środa, 11 czerwca 2014

Rozdział IX

Kolejne zmartwienia spędziły dziewczynom sen z powiek. Znów zaspane wychodziły na zajęcia. Kinga znów miała gorszy dzień. Rostocki ponownie miał się do czego przyczepić. Na szkolnym dziedzińcu kolejny raz wpadła na Fabiana.
- Strasznie przepraszam..
- Chyba zacznę się przyzwyczajać. - Uśmiechnął się. - Wiesz, może uznasz, że jestem niemiły, ale wyglądasz dziś okropnie.
- Wiesz co powiedzieć kobiecie. - Zaśmiała się. - Wybacz.
- A, może zgodziłabyś się na małą herbatę? - Wyglądało na to, że chłopak wreszcie przełamał się. Dziewczyna podobała mu się od pierwszego spojrzenia. Niby niczym nie wyróżniająca się, a jednak miała w sobie coś, czym przyciągała. Rówieśniczki nie lubiły jej za to. Kinga delikatnie uśmiechnęła się.
- Małą herbatę, mówisz? - Powtórzyła z zalotnym uśmieszkiem.
- No, chyba, że nie chcesz.. - Zmartwił się.
- Bardzo chę... - Nagle poczuła, że ktoś trzyma dłonie na jej oczach. Był to obserwujący całe zajście Błażej. Spojrzał z wyrzutem na kolegę. Może poczuł się zagrożony? W każdym razie nie mógł pozwolić, by Kinga dała szansę Fabianowi, a nie jemu.
- Cześć, piękna.
- Hej. - Odparła obojętnie, nadal wpatrując się w Fabiana.
- Ja już pójdę, nie chcę przeszkadzać. Jakby co, jesteśmy umówieni. - Odszedł.
- Musiałeś? - Z wyrzutem spojrzała na zalotnego kolegę i odeszła zostawiając go samego na szkolnym placu. Pobiegła na trening. Nie było jej tam dość długo, a wkrótce miały odbyć się obiecane zawody. Ponownie spóźniła się. Z jednej strony nadal nie dawał jej spokoju transfer Agaty. Trochę męczyło ją, że ona nie ma takich możliwości, lecz zaraz po tym miejsce miało szczęście, że może uczestniczyć w sukcesie przyjaciółki.
Przybyła na orlik ostatnia, co nie umknęło uwadze Rostockiego. Od razu usłyszała nieunikniony żarcik na swój temat. Trener bardzo lubił jej dokuczać.
- No, no, no. Któż to zaszczycił nas swoją obecnością? Spóźniona!
- Przepraszam trenerze. - zwiesiła głowę.
- To ma być ostatni raz i mam nadzieję, że się rozumiemy. Nie przegrzeb sobie znowu, Ferens! - Jego wzrok przypominał błękitną stal, przenikającą wszystko co się rusza. Taki chodzący rentgen. Na całe szczęście dziewczynie szło dziś tak dobrze, że humor Rostockiego uległ pozytywnej zmianie. Zwody na najwyższym poziomie, przewrotki, woleje i strzały z rzutów wolnych również.
Wieczór zapowiadał się spokojnie. Czekała ją tylko rozmowa z Agatą. Dziś miło być wiadome, czy transfer Agaty dojdzie do skutku. Przyjaciółka zawitała ponura, bez uśmiechu. Jak nigdy. Przestraszyło to Kingę. Wiedziała, że musiało stać się coś złego.
- Boże! Pulpet, co Ci?
- Transfer... - rzuciła nadal wpatrując się w ciemne, bukowe panele.
- Nie jedziesz? Nie chcą Cię? - Dociekała. - No powiedz coś wreszcie! - Wybuchnęła po dziwnej chwili ciszy.
- Jadę.. - W oku zakręciła się łza.
- No to czego płaczesz, głupia?
- Bo nie będziemy mogły dalej mieszkać razem.
- Kiedy wyjazd?
- Za kilka miesięcy.
- To jeszcze sporo czasu! Mała, nie smuć się. Proszę..
- Muszę to przemyśleć. Wybacz, ale idę się zdrzemnąć. Jestem wykończona. - Powolutku, ze zwieszoną głową dreptała do sypialki. Serce krajało się na widok zazwyczaj radosnej, uśmiechniętej dziewczyny, która teraz po prostu nie może dać sobie rady z dorosłością.
W końcu nadszedł czas wyczekiwanych zawodów. Przed dziewczynami stanęło wyzwanie 3 meczów. Statystycznie z dwoma słabszymi drużynami i najsilniejszą w całym turnieju. Oba pierwsze starcia dziewczęta wygrały z dużą przewagą, ale Kinga spędziła je na ławce. Została wyrzucona na głęboką wodę w trzecim, najgorszym meczu. Pozycja napastniczki w wykonaniu szczpułej, wątłej, filigranowej kobietki wywarła na wszystkich kibicach spore wrażenie. Grała genialnie. Do czasu... W pewnej chwili dało się usłyszeć tylko krzyk. Kinga zderzyła się z przeciwniczką i padła nieprzytomna na murawę. Dłuższe reanimacje jakby nie przynosiły skutków. Przewieziono ją do szpitala.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz