Kinga od samego przyjazdu otoczona była rówieśnikami. Kto by pomyślał, że zazwyczaj cichutka, wstydliwa, niewyróżniająca się z tłumu dziewczyna będzie tematem wielu rozmów i pożądania w liceum? Nigdy nie wychodziła przed szereg, bała się odezwać, nie podnosiła głowy, wstydziła się. Może to pobyt w domu dziecka miał na to wpływ. Mimo wszystko dało się zauważyć, że coś okropnie się w niej zmieniło.
********************
- Kinga! Wstawaj! - Przecierając oczy, dziewczyna zauważyła rozczochraną współlokatorkę. Zaczęło się. Koniec słodkiego leniuchowania. - Spóźnisz się na trening! - Dziewczyna podniosła się z łóżka szybciej, niż się na nim położyła. Wpadła do łazienki, wzięła prysznic, ubrała się. Szybko zjadła śniadanie przygotowane wcześniej przez Agatę, a gdy już miała chwytać za klamkę zdała sobie sprawę, że przyjaciółka nadal paradowała w szlafroku.
- A ty nie wybierasz się na zajęcia? - Postanowiła na chwilę się zatrzymać i zamartwić o Agę, gdyż ta nie wyglądała za dobrze. Była blada, a sińce pod jej oczami stawały się z minuty na minutę coraz bardziej niepokojące.Wyglądała tak, jakby wszystko straciło dla niej jakikolwiek sens. Utrapiona, zaniepokojona, smutna, niczym porzucona. Coś było na rzeczy, tym bardziej kiedy zdawało się, że nic do niej nie dociera. - Halo? Nie idziesz na zajęcia? - Trochę już zirytowana Kinga musiała ponowić pytanie.
- Nie mam już tam nic do roboty... - odparła zrezygnowana po chwili namysłu. Siedząc przy kuchennym blacie, podparła twarz dłonią i z utęsknieniem wpatrywała się w piękny wschód słońca. Kindze opadły ręce. Przysiadła obok.
- Czyś ty zwariowała? Dziewczyno, co ci jest?
- Wyjechał... - nie odwracała i nie spoglądała na dziewczynę siedzącą obok.
- Aga.. - nabrała w płuca ogrom powietrza i po chwili z ulgą je wypuściła. Poprawiła swoją pozycję na krześle. Złapała przyjaciółkę za rękę, co automatycznie przywołało spojrzenie Agaty. - Kochanie, ja muszę uciekać na trening, ale obiecuję Ci, że kiedy z niego wrócę wymyślę coś, żeby na twoją twarzyczkę wrócił uśmiech, okej? - W odpowiedzi zauważyła delikatny aprobatywny ruch głową.
Właśnie odbywał się mecz treningowy między dziewczętami trenera Rostockiego. Kinga nie miała dziś dobrego dnia. Nie trafiła ani razu w pięciu sytuacjach "sam na sam" z bramkarzem, potykała się o własne nogi. W pewnym momencie w drużynie wzbudziły się szepty. Dotyczyły Rostockiego. Właśnie rozmawiał z jakimś mężczyzną w czarnym garniturze i płaszczu. Obaj nie mieli ciekawych wyrazów twarzy. Rozmawiali niedługą chwilę, po czym natychmiast do pokoju nauczycielskiego poproszono Kingę. Dziewczyna od razu spostrzegła, że coś jest na rzeczy, że coś jest nie tak, że coś się stało. Zastała mężczyznę siedzącego w wygodnym, skórzanym, czarnym fotelu, jakby tkwiącym w głębokim zamyśleniu.
- Co się dzieje, trenerze? - rozpoczęła zaniepokojona, nie dając tym samym możliwości wciśnięcia słowa Rostockiemu.
- Ferens, nie mam dobrych wieści.. - Dziewczynie od razu przyszło do głowy, że na pewno firma odrzuciła wysłany wcześniej wniosek o nowe stroje dla szkoły.
- Słucham?
- Kinga. - mężczyzna podniósł się z siedziska i jedną ręką oparł się o blat jasno drewnianego biurka. Kiedy mówił do niej po imieniu było wiadomo, że stało się coś o wiele gorszego. - Chodzi o ciebie. Właściwie o twojego brata...
Kinga pobladła. Czyżby dziś było najgorszym dniem jej życia? Czy mogło stać się coś jeszcze? Dzień jeszcze dobrze się nie zaczął, a tu już same negatywy.
- Co z moim bratem? O co chodzi?
- Przyjechał tu prawnik twojego brata. Chciał z tobą rozmawiać, ale fakt, że znajdujemy się w szkole...
- Mógłby mi trener w końcu powiedzieć co stało się mojemu bratu?! - Wybuchnęła.
- Twój brat miał poważny wypadek. Znajduje się w szpitalu w stanie krytycznym..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz