środa, 18 czerwca 2014

Rozdział XI

Po kilku tygodniach wszystko wracało do normy. Kinga kończyła rehabilitację pod czujnym okiem Fabiana i Pulpeta. Błażej od czasu wypadku nie pojawił się, mimo, że był na tym felernym meczu. Zaczynało się układać. Pewnego chłodnego, już listopadowego wieczora, gdy Kinga spokojnie odpoczywała, oglądając swój ulubiony serial, do drzwi niespodziewanie zadzwonił dzwonek. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej, gdyż prawie cała szkoła zainteresowana była stanem zdrowotnym rówieśniczki. Drzwi otwarła Agata, ale kto stał progu? Norbert. Z pięknym bukietem czerwonych róż.
- Kinia, masz gościa! - Darła się mimo, że koleżanka leżała 2 metry obok. - Wejdź, Norbert. Kawę?
- Ale ja nie do Kingi.. - Zawstydził się. - Przyszedłem, żeby porozmawiać z tobą. Znajdziesz dla mnie chwilkę? - Oczy malutkiego szczeniaczka zrobiły na Agacie spore wrażenie i sprawiły, że nie mogła odmówić.
- Pewnie. Siadaj. - Odparła odkładając filiżanki z kawą. - O co chodzi? - Spytała niepewnie.
Kinga rozsiadła się wygodnie na sofie i przyglądała się bacznie całemu zdarzeniu, co rusz cichutko wzdychając.
- Słuchaj.. - Zaczął. Widać było, że wyznania przychodzą mu z trudnością. - Znam cię bardzo, bardzo długo. Pamiętam jak się poznaliśmy. I pamiętam też.. - Zwiesił głowę, bawiąc się przy tym kolcami róży. Dziewczyna przesunęła się w jego stronę po czym delikatnie podniosła twarz trzymając za kanciastą bródkę chłopaka.
- Dokończysz? - Uśmiechnęła się.
- I pamiętam też, że od tamtego czasu strasznie mi się podobałaś. Do dzisiaj...
Dziewczyna zaniemówiła. Motała się, biła z myślami. Dobrze wiedziała, że czuje to samo do niego, ale przecież za jakiś czas miała opuścić Łódź, opuścić rodzinny Poznań i wyjechać do Bełchatowa. Czy to miałoby w ogóle jakiś sens? Nastała niezręczna cisza. Norbert nie mógł oderwać od niej wzroku. Ciągle podziwiał jej lśniące włosy, naturalność, piękne oczy. Nawet w najgorszym "wydaniu" była dla niego najpiękniejszą dziewczyną pod słońcem.
- Agata. - Szepnął pytającym tonem, wręczając dziewczynie kwiaty.
- Ale.. Ja chyba nie mogę.. - Pierwszy raz dziewczyny widziały, kiedy oczy mężczyzny zaszły łzami.
- Ale jak to? Dlaczego? Powiedz.
- Bo wkrótce wyjeżdżam do Bełchatowa..
- A ja do Włoch i co z tego? Od kiedy kilometry mają znaczenie w miłości? - Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie i smutek. - Dziewczyno, praktycznie całe swoje życie i całą naszą znajomość przesiedziałem we Włoszech, nadal będąc w tobie zakochany. Minęło 6 lat odkąd wyjechałem.. To dla ciebie naprawdę nic nie znaczy? Naprawdę nic do mnie nie czujesz? - Jego piękne oczy ponownie wlepiły się w twarz ukochanej.
- Kocham Cię! Kocham Cię, rozumiesz?! - Wybuchnęła. - Nikomu wcześniej tego nie powiedziałam. Tak! Kocham Cię. Ale boję się to zaczynać, bo wiem jak może się skończyć.
- Księżniczko, będę Cię strzegł jak oka w głowie, jak najcenniejszego skarbu. Bądź wszystkim co mogę mieć, proszę. Bądź tak po prostu. - Przyklęknął. - Agato Morąg, czy zostaniesz moją dziewczyną? - Zaparło jej dech w piersiach po raz kolejny, nogi były jak z waty, ręce zaczęły się trząść. Takiego zwrotu akcji żadna się nie spodziewała.
- Tak. - Odparła po dłuższej chwili  dochodzenia do siebie. Czyżby od tej decyzji miało zmienić się całe jej życie i ona sama? W każdym razie nie było widać ogromnej radości na jej ładnej buzi. Chłopak rozweselony mocno ją objął, gdy ona wtulała się w jego przyjemną, sportową bluzę. Co jednak tak zdziwiło Kingę, że wpatrywała się w zakochanych z szeroko otwartymi ustami? Wyznania Agaty. Dziewczyna nigdy przed nikim tak się nie otwarła. Zawsze twierdziła, że uczucia to po prostu słabość, którą należy zwalczać w zarodku. Tej jednak nie udało jej się przezwyciężyć. Coraz mocniej wtulała się w mężczyznę, gdy on delikatnie całował jej czoło.
Czas płynął nieubłaganie. Mijał właśnie trzeci tydzień wielkiej miłości Agaty i Norberta, lecz z każdym kolejny dniem wyglądali na coraz bardziej szczęśliwych. Co mogło to teraz zepsuć? Jeszcze nie wiedzieli, co czeka za rogiem...
_________________________________________
Czytasz? Skomentuj :)

1 komentarz: