają włoskie
media, ponownie, po długiej nieobecności, za kilka dni odwiedzi
swój rodzinny Poznań.."
- Boże! Aga, słyszałaś?? Słyszałaś to??
- Co?
- Norbert! Mój braciszek wraca do Polski!!
poniedziałek, 12 maja 2014
Rozdział IV
- Wstawaj leniu! Bierzemy się do roboty! - obudził ją wrzask - Kin! Wstawaj! - Agata nie dawała za wygraną.
- Mamo, jeszcze trochę.. - szeptała sennie przecierając oczy.
- Nie! Ruszaj się! Spóźnimy się na trening.
W tle dało się słyszeć piosenkę Boba Marleya "Bad boys". Może to dlatego, że Agata uwielbiała ten rodzaj muzyki. To tłumaczyło jednego dreada pod włosami.
- Wiedz, Aguś, że cię nienawidzę.. - biadoliła opornie podnosząc się z ciepłego legowiska. Zawsze rano przypominała "grubego niedźwiedzia z szopą na głowie, wybudzającego się ze snu zimowego". Tak porównywała Kingę przyjaciółka. Zjadły spokojnie śniadanie i wyruszyły na planowe lekcje.
Od samego rana dla Kingi zaczęły się schody. Trzeba było przedstawić się i powiedzieć kilka słów o sobie przed całą klasą. Agata nigdy nie miała problemu z publicznymi wystąpieniami, ona wręcz przeciwnie. Może dlatego nikt nigdy, oprócz Agaty, nie słyszał jej śpiewu? Ponoć miała przysłowiowy "kawał głosu" . Dlaczego nie chciała akurat z tym związać przyszłości? Zawsze Michalina - przybrana matka - karciła ją trzymając się stereotypu, że "dziewczyna nie powinna interesować się sportem..". Po drugie słyszała, że trener nie należy do najłatwiejszych, co rzeczywiście się sprawdziło. Na samo powitanie musiały zrobić 100 pompek i przebiec kilometr. Ale przecież trzeba wymagać od innych, ale przede wszystkim od siebie samego. Rozgrzewka trwała pół godziny. Dziewczyny biegały po mieniącym się złotem parku. Następnie przemaszerowały na świeżą murawę. "Marzenie.." - pomyślała.
- Pora, żebyście się wykazały. Nie ma taryf ulgowych. Która się nie nada po prostu wylatuje, albo szuka sobie innego kierunku. - zaznaczył trener Rostocki.
- Nie ma się co martwić. On taki jest. - Kinga usłyszała cichy szept obok. Odruchowo spojrzała w ową stronę. - Hej. Jestem Magda.. - Oczom dziewczyny ukazała się piękna, szczuplutka, długowłosa, ryża o długich nogach. Taki chodzący męski ideał. Kinga domyśliła się, że nie jest ona byle kim w tej szkole.
- A ja Kinga. Miło mi. - zaczerwieniła się.
- Wiesz, obserwuję Cię od wczoraj. Znaczy my.. Zauważyłam, że jesteś bardzo nieśmiała..
- Jakie masz zamiary? - spojrzała podejrzliwie na nowo poznaną koleżankę.
- Kochana, nie każdy z twojego otoczenia musi być taki jak myślisz.. Mam dla Ciebie propozycję..
- Ferens! Kinga Ferens! - przerwał przerażającym krzykiem trener. - Pierwszy rok i gadulstwa się zachciewa! 20 pompek!
- Przepraszam, trenerze. - zaczerwieniona rozpoczęła spełniać rozkaz rozwścieczonego mężczyzny.
- U mnie nie ma zagrywek. Chyba, że na boisku. Nie pozwalam sobie na takie zachowanie. Zrozumiano?! - darł się.
- Zrozumiano. - rzuciła zdyszana.
- Przyjdę do Ciebie jutro wieczorem to porozmawiamy. - ponownie usłyszała nagadywanie Magdy.
Przyszła pora pokazać na co kogo stać. Bieg przez przeszkody, sprint na 60 metrów, strzały do bramki z 11-go metra, wykonywanie rzutów rożnych, strzały z wolnych, strzał z przewrotki, woleja to tylko jedne z nielicznych sprawdzianów. Trener niestety we wszystkim dopatrzył się błędu. Wykorzystał chwilę w czasie przerwy między połowami odgrywanego sparingu i poprosił Kingę na rozmowę, gdy ta zapoznawała się z koleżankami.
- Kinga, chodź.. - grzecznie poprosił.
- Słucham?
- Podpadłaś mi. Nie ukrywam, że będziesz miała trochę gorzej niż wszystkie. - stwierdził. - Chciałem cię tylko o tym zawiadomić. Musisz się teraz bardziej starać.. Tymczasem idź.
Po powrocie do mieszkania czekała już na Kingę przyjaciółka z przygotowanym wcześniej obiadem.
- I jak tam? - spytała zaciekawiona zmęczoną koleżankę. - Opowiadaj!
- Źle. - padła zasapana na krzesło.
- Jak to? Aż tak? Co się stało? - pytała zniecierpliwiona Agata.
- Zadajesz za dużo pytań. Po prostu podpadłam trenerowi. A u ciebie?
- Fantastycznie. Ale nie rozmawiajmy o mnie. Idź się najeść, wziąć prysznic i odpocząć. Porozmawiamy jutro.
---------------------------------------
Kolejny rozdział na życzenie, ale stosunkowo krótki.. Niestety. :/
- Mamo, jeszcze trochę.. - szeptała sennie przecierając oczy.
- Nie! Ruszaj się! Spóźnimy się na trening.
W tle dało się słyszeć piosenkę Boba Marleya "Bad boys". Może to dlatego, że Agata uwielbiała ten rodzaj muzyki. To tłumaczyło jednego dreada pod włosami.
- Wiedz, Aguś, że cię nienawidzę.. - biadoliła opornie podnosząc się z ciepłego legowiska. Zawsze rano przypominała "grubego niedźwiedzia z szopą na głowie, wybudzającego się ze snu zimowego". Tak porównywała Kingę przyjaciółka. Zjadły spokojnie śniadanie i wyruszyły na planowe lekcje.
Od samego rana dla Kingi zaczęły się schody. Trzeba było przedstawić się i powiedzieć kilka słów o sobie przed całą klasą. Agata nigdy nie miała problemu z publicznymi wystąpieniami, ona wręcz przeciwnie. Może dlatego nikt nigdy, oprócz Agaty, nie słyszał jej śpiewu? Ponoć miała przysłowiowy "kawał głosu" . Dlaczego nie chciała akurat z tym związać przyszłości? Zawsze Michalina - przybrana matka - karciła ją trzymając się stereotypu, że "dziewczyna nie powinna interesować się sportem..". Po drugie słyszała, że trener nie należy do najłatwiejszych, co rzeczywiście się sprawdziło. Na samo powitanie musiały zrobić 100 pompek i przebiec kilometr. Ale przecież trzeba wymagać od innych, ale przede wszystkim od siebie samego. Rozgrzewka trwała pół godziny. Dziewczyny biegały po mieniącym się złotem parku. Następnie przemaszerowały na świeżą murawę. "Marzenie.." - pomyślała.
- Pora, żebyście się wykazały. Nie ma taryf ulgowych. Która się nie nada po prostu wylatuje, albo szuka sobie innego kierunku. - zaznaczył trener Rostocki.
- Nie ma się co martwić. On taki jest. - Kinga usłyszała cichy szept obok. Odruchowo spojrzała w ową stronę. - Hej. Jestem Magda.. - Oczom dziewczyny ukazała się piękna, szczuplutka, długowłosa, ryża o długich nogach. Taki chodzący męski ideał. Kinga domyśliła się, że nie jest ona byle kim w tej szkole.
- A ja Kinga. Miło mi. - zaczerwieniła się.
- Wiesz, obserwuję Cię od wczoraj. Znaczy my.. Zauważyłam, że jesteś bardzo nieśmiała..
- Jakie masz zamiary? - spojrzała podejrzliwie na nowo poznaną koleżankę.
- Kochana, nie każdy z twojego otoczenia musi być taki jak myślisz.. Mam dla Ciebie propozycję..
- Ferens! Kinga Ferens! - przerwał przerażającym krzykiem trener. - Pierwszy rok i gadulstwa się zachciewa! 20 pompek!
- Przepraszam, trenerze. - zaczerwieniona rozpoczęła spełniać rozkaz rozwścieczonego mężczyzny.
- U mnie nie ma zagrywek. Chyba, że na boisku. Nie pozwalam sobie na takie zachowanie. Zrozumiano?! - darł się.
- Zrozumiano. - rzuciła zdyszana.
- Przyjdę do Ciebie jutro wieczorem to porozmawiamy. - ponownie usłyszała nagadywanie Magdy.
Przyszła pora pokazać na co kogo stać. Bieg przez przeszkody, sprint na 60 metrów, strzały do bramki z 11-go metra, wykonywanie rzutów rożnych, strzały z wolnych, strzał z przewrotki, woleja to tylko jedne z nielicznych sprawdzianów. Trener niestety we wszystkim dopatrzył się błędu. Wykorzystał chwilę w czasie przerwy między połowami odgrywanego sparingu i poprosił Kingę na rozmowę, gdy ta zapoznawała się z koleżankami.
- Kinga, chodź.. - grzecznie poprosił.
- Słucham?
- Podpadłaś mi. Nie ukrywam, że będziesz miała trochę gorzej niż wszystkie. - stwierdził. - Chciałem cię tylko o tym zawiadomić. Musisz się teraz bardziej starać.. Tymczasem idź.
Po powrocie do mieszkania czekała już na Kingę przyjaciółka z przygotowanym wcześniej obiadem.
- I jak tam? - spytała zaciekawiona zmęczoną koleżankę. - Opowiadaj!
- Źle. - padła zasapana na krzesło.
- Jak to? Aż tak? Co się stało? - pytała zniecierpliwiona Agata.
- Zadajesz za dużo pytań. Po prostu podpadłam trenerowi. A u ciebie?
- Fantastycznie. Ale nie rozmawiajmy o mnie. Idź się najeść, wziąć prysznic i odpocząć. Porozmawiamy jutro.
---------------------------------------
Kolejny rozdział na życzenie, ale stosunkowo krótki.. Niestety. :/
czwartek, 8 maja 2014
Rozdział III
Wakacje niestety dobiegły końca. Dziś pierwszy dzień szkoły, na który oczywiście Kinga zaspała. Obudziło ją głośne walenie w drzwi. Czym prędzej zbiegła z góry znowu się potykając. Upadła znowu wyzywając za to cały świat. Drzwi otwarły się same. Stanęła w nich Agata. Nie mogła powstrzymać napadu śmiechu. To automatycznie złagodziło gniew sprzed chwili.
- Truflu, znowu zaspałaś! Podnoś się i zbieraj do szkoły. Szybko! - Popędzała ocierając zapłakane oczy. Przyjaciółka roztrzepała swoje długie, bujne blond loki, ubrała pierwszą lepszą bluzkę i spodnie, zabrała torbę i wybiegły na położony niedaleko dworzec. Zdążyły na ostatni do Łodzi pociąg. Dopiero tam Kinga miała czas na rozszyfrowanie kartki z rozpisem. Ciągle jednak zadawała sobie pytanie, co to był za chłopak. Wiedziała tylko jak ma na imię i że jest w jej wieku. Wyglądał na wiele starszego. Nie dawał jej spokoju. Wydawał się miły. Opowiedziała o nim Agacie. Jej reakcja była dziwna, ale znały się na tyle, że Kinga zdołała to przewidzieć.
- Dziewczyno, zaczynasz pierwszy rok w nowej szkole, a już bierzesz się za miłości.. Daj spokój. - Skrytykowała. Adze rzadko zdarzało się w kimś zakochać. Podchodziła do tych spraw bardzo spokojnie. Nigdy jej się nie spieszyło. I w sumie bardzo dobrze. - Ale tak czy siak musisz mnie z nim poznać. - Skończyła z uśmiechem.
Kinga wiedziała, że przyjaciółka ma rację. Sama nie chciała się spieszyć. Po prostu tajemnicza osobowość Błażeja zaintrygowała ją.
Po trzech godzinach znów dotarły pod ten sam budynek. Skierowały się do wcześniej opłaconego mieszkania w internacie. Mogły tylko razem mieszkać, bo nie trafiły do tej samej klasy. Agata do sekcji siatkarskiej, a Kinga do piłkarskiej.
- To tu spędzimy kilka lat naszego życia.. - sapnęła otwierając drzwi do pokoiku.
- Aguś, wszystko przed nami. Czujesz to?
Usłyszały pukanie do drzwi.
- Już goście?? - zdziwiona Kinga otwarła drzwi, a w nich zobaczyła grupkę uczniów z tego samego roku, dwie dziewczyny i trzech chłopców. Wśród nich był również Błażej, którego Kinga poznała wcześniej. Tymczasem wymienili tylko ze sobą uśmiechy.
- Cześć. Przedstawiamy się po kolei każdemu z naszego roku. Jestem Marlena. Ta obok to Marcelina, a tamci to Błażej, Karol i Fabian. - po kolei wskazywała kolegów.
- Kinga, a tam Agata. - wskazała na dziewczynę siedzącą przy szklanym stoliku w kuchni. - Miło nam.
- To skoro już się znamy musimy uciekać. Zaraz ognisko. Liczymy na waszą obecność.
- Oczywiście. Będziemy. - pożegnała uśmiechem nowych znajomych. Wszystko zapowiadało się bardzo dobrze. Dziewczynę martwiło tylko jedno. Jej opiekunowie byli przeciwni wyborowi tej szkoły.
- No, to który z nich to Błażej? - usłyszała głos z drugiego końca pokoju.
- Ten brunet... - na chwilę sprawiała wrażenie jakby nieobecnej. Tymczasem Agata postanowiła obejrzeć wszystkie pomieszczenia.
Kuchnia graniczyła ze skromnym salonikiem z telewizorem i kanapą. W kwiatowej sypialce stały dwa łóżka, biurka i duża szafa stojąca. Obok niej widniały drzwi prowadzące do przestronnej łazienki. Całe mieszkanie urządzone było w typowo kobiecy sposób, co bardzo spodobało się dziewczynom.
Ognisko odbywało się w przyszkolnym parku. Istniał tam obraz taki, jaki z resztą widziały codziennie w gimnazjum. Tu grupa tzw. kujonów, w drugim rogu starsi uczniowie, tam zdemoralizowani i przeznaczeni na stracenie delikwenci, a w środku grupa, do której każdy pragnął należeć - "popularsi". Dziewczyny poznały już nauczycieli, uczniów ze swoich klas. Zapowiadały się świetne lata.
- Truflu, znowu zaspałaś! Podnoś się i zbieraj do szkoły. Szybko! - Popędzała ocierając zapłakane oczy. Przyjaciółka roztrzepała swoje długie, bujne blond loki, ubrała pierwszą lepszą bluzkę i spodnie, zabrała torbę i wybiegły na położony niedaleko dworzec. Zdążyły na ostatni do Łodzi pociąg. Dopiero tam Kinga miała czas na rozszyfrowanie kartki z rozpisem. Ciągle jednak zadawała sobie pytanie, co to był za chłopak. Wiedziała tylko jak ma na imię i że jest w jej wieku. Wyglądał na wiele starszego. Nie dawał jej spokoju. Wydawał się miły. Opowiedziała o nim Agacie. Jej reakcja była dziwna, ale znały się na tyle, że Kinga zdołała to przewidzieć.
- Dziewczyno, zaczynasz pierwszy rok w nowej szkole, a już bierzesz się za miłości.. Daj spokój. - Skrytykowała. Adze rzadko zdarzało się w kimś zakochać. Podchodziła do tych spraw bardzo spokojnie. Nigdy jej się nie spieszyło. I w sumie bardzo dobrze. - Ale tak czy siak musisz mnie z nim poznać. - Skończyła z uśmiechem.
Kinga wiedziała, że przyjaciółka ma rację. Sama nie chciała się spieszyć. Po prostu tajemnicza osobowość Błażeja zaintrygowała ją.
Po trzech godzinach znów dotarły pod ten sam budynek. Skierowały się do wcześniej opłaconego mieszkania w internacie. Mogły tylko razem mieszkać, bo nie trafiły do tej samej klasy. Agata do sekcji siatkarskiej, a Kinga do piłkarskiej.
- To tu spędzimy kilka lat naszego życia.. - sapnęła otwierając drzwi do pokoiku.
- Aguś, wszystko przed nami. Czujesz to?
Usłyszały pukanie do drzwi.
- Już goście?? - zdziwiona Kinga otwarła drzwi, a w nich zobaczyła grupkę uczniów z tego samego roku, dwie dziewczyny i trzech chłopców. Wśród nich był również Błażej, którego Kinga poznała wcześniej. Tymczasem wymienili tylko ze sobą uśmiechy.
- Cześć. Przedstawiamy się po kolei każdemu z naszego roku. Jestem Marlena. Ta obok to Marcelina, a tamci to Błażej, Karol i Fabian. - po kolei wskazywała kolegów.
- Kinga, a tam Agata. - wskazała na dziewczynę siedzącą przy szklanym stoliku w kuchni. - Miło nam.
- To skoro już się znamy musimy uciekać. Zaraz ognisko. Liczymy na waszą obecność.
- Oczywiście. Będziemy. - pożegnała uśmiechem nowych znajomych. Wszystko zapowiadało się bardzo dobrze. Dziewczynę martwiło tylko jedno. Jej opiekunowie byli przeciwni wyborowi tej szkoły.
- No, to który z nich to Błażej? - usłyszała głos z drugiego końca pokoju.
- Ten brunet... - na chwilę sprawiała wrażenie jakby nieobecnej. Tymczasem Agata postanowiła obejrzeć wszystkie pomieszczenia.
Kuchnia graniczyła ze skromnym salonikiem z telewizorem i kanapą. W kwiatowej sypialce stały dwa łóżka, biurka i duża szafa stojąca. Obok niej widniały drzwi prowadzące do przestronnej łazienki. Całe mieszkanie urządzone było w typowo kobiecy sposób, co bardzo spodobało się dziewczynom.
Ognisko odbywało się w przyszkolnym parku. Istniał tam obraz taki, jaki z resztą widziały codziennie w gimnazjum. Tu grupa tzw. kujonów, w drugim rogu starsi uczniowie, tam zdemoralizowani i przeznaczeni na stracenie delikwenci, a w środku grupa, do której każdy pragnął należeć - "popularsi". Dziewczyny poznały już nauczycieli, uczniów ze swoich klas. Zapowiadały się świetne lata.
niedziela, 4 maja 2014
Rozdział II
Wakacje minęły dziewczętom głównie w domu. Trzeba było zająć się wszystkimi papierami, badaniami, dokumentami. Nie było czasu na wyjazdy, spotkania, wycieczki.. Teraz najważniejsze było dostanie się do tej samej szkoły. Wysłały zgłoszenia mailem ze względu na sporą odległość od domu. Ich podanie zostało rozpatrzone tylko i wyłącznie dlatego, że obie zakończyły gimnazjum ze średnią bliską 6.0.. Krótko po godzinie 14 do drzwi zadzwonił dzwonek. Kinga wycierając ręce w kolorowy ręcznik, ubrana w szlafrok pobiegła je otworzyć, potykając się przy tym na schodach.
- Kretyński niefart! - podnosiła się oburzona. Ze zniesmaczonym wyrazem twarzy otwarła drzwi wejściowe, w których stała rezolutny Pulpecik - tak Kinga nazywała Agatę. Zawsze wprawiało to szatynkę we wściekłość, co sprawiało przyjaciółce jeszcze większą radość. Agata miała to do siebie, że uroczo się denerwowała. Zaczynała wtedy krążyć z zaciśniętymi pięściami, coraz szybciej przebierając swoimi krótkimi nóżkami.
- Cze... Co ty masz na sobie?! - Ze zdziwieniem patrzyła na nietypowe ubranie przyjaciółki.
- Również miło Cię widzieć...
- Boże, zapomniałaś... - dziewczyna uderzyła się w czoło, wydając przy tym głośne "plask!".
- O czym??
- Idiotko, dzisiaj miałyśmy jechać na dni otwarte do Łodzi. Zapomniałaś! Jak mogłaś, no? - oburzyła się. - Rozmawiałyśmy o tym calutki zeszły tydzień..
- Nie moja wina, że lubisz dużo paplać, a potem nie można wyciągnąć z tego żadnych konkretnych i ważnych informacji..
- Przed nami 3 godziny jazdy. Skończ biadolić i śmigaj się ubrać, głąbie! - wskazała palcem schody do pokoju Kingi.
Po 20 minutach dziewczyny były gotowe do wyjścia. Wsiadły w pociąg i ruszyły..
3 godziny później, zmarnowane i zmęczone dotarły na miejsce. Wychodząc ze stacji ich oczom ukazał się budynek, do którego zawsze chciały trafić. To tutaj już przyszłego tygodnia miały rozpocząć nowe życie - Szkoła Mistrzostwa Sportowego. W tym miejscu miały zacząć przygodę z prawdziwym sportem. Piłkę nożną Kinga miała we krwi od najmniejszej dziewczynki. Odkąd ją adoptowano, Krystian - jej przybrany ojciec - wpajał jej ruch i sporty. Pokochała akurat ten. Zawsze oglądała mecze, kibicowała. Jej ulubionym klubem był Arsenal, ale zawodnikiem akurat Neymar. Ona również była najlepsza na pozycji napastniczki. Zawsze o tym marzyła. Jej celem było zdobycie sławy swoim ogromnym talentem, bo takowy miała. Problem sprawiała tylko jej niska samoocena i wiara w siebie.
Całkiem odwrotnie było z Agatą. Agata marzyła, by zostać zawodową siatkarką. Grała jako libero - ten mały Pulpecik był do tego stworzony - ale jej idolką była Agata Mróz-Olszewska. Zawsze zastanawiała się czy to przypadek, że ma to samo imię? Imię może tak, ale charakter? Zadziora. Zawsze miała własne zdanie i argumenty nie do podważenia. Nie dawała sobie "w kaszę dmuchać", ale nigdy niczym się nie przejmowała. Wygadana, rozsądna, inteligentna, do tego piękna.
Weszły do środka. Od razu zaparło im dech w piersiach. Ludzi było dosłownie jak mrówek. Wszyscy biegali w inne strony, przepychali się, błądzili po ogromnym budynku. Wyglądali jak dzieci z przedszkola bijące się o jednego lizaka. Dziewczyny spojrzały na siebie ze strachem.
- Wiesz, że teraz musimy się rozdzielić? - podpuszczała Kingę. - Żeby zobaczyć w jakich klasach jesteśmy..
- Chyba sobie żartujesz! - Kinga spojrzała z przerażeniem na zadziorsko śmiejącą się przyjaciółkę. - Zostajesz ze mną.
- Dawaj Truflu! Nie ma się czego bać. Przejdziesz przez to stado - jesteś moim mistrzem. Co zdobędziesz to twoje. Jak dostaniesz w twarz to jeszcze zrobię Ci zdjęcie. - Zaśmiała się.
- Nie dam się podpuścić.
- Trufel, trufel, trufel, trufel! - Pstryknęła koleżance w nos.
- Spadaj! - Burknęła.
- Ja idę, kochanie. Nara!
W ten sposób Kinga została sama w dzikim tłumie. Rozłożyła dużą kartkę z rozpisem klas, którą wydrukowała kilka dni wcześniej. Co najgorsze, praktycznie nic z niej nie zrozumiała. Zatopiła w niej jednak swoje przenikliwe spojrzenie i inteligentnie próbowała ją rozszyfrować. Stwierdziła jednak, że zapyta, na własne ryzyko, kogoś o pomoc, tymczasem poczuła szturchnięcie w ramię.
- Pulpet, daj spokój. - odtrąciła zadziorną dłoń. Nie zdawała sobie sprawy, że to nie była wcale jej koleżanka.
- Puplet? No, miło mi. - Jej oczom ukazał się człowiek-żyrafa, przystojny brunet o czarująco świecących oczach. - Błażej jestem.
Kinga z zaskoczeniem odwróciła głowę.
- Strasznie przepraszam. Myślałam, że to przyjaciółka.
- Masz niewidzialnych przyjaciół? - zdziwił się.
- Nie, nie. Nie myśl, że jestem nienormalna. Może zacznijmy od początku? - zaczerwieniła się. Chłopak delikatnie się uśmiechnął. - Jestem Kinga..
____________________________________
Dałam się skusić na dodanie II rozdziału. Ach, przepraszam. ;)
- Kretyński niefart! - podnosiła się oburzona. Ze zniesmaczonym wyrazem twarzy otwarła drzwi wejściowe, w których stała rezolutny Pulpecik - tak Kinga nazywała Agatę. Zawsze wprawiało to szatynkę we wściekłość, co sprawiało przyjaciółce jeszcze większą radość. Agata miała to do siebie, że uroczo się denerwowała. Zaczynała wtedy krążyć z zaciśniętymi pięściami, coraz szybciej przebierając swoimi krótkimi nóżkami.
- Cze... Co ty masz na sobie?! - Ze zdziwieniem patrzyła na nietypowe ubranie przyjaciółki.
- Również miło Cię widzieć...
- Boże, zapomniałaś... - dziewczyna uderzyła się w czoło, wydając przy tym głośne "plask!".
- O czym??
- Idiotko, dzisiaj miałyśmy jechać na dni otwarte do Łodzi. Zapomniałaś! Jak mogłaś, no? - oburzyła się. - Rozmawiałyśmy o tym calutki zeszły tydzień..
- Nie moja wina, że lubisz dużo paplać, a potem nie można wyciągnąć z tego żadnych konkretnych i ważnych informacji..
- Przed nami 3 godziny jazdy. Skończ biadolić i śmigaj się ubrać, głąbie! - wskazała palcem schody do pokoju Kingi.
Po 20 minutach dziewczyny były gotowe do wyjścia. Wsiadły w pociąg i ruszyły..
3 godziny później, zmarnowane i zmęczone dotarły na miejsce. Wychodząc ze stacji ich oczom ukazał się budynek, do którego zawsze chciały trafić. To tutaj już przyszłego tygodnia miały rozpocząć nowe życie - Szkoła Mistrzostwa Sportowego. W tym miejscu miały zacząć przygodę z prawdziwym sportem. Piłkę nożną Kinga miała we krwi od najmniejszej dziewczynki. Odkąd ją adoptowano, Krystian - jej przybrany ojciec - wpajał jej ruch i sporty. Pokochała akurat ten. Zawsze oglądała mecze, kibicowała. Jej ulubionym klubem był Arsenal, ale zawodnikiem akurat Neymar. Ona również była najlepsza na pozycji napastniczki. Zawsze o tym marzyła. Jej celem było zdobycie sławy swoim ogromnym talentem, bo takowy miała. Problem sprawiała tylko jej niska samoocena i wiara w siebie.
Całkiem odwrotnie było z Agatą. Agata marzyła, by zostać zawodową siatkarką. Grała jako libero - ten mały Pulpecik był do tego stworzony - ale jej idolką była Agata Mróz-Olszewska. Zawsze zastanawiała się czy to przypadek, że ma to samo imię? Imię może tak, ale charakter? Zadziora. Zawsze miała własne zdanie i argumenty nie do podważenia. Nie dawała sobie "w kaszę dmuchać", ale nigdy niczym się nie przejmowała. Wygadana, rozsądna, inteligentna, do tego piękna.
Weszły do środka. Od razu zaparło im dech w piersiach. Ludzi było dosłownie jak mrówek. Wszyscy biegali w inne strony, przepychali się, błądzili po ogromnym budynku. Wyglądali jak dzieci z przedszkola bijące się o jednego lizaka. Dziewczyny spojrzały na siebie ze strachem.
- Wiesz, że teraz musimy się rozdzielić? - podpuszczała Kingę. - Żeby zobaczyć w jakich klasach jesteśmy..
- Chyba sobie żartujesz! - Kinga spojrzała z przerażeniem na zadziorsko śmiejącą się przyjaciółkę. - Zostajesz ze mną.
- Dawaj Truflu! Nie ma się czego bać. Przejdziesz przez to stado - jesteś moim mistrzem. Co zdobędziesz to twoje. Jak dostaniesz w twarz to jeszcze zrobię Ci zdjęcie. - Zaśmiała się.
- Nie dam się podpuścić.
- Trufel, trufel, trufel, trufel! - Pstryknęła koleżance w nos.
- Spadaj! - Burknęła.
- Ja idę, kochanie. Nara!
W ten sposób Kinga została sama w dzikim tłumie. Rozłożyła dużą kartkę z rozpisem klas, którą wydrukowała kilka dni wcześniej. Co najgorsze, praktycznie nic z niej nie zrozumiała. Zatopiła w niej jednak swoje przenikliwe spojrzenie i inteligentnie próbowała ją rozszyfrować. Stwierdziła jednak, że zapyta, na własne ryzyko, kogoś o pomoc, tymczasem poczuła szturchnięcie w ramię.
- Pulpet, daj spokój. - odtrąciła zadziorną dłoń. Nie zdawała sobie sprawy, że to nie była wcale jej koleżanka.
- Puplet? No, miło mi. - Jej oczom ukazał się człowiek-żyrafa, przystojny brunet o czarująco świecących oczach. - Błażej jestem.
Kinga z zaskoczeniem odwróciła głowę.
- Strasznie przepraszam. Myślałam, że to przyjaciółka.
- Masz niewidzialnych przyjaciół? - zdziwił się.
- Nie, nie. Nie myśl, że jestem nienormalna. Może zacznijmy od początku? - zaczerwieniła się. Chłopak delikatnie się uśmiechnął. - Jestem Kinga..
____________________________________
Dałam się skusić na dodanie II rozdziału. Ach, przepraszam. ;)
piątek, 2 maja 2014
Rozdział I
Piękny czerwiec. Dziś właśnie Kinga zakończyła naukę w gimnazjum. Z wyróżnieniem. To 9 lat pobliskiej szkoły, znajdującej się kilka kilometrów od Poznania, przeleciało zdecydowanie za szybko. Jeszcze przed chwilą mówiła, że nie może doczekać się wyboru nowego miejsca edukacji. Teraz chciałaby odłożyć to na później. Ceremonia wręczenia dyplomów odbyła się na boisku szkolnym, tak jak zwykle uwiecznione jest to w amerykańskich filmach. Teraz było już po wszystkim. Smutek mieszał się z radością.
- Nie rycz... - poczuła od tyłu dość mocne uszczypnięcie. Odruchowo odwróciła się sprawdzić kto jest takim żartownisiem. Była to Agata - przyjaciółka Kingi od najmłodszych lat, niska szatynka o niebieskich, świecących oczkach i zawsze radosnym wyrazie twarzy.
- Będę za nimi wszystkimi tęsknić.. Trudno mi się z nimi pożegnać. - spuściła głowę, by nie było widać spadającej po jej policzku łzy.
- Ja również. Ale spójrz jak wyglądają nasze perspektywy! - wzięła wyższą od siebie przyjaciółkę pod ramię. - Przed nami nowe znajomości. Zaraz wyjeżdżamy do wymarzonej szkoły.. Co najważniejsze, będziemy razem! Teraz nie ma czego płakać.. - Zakończyła robiąc zabawnie stanowczą minę.
Kinga nie dała rady utrzymać powagi. Parsknęła głośnym śmiechem, ocierając mokre policzki trzęsącymi się dłońmi. Zadzwonił ostatni dzwonek. Od tej pory wszystko ulec miało znaczącej zmianie...
___________________________________
Oto pierwszy rozdział. Krótki, ale to wszystko dopiero się rozkręca. Miałam wątpliwości, czy w ogóle to dodać. Jednak jest już za późno, żeby się wycofać. ;)
Liczę na komentarze. To ogromna motywacja do dalszego pisania. :) DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE :)
- Nie rycz... - poczuła od tyłu dość mocne uszczypnięcie. Odruchowo odwróciła się sprawdzić kto jest takim żartownisiem. Była to Agata - przyjaciółka Kingi od najmłodszych lat, niska szatynka o niebieskich, świecących oczkach i zawsze radosnym wyrazie twarzy.
- Będę za nimi wszystkimi tęsknić.. Trudno mi się z nimi pożegnać. - spuściła głowę, by nie było widać spadającej po jej policzku łzy.
- Ja również. Ale spójrz jak wyglądają nasze perspektywy! - wzięła wyższą od siebie przyjaciółkę pod ramię. - Przed nami nowe znajomości. Zaraz wyjeżdżamy do wymarzonej szkoły.. Co najważniejsze, będziemy razem! Teraz nie ma czego płakać.. - Zakończyła robiąc zabawnie stanowczą minę.
Kinga nie dała rady utrzymać powagi. Parsknęła głośnym śmiechem, ocierając mokre policzki trzęsącymi się dłońmi. Zadzwonił ostatni dzwonek. Od tej pory wszystko ulec miało znaczącej zmianie...
___________________________________
Oto pierwszy rozdział. Krótki, ale to wszystko dopiero się rozkręca. Miałam wątpliwości, czy w ogóle to dodać. Jednak jest już za późno, żeby się wycofać. ;)
Liczę na komentarze. To ogromna motywacja do dalszego pisania. :) DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE :)
czwartek, 1 maja 2014
Prolog.
- Proszę Cię, nie rób nic głupiego..
- Nagle zaczęło Cię obchodzić to, co robię? - burknęła ze łzami w oczach. - Po drugie, nawet nic takiego nie przyszło mi na myśl. Nie jesteś tego wart...
- Fakt. Ale kocham Cię najmocniej na świecie.. Nie chcę Cię stracić. - spojrzał błagalnym wzrokiem.
- Nie zapewniaj, jeżeli sam nie jesteś pewien. - odwróciła się plecami.
- Kiedy jestem pewien! Skarbie, powiedz mi, co Ci jest? Chcę wziąć choć odrobinę tego bólu na siebie. Nie chcę, żebyś cierpiała.. - podszedł od tyłu i złapał ją za rękę.
Słońce powoli chowało się za horyzont. Morze poczerwieniało, mieniąc się przy tym odcieniami oranżu i złota. Kinga wydawała się być nieobecną. Po chwili oderwała swoją rękę od dłoni przystojnego Błażeja. Zdała sobie sprawę, że popełniła błąd, godząc się na bycie z nim.
- Powiedz mi.. - spojrzała na niego zawiedziona. - Dlaczego nasze błędy tak bolą?
__________________________________________________________________
Jest i prolog! Zapowiada się, wiem, "powiastka miłosna.. blablabla." Aczkolwiek NIE! Przynajmniej mam taką nadzieję. :) Jeżeli się spodobało - zostaw komentarz. Będzie to dla mnie motywacją. :)
P.S. Bądź wyrozumiały/a, bo zaczynam dopiero wszystko ogarniać. :)
- Nagle zaczęło Cię obchodzić to, co robię? - burknęła ze łzami w oczach. - Po drugie, nawet nic takiego nie przyszło mi na myśl. Nie jesteś tego wart...
- Fakt. Ale kocham Cię najmocniej na świecie.. Nie chcę Cię stracić. - spojrzał błagalnym wzrokiem.
- Nie zapewniaj, jeżeli sam nie jesteś pewien. - odwróciła się plecami.
- Kiedy jestem pewien! Skarbie, powiedz mi, co Ci jest? Chcę wziąć choć odrobinę tego bólu na siebie. Nie chcę, żebyś cierpiała.. - podszedł od tyłu i złapał ją za rękę.
Słońce powoli chowało się za horyzont. Morze poczerwieniało, mieniąc się przy tym odcieniami oranżu i złota. Kinga wydawała się być nieobecną. Po chwili oderwała swoją rękę od dłoni przystojnego Błażeja. Zdała sobie sprawę, że popełniła błąd, godząc się na bycie z nim.
- Powiedz mi.. - spojrzała na niego zawiedziona. - Dlaczego nasze błędy tak bolą?
__________________________________________________________________
Jest i prolog! Zapowiada się, wiem, "powiastka miłosna.. blablabla." Aczkolwiek NIE! Przynajmniej mam taką nadzieję. :) Jeżeli się spodobało - zostaw komentarz. Będzie to dla mnie motywacją. :)
P.S. Bądź wyrozumiały/a, bo zaczynam dopiero wszystko ogarniać. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)