poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział VI

To, co wczoraj Kinga usłyszała w telewizji nie dawało jej spokoju przez całą noc. Ani razu nie zmrużyła oka. Przepełniania ją dzika, nieposkromiona radość. Zawsze była zżyta z bratem. Okropnie przeżywała jego wyjazd. Nie mogła znieść myśli, że może się już nigdy z nim nie zobaczyć. Zawsze mogła mu zaufać. On zawsze wspierał i chronił ją przed całym złem tego świata. Szczególnie w domu dziecka, gdzie razem trafili po porzuceniu przez biologicznych rodziców. Rano wykonała telefon do Michaliny, by dokładnie się wszystkiego dowiedzieć.
Okazało się, że Norbert przyjeżdża za dwa tygodnie. Zatrzyma się w swoim rodzinnym domu. Kinga stwierdziła, że musi wtedy koniecznie wziąć wolne od szkoły i jechać spotkać się z bratem, bo nie zostanie u nich na długo.

- Miałaś wczoraj przyjść. - rzuciła napotykając Magdę rozgrzewającą się na rozjaśnionej słońcem murawie.
- Miałam. Chodziło mi o to, że chcę, żebyś włączyła się do popularsów. Co Ty na to? - uśmiechnęła się.
- Żartujesz? - zdziwiła się. - Ja i popularsi?
- Zauważyłam, że nabierasz pewności siebie. Po drugie spójrz.. Do brzydkich nie należysz. Ledwo weszłaś do szkoły, już spodobałaś się chłopakom. Przemyśl to.. - zachęcała.
- Ty chyba naprawdę żartujesz.. - wtrąciła zatrzymując odchodzącą dziewczynę. - Serio?! Liczy się tylko to, że masz długie nogi, płaski brzuch? - zbulwersowała się lekko.
- Przemyśl to. - zakończyła.
Kinga nie zdawała sobie sprawy w co może wpakować ją Magda. W każdym razie, wcale nie była taką, jaką się prezentowała na początku. Nabrała w ten sposób już nie jedną dziewczynę, omamiła i bezlitośnie upokorzyła. Kinga jednak zaczynała wierzyć w maskę koleżanki.
Kinga nie dała się złamać trenerowi i ciężko trenowała. W kilka dni poprawiła celność, technikę i tempo, co zyskało w oczach trenera. Stał się łagodniejszy i wyrozumialszy, tymczasem Agacie powodziło się genialnie na swoich treningach.
Nadszedł czas pierwszych zawodów. Kinga nie znalazła się na liście. Zawiedziona poszła porozmawiać o tym z trenerem.
- Trenerze, dlaczego nie jadę?
- Bo jesteś jeszcze za słaba. - odrzekł obojętnie.
- Ale jak to? Przecież trenuję sporo po godzinach. Sam pan widział różnicę. To nie fair! - bulwersowała się. Nie mogła uwierzyć, że mimo tylu starań i wyrzeczeń nie dostała się do kadry. Jechały wszystkie dziewczęta, oprócz niej.
Trener uśmiechnął się tylko wpatrzony w zbulwersowaną podopieczną. W końcu opuścił głowę na dół, żeby nie było widać jego znów zadziornego uśmieszku.
- Mogę wiedzieć, co pana tak rozbawiło? - Denerwowała się coraz bardziej.
- Ferens, zaczynam Cię coraz bardziej lubić..
- Co pan ma na myśli?
- Nabierasz charakteru, a ja takich osób szukam. Prawda. Przegrzebałaś sobie, ale zaczynam Ci odpuszczać. Co do techniki. Masz talent. Ogromny talent. I powiem Ci, że zrobię wszystko, żebyś dostała się dalej.
- Żartuje pan.. - nie dowierzała.
- Nie. Najważniejszy był dla mnie Twój charakter. Zaczynasz walczyć o swoje, a ja z takimi ludźmi chcę pracować.
- Pan naprawdę żartuje!
- Nie. A! I nie waż mi się stanąć na laurach teraz. Do końca Ci nie odpuściłem..
Z pokoju nauczycielskiego Kinga wyszła zachwycona jak nigdy. Wcale nie spodziewała się, że Rostockiego stać na takie wyznania. Dziewczyna tak zamyśliła się, że na szkolnym dziedzińcu wpadła na znajomego jej chłopaka.
- Jej, wybacz proszę.. - Przepraszała zbierając rozrzucone książki.
- To również moja wina.. - Nagle ich dłonie spotkały się w jednym miejscu. Jeden przypadkowy, a jednak wyjątkowy ruch. Dziewczyna poczuła szybsze bicie serca i ciarki na plecach. W tej samej chwili unieśli głowy i spojrzeli sobie w oczy. Oboje zaczerwienili się.
- Przepraszam najmocniej. - mówiła ściszonym głosem.
- Każdemu się zdarza.. - szeptał podnosząc się z kolan, wciąż nie spuszczając z niej wzroku. - Jestem Fabian.
- A ja Kinga. Miło mi...
Stali wpatrzeni w siebie kilka dobrych, długich minut. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak jakiś wewnętrzny impuls zmuszał do dalszego działania. Może nie teraz, nie dziś, nie jutro. Ale to na pewno nie koniec tej znajomości...
_________________________
No i dla świętego spokoju, że się tak wyrażę, dodaję rozdział. JEŻELI CZYTASZ - SKOMENTUJ :)

niedziela, 25 maja 2014

Cześć.

Ten post pojawia się z pewnych okoliczności. Mam pytanie do osób, które faktycznie czytają tego bloga.
CZY JEST SENS PISANIA TEGO? 
Szczerze, pierwszy raz zwątpiłam, czy jest warto.. Zostaw odpowiedź, liczę na Ciebie. ;)
Natalia.

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział V

Nastał ranek. Widok z okna był piękny. Powolnie wstające słońce rzucało czerwonawe promienie na pobliski park, pokryty już złotymi i brązowymi barwami. Dzień zapowiadał się piękne. Tym razem jednak w oknie stała Kinga, zazwyczaj okropny śpioch i leń.
- Dzień dobry. - usłyszała głos zaspanej, przeciągającej się i ziewającej koleżanki. - Już nie śpisz?
- Nie mogłam. Boli mnie wszystko tak, że nie mogę się ruszyć.
- Właśnie! Jak było wczoraj? - oprzytomniała pytała z zaciekawieniem.
- W sumie, moja własna głupota. Podpadłam trenerowi..
- Po szkole chodzą słuchy, że rozmawiała z tobą Magda Olszewska. Mega populars.. Fuj! - zrobiła zniesmaczoną minę. - Na sam widok miewam mdłości..
- Wydawała się bardzo miła. Odwiedzi nas dziś wieczorem.
- Po szkole chodzą ploty, że znajduje sobie nowe ofiary..
- Tsa. A potem wysysa z nich krew? - sarkastycznie przerwała Agacie.
- Rób co chcesz. Ja nie radzę Ci się wdawać w bliski kontakt z nią.. - zostawiła przyjaciółkę w kuchni. Kinga zaczęła zastanawiać się co mogła mieć na myśli Agata. Jakieś podejrzenia? Szybko jednak zniszczyła uprzedzenia. Postanowiła, że zobaczy się z Magdą..

Kinga z trudem mogła ruszyć na kolejne zajęcia. Trener nie odpuściłby jej nieobecności. Postawiła sobie jasny cel - musi pokazać Rostockiemu, że nie należy do "szklanych" czy "plastikowych" dziewczynek, jak on miał w zwyczaju nazywać te słabsze technicznie.
Trening rutynowo zaczął się od rozgrzewki. Bieg na 400 metrów stał się nie lada wyzwaniem przy tak okropnych zakwasach..
- Kinga, coś Ci jest? - usłyszała niski, męski głos o ironicznym tonie. - Czyżby coś się stało?
Za jej plecami stał trener. Ironicznie uśmiechnięty. Zawsze kiedy uśmiechał się w ten sposób jego górna szczęka przesuwała się lekko w prawą stronę, a dolna w przeciwną. To dodawało jego hardemu wyrazowi twarzy jakąś nutkę radości, przyjemności, uśmiechu. Należał do ludzi wygadanych i zaczepnych - dokładnie tak jak Agata.
- Nie. Absolutnie. - Zaprzeczyła, dobrze wiedząc, że jest inaczej.
Z uszczypliwymi i złośliwymi uwagami trenera spotykała się praktycznie cały czas. Podczas jednego z meczy treningowych boisko odwiedzili chłopcy. Był tam również Błażej. Uśmiechnął się delikatnie. Dziewczyna tak wpatrzona w niego dostała piłką w głowę, co nie uniknęło zaczepnej uwagi Rostockiego.
- Na pierwszym roku. Najpierw gadulstwa. Teraz miłości.. Dziewczyny będą musiały Cię porządnie podszkolić. - wzdychał  kręcąc głową w geście przeczenia.
Po męczących kilku godzinach na murawie Kinga postanowiła zostać i jeszcze trochę potrenować. Została sama. No... Niezupełnie. Na trybunach nadal siedział zapatrzony w nią Błażej.
- Widzę, że nie spodobałaś się Rostockiemu.. - zagadał.
- Skąd ten pomysł?
- Nie masz się czym martwić, mała. Pamiętasz mnie jeszcze? - stanął na wprost dziewczyny. Jego piękne brązowe oczy jakby wkleiły się w nią.
- Oj, doskonale. - Odwróciła się i oddaliła, by podnieść piłkę. - Słucham?
- Wiesz. Może nie znamy się za dobrze..
- Nie, nie, nie! Właśnie! Nie znamy się za dobrze.
- Ale ja bardzo chciałbym cię poznać.. Może wybierzesz się ze mną na kawę? - prosił.
- Małą kawę? - zaintrygowana spojrzała na stojącego twarzą w twarz chłopaka. - Nie. Przepraszam, ale nie. Dziś nie mogę.
- Ale mam cień szansy?
- Cień... - westchnęła. - Wybacz, ale muszę jeszcze trochę potrenować. - Odwróciła się plecami i odbiegła goniąc za piłką.
Na orliku została jeszcze dobre kilka godzin. W domu już czekała zniecierpliwiona Agata.
- Gdzieś ty była?! - wrzasnęła. - Gdzie miałaś telefon?!
- Przepraszam mamo. - Rzuciła sportową torbę na kanapę. W telewizji właśnie nadawano wiadomości.

                             "Słynny kierowca rajdowy, Norbert Ferens, jak podają włoskie
                              media, ponownie, po długiej nieobecności, za kilka dni odwiedzi
                             swój rodzinny Poznań.."

- Boże! Aga, słyszałaś?? Słyszałaś to??
- Co?
- Norbert! Mój braciszek wraca do Polski!!

poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział IV

- Wstawaj leniu! Bierzemy się do roboty! - obudził ją wrzask - Kin! Wstawaj! - Agata nie dawała za wygraną.
- Mamo, jeszcze trochę.. - szeptała sennie przecierając oczy.
- Nie! Ruszaj się! Spóźnimy się na trening.
W tle dało się słyszeć piosenkę Boba Marleya "Bad boys". Może to dlatego, że Agata uwielbiała ten rodzaj muzyki. To tłumaczyło jednego dreada pod włosami.
- Wiedz, Aguś, że cię nienawidzę.. - biadoliła opornie podnosząc się z ciepłego legowiska. Zawsze rano przypominała "grubego niedźwiedzia z szopą na głowie, wybudzającego się ze snu zimowego". Tak porównywała Kingę przyjaciółka. Zjadły spokojnie śniadanie i wyruszyły na planowe lekcje.
Od samego rana dla Kingi zaczęły się schody. Trzeba było przedstawić się i powiedzieć kilka słów o sobie przed całą klasą. Agata nigdy nie miała problemu z publicznymi wystąpieniami, ona wręcz przeciwnie. Może dlatego nikt nigdy, oprócz Agaty, nie słyszał jej śpiewu? Ponoć miała przysłowiowy "kawał głosu" . Dlaczego nie chciała akurat z tym związać przyszłości? Zawsze Michalina - przybrana matka - karciła ją trzymając się stereotypu, że "dziewczyna nie powinna interesować się sportem..". Po drugie słyszała, że trener nie należy do najłatwiejszych, co rzeczywiście się sprawdziło. Na samo powitanie musiały zrobić 100 pompek i przebiec kilometr. Ale przecież trzeba wymagać od innych, ale przede wszystkim od siebie samego. Rozgrzewka trwała pół godziny. Dziewczyny biegały po mieniącym się złotem parku. Następnie przemaszerowały na świeżą murawę. "Marzenie.." - pomyślała.
- Pora, żebyście się wykazały. Nie ma taryf ulgowych. Która się nie nada po prostu wylatuje, albo szuka sobie innego kierunku. - zaznaczył trener Rostocki.
- Nie ma się co martwić. On taki jest. - Kinga usłyszała cichy szept obok. Odruchowo spojrzała w ową stronę. - Hej. Jestem Magda.. - Oczom dziewczyny ukazała się piękna, szczuplutka, długowłosa, ryża o długich nogach. Taki chodzący męski ideał. Kinga domyśliła się, że nie jest ona byle kim w tej szkole.
- A ja Kinga. Miło mi. - zaczerwieniła się.
- Wiesz, obserwuję Cię od wczoraj. Znaczy my.. Zauważyłam, że jesteś bardzo nieśmiała..
- Jakie masz zamiary? - spojrzała podejrzliwie na nowo poznaną koleżankę.
- Kochana, nie każdy z twojego otoczenia musi być taki jak myślisz.. Mam dla Ciebie propozycję..
- Ferens! Kinga Ferens! - przerwał przerażającym krzykiem trener. - Pierwszy rok i gadulstwa się zachciewa! 20 pompek!
- Przepraszam, trenerze. - zaczerwieniona rozpoczęła spełniać rozkaz rozwścieczonego mężczyzny.
- U mnie nie ma zagrywek. Chyba, że na boisku. Nie pozwalam sobie na takie zachowanie. Zrozumiano?! - darł się.
- Zrozumiano. - rzuciła zdyszana.
- Przyjdę do Ciebie jutro wieczorem to porozmawiamy. - ponownie usłyszała nagadywanie Magdy.
Przyszła pora pokazać na co kogo stać. Bieg przez przeszkody, sprint na 60 metrów, strzały do bramki z 11-go metra, wykonywanie rzutów rożnych, strzały z wolnych, strzał z przewrotki, woleja to tylko jedne z nielicznych sprawdzianów. Trener niestety we wszystkim dopatrzył się błędu. Wykorzystał chwilę w czasie przerwy między połowami odgrywanego sparingu i poprosił Kingę na rozmowę, gdy ta zapoznawała się z koleżankami.
- Kinga, chodź.. - grzecznie poprosił.
- Słucham?
- Podpadłaś mi. Nie ukrywam, że będziesz miała trochę gorzej niż wszystkie. - stwierdził. - Chciałem cię tylko o tym zawiadomić. Musisz się teraz bardziej starać.. Tymczasem idź.

Po powrocie do mieszkania czekała już na Kingę przyjaciółka z przygotowanym wcześniej obiadem.
- I jak tam? - spytała zaciekawiona zmęczoną koleżankę. - Opowiadaj!
- Źle. - padła zasapana na krzesło.
- Jak to? Aż tak? Co się stało? - pytała zniecierpliwiona Agata.
- Zadajesz za dużo pytań. Po prostu podpadłam trenerowi. A u ciebie?
- Fantastycznie. Ale nie rozmawiajmy o mnie. Idź się najeść, wziąć prysznic i odpocząć. Porozmawiamy jutro.
---------------------------------------
Kolejny rozdział na życzenie, ale stosunkowo krótki.. Niestety. :/

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział III

Wakacje niestety dobiegły końca. Dziś pierwszy dzień szkoły, na który oczywiście Kinga zaspała. Obudziło ją głośne walenie w drzwi. Czym prędzej zbiegła z góry znowu się potykając. Upadła znowu wyzywając za to cały świat. Drzwi otwarły się same. Stanęła w nich Agata. Nie mogła powstrzymać napadu śmiechu. To automatycznie złagodziło gniew sprzed chwili.
- Truflu, znowu zaspałaś! Podnoś się i zbieraj do szkoły. Szybko! - Popędzała ocierając zapłakane oczy. Przyjaciółka roztrzepała swoje długie, bujne blond loki, ubrała pierwszą lepszą bluzkę i spodnie, zabrała torbę i wybiegły na położony niedaleko dworzec. Zdążyły na ostatni do Łodzi pociąg. Dopiero tam Kinga miała czas na rozszyfrowanie kartki z rozpisem. Ciągle jednak zadawała sobie pytanie, co to był za chłopak. Wiedziała tylko jak ma na imię i że jest w jej wieku. Wyglądał na wiele starszego. Nie dawał jej spokoju. Wydawał się miły. Opowiedziała o nim Agacie. Jej reakcja była dziwna, ale znały się na tyle, że Kinga zdołała to przewidzieć.
- Dziewczyno, zaczynasz pierwszy rok w nowej szkole, a już bierzesz się za miłości.. Daj spokój. - Skrytykowała. Adze rzadko zdarzało się w kimś zakochać. Podchodziła do tych spraw bardzo spokojnie. Nigdy jej się nie spieszyło. I w sumie bardzo dobrze. - Ale tak czy siak musisz mnie z nim poznać. - Skończyła z uśmiechem.
Kinga wiedziała, że przyjaciółka ma rację. Sama nie chciała się spieszyć. Po prostu tajemnicza osobowość Błażeja zaintrygowała ją.
Po trzech godzinach znów dotarły pod ten sam budynek. Skierowały się do wcześniej opłaconego mieszkania w internacie. Mogły tylko razem mieszkać, bo nie trafiły do tej samej klasy. Agata do sekcji siatkarskiej, a Kinga do piłkarskiej.
- To tu spędzimy kilka lat naszego życia.. - sapnęła otwierając drzwi do pokoiku.
- Aguś, wszystko przed nami. Czujesz to?
Usłyszały pukanie do drzwi.
- Już goście?? - zdziwiona Kinga otwarła drzwi, a w nich zobaczyła grupkę uczniów z tego samego roku, dwie dziewczyny i trzech chłopców. Wśród nich był również Błażej, którego Kinga poznała wcześniej. Tymczasem wymienili tylko ze sobą uśmiechy.
- Cześć. Przedstawiamy się po kolei każdemu z naszego roku. Jestem Marlena. Ta obok to Marcelina, a tamci to Błażej, Karol i Fabian. - po kolei wskazywała kolegów.
- Kinga, a tam Agata. - wskazała na dziewczynę siedzącą przy szklanym stoliku w kuchni. - Miło nam.
- To skoro już się znamy musimy uciekać. Zaraz ognisko. Liczymy na waszą obecność.
- Oczywiście. Będziemy. - pożegnała uśmiechem nowych znajomych. Wszystko zapowiadało się bardzo dobrze. Dziewczynę martwiło tylko jedno. Jej opiekunowie byli przeciwni wyborowi tej szkoły.
- No, to który z nich to Błażej? - usłyszała głos z drugiego końca pokoju.
- Ten brunet... - na chwilę sprawiała wrażenie jakby nieobecnej. Tymczasem Agata postanowiła obejrzeć wszystkie pomieszczenia.
Kuchnia graniczyła ze skromnym salonikiem z telewizorem i kanapą. W kwiatowej sypialce stały dwa łóżka, biurka i duża szafa stojąca. Obok niej widniały drzwi prowadzące do przestronnej łazienki. Całe mieszkanie urządzone było w typowo kobiecy sposób, co bardzo spodobało się dziewczynom.
Ognisko odbywało się w przyszkolnym parku. Istniał tam obraz taki, jaki z resztą widziały codziennie w gimnazjum. Tu grupa tzw. kujonów, w drugim rogu starsi uczniowie, tam zdemoralizowani i przeznaczeni na stracenie delikwenci, a w środku grupa, do której każdy pragnął należeć - "popularsi". Dziewczyny poznały już nauczycieli, uczniów ze swoich klas. Zapowiadały się świetne lata.

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział II

Wakacje minęły dziewczętom głównie w domu. Trzeba było zająć się wszystkimi papierami, badaniami, dokumentami. Nie było czasu na wyjazdy, spotkania, wycieczki.. Teraz najważniejsze było dostanie się do tej samej szkoły. Wysłały zgłoszenia mailem ze względu na sporą odległość od domu. Ich podanie zostało rozpatrzone tylko i wyłącznie dlatego, że obie zakończyły gimnazjum ze średnią bliską 6.0.. Krótko po godzinie 14 do drzwi zadzwonił dzwonek. Kinga wycierając ręce w kolorowy ręcznik, ubrana w szlafrok pobiegła je otworzyć, potykając się przy tym na schodach.
- Kretyński niefart! - podnosiła się oburzona. Ze zniesmaczonym wyrazem twarzy otwarła drzwi wejściowe, w których stała rezolutny Pulpecik - tak Kinga nazywała Agatę. Zawsze wprawiało to szatynkę we wściekłość, co sprawiało przyjaciółce jeszcze większą radość. Agata miała to do siebie, że uroczo się denerwowała. Zaczynała wtedy krążyć z zaciśniętymi pięściami, coraz szybciej przebierając swoimi krótkimi nóżkami.
- Cze... Co ty masz na sobie?! - Ze zdziwieniem patrzyła na nietypowe ubranie przyjaciółki.
- Również miło Cię widzieć...
- Boże, zapomniałaś... - dziewczyna uderzyła się w czoło, wydając przy tym głośne "plask!".
- O czym??
- Idiotko, dzisiaj miałyśmy jechać na dni otwarte do Łodzi. Zapomniałaś! Jak mogłaś, no? - oburzyła się. - Rozmawiałyśmy o tym calutki zeszły tydzień..
- Nie moja wina, że lubisz dużo paplać, a potem nie można wyciągnąć z tego żadnych konkretnych i ważnych informacji..
- Przed nami 3 godziny jazdy. Skończ biadolić i śmigaj się ubrać, głąbie! - wskazała palcem schody do pokoju Kingi.
Po 20 minutach dziewczyny były gotowe do wyjścia. Wsiadły w pociąg i ruszyły..

3 godziny później, zmarnowane i zmęczone dotarły na miejsce. Wychodząc ze stacji ich oczom ukazał się budynek, do którego zawsze chciały trafić. To tutaj już przyszłego tygodnia miały rozpocząć nowe życie - Szkoła Mistrzostwa Sportowego. W tym miejscu miały zacząć przygodę z prawdziwym sportem. Piłkę nożną Kinga miała we krwi od najmniejszej dziewczynki. Odkąd ją adoptowano, Krystian - jej przybrany ojciec - wpajał jej ruch i sporty. Pokochała akurat ten. Zawsze oglądała mecze, kibicowała. Jej ulubionym klubem był Arsenal, ale zawodnikiem akurat Neymar. Ona również była najlepsza na pozycji napastniczki. Zawsze o tym marzyła. Jej celem było zdobycie sławy swoim ogromnym talentem, bo takowy miała. Problem sprawiała tylko jej niska samoocena i wiara w siebie.
Całkiem odwrotnie było z Agatą. Agata marzyła, by zostać zawodową siatkarką. Grała jako libero - ten mały Pulpecik był do tego stworzony - ale jej idolką była Agata Mróz-Olszewska. Zawsze zastanawiała się czy to przypadek, że ma to samo imię? Imię może tak, ale charakter? Zadziora. Zawsze miała własne zdanie i argumenty nie do podważenia. Nie dawała sobie "w kaszę dmuchać", ale nigdy niczym się nie przejmowała. Wygadana, rozsądna, inteligentna, do tego piękna.

Weszły do środka. Od razu zaparło im dech w piersiach. Ludzi było dosłownie jak mrówek. Wszyscy biegali w inne strony, przepychali się, błądzili po ogromnym budynku. Wyglądali jak dzieci z przedszkola bijące się o jednego lizaka. Dziewczyny spojrzały na siebie ze strachem.
- Wiesz, że teraz musimy się rozdzielić? - podpuszczała Kingę. - Żeby zobaczyć w jakich klasach jesteśmy..
- Chyba sobie żartujesz! - Kinga spojrzała z przerażeniem na zadziorsko śmiejącą się przyjaciółkę. - Zostajesz ze mną.
- Dawaj Truflu! Nie ma się czego bać. Przejdziesz przez to stado - jesteś moim mistrzem. Co zdobędziesz to twoje. Jak dostaniesz w twarz to jeszcze zrobię Ci zdjęcie. - Zaśmiała się.
- Nie dam się podpuścić.
- Trufel, trufel, trufel, trufel! - Pstryknęła koleżance w nos.
- Spadaj! - Burknęła.
- Ja idę, kochanie. Nara!
W ten sposób Kinga została sama w dzikim tłumie. Rozłożyła dużą kartkę z rozpisem klas, którą wydrukowała kilka dni wcześniej. Co najgorsze, praktycznie nic z niej nie zrozumiała. Zatopiła w niej jednak swoje przenikliwe spojrzenie i inteligentnie próbowała ją rozszyfrować.  Stwierdziła jednak, że zapyta, na własne ryzyko, kogoś o pomoc, tymczasem poczuła szturchnięcie w ramię.
- Pulpet, daj spokój. - odtrąciła zadziorną dłoń. Nie zdawała sobie sprawy, że to nie była wcale jej koleżanka.
- Puplet? No, miło mi. - Jej oczom ukazał się człowiek-żyrafa, przystojny brunet o czarująco świecących oczach. - Błażej jestem.
Kinga z zaskoczeniem odwróciła głowę.
- Strasznie przepraszam. Myślałam, że to przyjaciółka.
- Masz niewidzialnych przyjaciół? - zdziwił się.
- Nie, nie. Nie myśl, że jestem nienormalna. Może zacznijmy od początku? - zaczerwieniła się. Chłopak delikatnie się uśmiechnął. - Jestem Kinga..

____________________________________
Dałam się skusić na dodanie II rozdziału. Ach, przepraszam. ;)

piątek, 2 maja 2014

Rozdział I

Piękny czerwiec. Dziś właśnie Kinga zakończyła naukę w gimnazjum. Z wyróżnieniem. To 9 lat pobliskiej szkoły, znajdującej się kilka kilometrów od Poznania, przeleciało zdecydowanie za szybko. Jeszcze przed chwilą mówiła, że nie może doczekać się wyboru nowego miejsca edukacji. Teraz chciałaby odłożyć to na później. Ceremonia wręczenia dyplomów odbyła się na boisku szkolnym, tak jak zwykle uwiecznione jest to w amerykańskich filmach. Teraz było już po wszystkim. Smutek mieszał się z radością.
- Nie rycz... - poczuła od tyłu dość mocne uszczypnięcie. Odruchowo odwróciła się sprawdzić kto jest takim żartownisiem. Była to Agata - przyjaciółka Kingi od najmłodszych lat, niska szatynka o niebieskich, świecących oczkach i zawsze radosnym wyrazie twarzy.
- Będę za nimi wszystkimi tęsknić.. Trudno mi się z nimi pożegnać. - spuściła głowę, by nie było widać spadającej po jej policzku łzy.
- Ja również. Ale spójrz jak wyglądają nasze perspektywy! - wzięła wyższą od siebie przyjaciółkę pod ramię. - Przed nami nowe znajomości. Zaraz wyjeżdżamy do wymarzonej szkoły.. Co najważniejsze, będziemy razem! Teraz nie ma czego płakać.. - Zakończyła robiąc zabawnie stanowczą minę.
Kinga nie dała rady utrzymać powagi. Parsknęła głośnym śmiechem, ocierając mokre policzki trzęsącymi się dłońmi. Zadzwonił ostatni dzwonek. Od tej pory wszystko ulec miało znaczącej zmianie...

___________________________________
Oto pierwszy rozdział. Krótki, ale to wszystko dopiero się rozkręca. Miałam wątpliwości, czy w ogóle to dodać. Jednak jest już za późno, żeby się wycofać. ;)
Liczę na komentarze. To ogromna motywacja do dalszego pisania. :) DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE :)

czwartek, 1 maja 2014

Prolog.

- Proszę Cię, nie rób nic głupiego..
- Nagle zaczęło Cię obchodzić to, co robię? - burknęła ze łzami w oczach. - Po drugie, nawet nic takiego nie przyszło mi na myśl. Nie jesteś tego wart...
- Fakt. Ale kocham Cię najmocniej na świecie.. Nie chcę Cię stracić. - spojrzał błagalnym wzrokiem.
- Nie zapewniaj, jeżeli sam nie jesteś pewien. - odwróciła się plecami.
- Kiedy jestem pewien! Skarbie, powiedz mi, co Ci jest? Chcę wziąć choć odrobinę tego bólu na siebie. Nie chcę, żebyś cierpiała.. - podszedł od tyłu i złapał ją za rękę.
Słońce powoli chowało się za horyzont. Morze poczerwieniało, mieniąc się przy tym odcieniami oranżu i złota. Kinga wydawała się być nieobecną. Po chwili oderwała swoją rękę od dłoni przystojnego Błażeja. Zdała sobie sprawę, że popełniła błąd, godząc się na bycie z nim.
- Powiedz mi.. - spojrzała na niego zawiedziona. - Dlaczego nasze błędy tak bolą?


__________________________________________________________________
Jest i prolog! Zapowiada się, wiem, "powiastka miłosna.. blablabla." Aczkolwiek NIE! Przynajmniej mam taką nadzieję. :) Jeżeli się spodobało - zostaw komentarz. Będzie to dla mnie motywacją. :)
P.S. Bądź wyrozumiały/a, bo zaczynam dopiero wszystko ogarniać. :)