niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział XII

Kinga już całkowicie wyzdrowiała. Regularnie uczestniczyła w treningach, co sprawiało wrażenie na Rostockim. A co u Agaty? Radziła sobie świetnie na każdych zawodach. Zebrała już kilkanaście pucharów jako "Najlepszy libero turnieju" itp. Pokonywała niejedną przeszkodę, drobne urazy i kontuzje. Nic nie było w stanie jej załamać, a wręcz przeciwnie. Jej mocny charakter nie dawał za wygraną i każdą porażkę traktowała jako mobilizację do dalszej pracy, co nie unikało uwadze innych nauczycieli.
Pewnego dnia do drzwi znów zapukał gość. To zdarzało się coraz częściej, od czasu wypadku Kingi. Kto to mógł być? Rostocki. Drzwi otwarła mu podopieczna.
- Dzień dobry, trenerze. Co pana tu sprowadza? - zagadywała z widocznym zaciekawieniem.
- Przyszedłem zobaczyć jak się czujesz.
- A tak naprawdę? - stanęła w progu, podpierając się w boku i dziwnie marszcząc brwi. Najwyraźniej podejrzewała, że trener coś ukrywa. Chyba zbyt dobrze go poznała.
- To może zaprosisz starego nauczyciela do środka? To nie jest miejsce na załatwianie takiej sprawy. - mogło zabrzmieć to dwuznacznie, aczkolwiek Ryszard, bo tak miał na imię, natychmiast podjął się tłumaczenia. - Sprawa przedstawia się tak...
- Mam się bać? - rozsiadła się wygodnie na kuchennym krześle, proponując to samo mężczyźnie.
- No nie wiem. Mogłem powiadomić Cię o tym już na treningu, ale... - zastanowił się chwilę delikatnie gładząc brodę. - Tak. Na treningu też to zrobię.
- Może przejść pan do sedna? Zaczynam się niepokoić.
- Chcę, żebyś została kapitanem drużyny. Może wydawać ci się, że to mało ważna funkcja. A jednak! Słuchaj, po ostatnich zawodach pytały już o ciebie trochę ważniejsze kluby. Ale chciałbym pomóc Ci dobrze wybrać. - zaplótł palce, opierając łokcie na blacie kuchennego stolika. - Co ty na to?
- Bardzo się cieszę. Ale, czy ja się nadaję? Dlaczego ja?
- Bo zrobiłaś ogromne postępy od początku roku, masz najlepszą technikę, dziewczyny lubię cię i słuchają. Zmieniłaś się.
- Ho! - uderzyła pięścią w stół. - Nie wszystkie.
- Na Magdę nie zwracaj uwagi. - Rostocki dobrze wiedział co miała na myśli Kinga, a Magdę znał osobiście od bardzo dawna. - Jesteś cenną zawodniczką. Masz talent. Nie odmawiaj, proszę.
- No dobrze. Zgadzam się. - posłała w stronę trenera ciepły, przyjazny uśmiech, na co on odpowiedział tym samym. Właśnie do domu dotarła zmęczona po treningu Agata. Tak, miała wyczucie czasu, pojawiała się w najważniejszych, czasem niezręcznych momentach.
- Witam, panie Rostocki. - Uśmiechnęła się delikatnie, bacznie obserwując zachowanie mężczyzny.
- Ja już muszę się zbierać. Przemyśl sobie jeszcze dokładnie i porozmawiamy jutro na treningu. Do widzenia. - Otwarte okno wywołało przeciąg, który donośnie trzasnął drzwiami.

Później dziewczyny wybrały się na miasto. Pierwszy raz odkąd rozpoczęły naukę w Łodzi. Wreszcie mogły spokojnie porozmawiać, odstresować się, uciec od codziennych obowiązków. Wracały do domu późnym wieczorem. Złoty księżyc powoli wyglądał zza murowanych, szarych bloków, pokrytych graffiti muralami i centrami handlowymi. Cudem było złapanie taksówki. Musiały dostać się do domu pieszo. Droga do internatu prowadziła przez ciemną, długą uliczkę.
- Idźmy dookoła. - Kinga szarpnęła malinową kurtkę przyjaciółki. - Nie czuję tu nic dobrego.
Może i faktycznie. Obrzydliwy zapach stęchlizny unosił się w powietrzu, biegały myszy, na ziemi leżały potłuczone butelki po piwach i wypalone papierosy. To miejsce można było nazwać po prostu meliną.
- Chodź. - odważnie ruszyła do przodu. Latarnia znajdowała się dopiero na końcu przejścia, a jej słabe i migające światło dodało dziewczynom dreszczyku i adrenaliny. - Nic nam nie będzie.
Pokonując kilkadziesiąt metrów wyznaczonej drogi, przyjaciółki usłyszały tłuczenie szklanych butelek i gwar najprawdopodobniej młodych chłopaków. Co najgorsze, rozmowy dało się słyszeć coraz bliżej. Postanowiły iść w swoim kierunku i nie zwracać uwagi na "dresów". W pewnym momencie mężczyźni zaczęli biec. Najwyraźniej usłyszeli pogawędki dziewcząt.
Przybiegła zgraja pijanych narwańców. Grupa liczyła sobie 6 cwaniaków, których, co najgorsze, i Kinga, i Agata bardzo dobrze znały ze szkoły.
- Witam panienki.. - seplenił jeden z nich, próbując oprzeć się o chwiejącego sie kolegę. - Co wy tu robicie o tej porze? - Dziewczęta nie zwróciły uwagi. Ruszyły dalej, a ich oddech był coraz szybszy, przez napotkany stres. Drogę zagrodzili im obijający się jeden o drugiego chłopcy.
- Gdzie się tak spieszycie? Oj... - pogroził palcem Kindze. - Tak się nie robi. Wiecie, że to mogło się źle skończyć?
- Spieszy nam się. Dobranoc. -  Agata ruszyła naprzód, ciągnąc za sobą Kingę. Jeden z nich ponownie przybiegł i zagrodził dziewczynom drogę, zwołując resztę swojej załogi do zrobienia tego samego.
- Oj, oj, oj. - Znów pogroził palcem, chwiejąc się z prawej na lewą.
- Spadajcie, my wam w drogę nie wchodzimy. - Agacie zaczęły puszczać nerwy. Jeden z mężczyzn pozwolił sobie na zbyt wiele. Zaczął gładzić nogę Agaty, co dodatkowo podniosło jej ciśnienie. Dziewczyna złapała go za potargane włosy, podniosła głowę i uderzyła go dwa razy w twarz. Chłopak przewrócił się. - Nigdy więcej sobie nie pozwalaj, jasne!?
Upadek kolegi widocznie rozzłościł znajomych. Mężczyźni rzucili się na biedne dziewczyny, gdy te zaczęły krzyczeć. Nagle, jakby znikąd, pojawiło się trzech wybawców, którzy pomogli przyjaciółkom wyjść z opresji. Był to Błażej, Michał i Karol. Oswobodzili koleżanki z opresji i wypędzając ich z uliczki, czym prędzej sprawdzili, czy z dziewczynami wszystko w porządku.
- Nic wam nie jest?? - Błażej zaniepokoił się widząc zadrapaną twarz Kingi.
- Błażej? - Kinga ze łzami w oczach rzuciła się chłopakowi w ramiona. - Proszę, pomóż.. - Dziewczyna dopiero co podniosła się po ostatniej poważnej kontuzji, a już wdała się w następną. Na całe szczęście, tym razem mniej poważną. Błażej zabrał dziewczynę na ręce i pomaszerował do internatu, by jak najszybciej położyć ją w łóżku.
____________________________________
Czytasz? Skomentuj. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz