Okazało się, że Norbert przyjeżdża za dwa tygodnie. Zatrzyma się w swoim rodzinnym domu. Kinga stwierdziła, że musi wtedy koniecznie wziąć wolne od szkoły i jechać spotkać się z bratem, bo nie zostanie u nich na długo.
- Miałaś wczoraj przyjść. - rzuciła napotykając Magdę rozgrzewającą się na rozjaśnionej słońcem murawie.
- Miałam. Chodziło mi o to, że chcę, żebyś włączyła się do popularsów. Co Ty na to? - uśmiechnęła się.
- Żartujesz? - zdziwiła się. - Ja i popularsi?
- Zauważyłam, że nabierasz pewności siebie. Po drugie spójrz.. Do brzydkich nie należysz. Ledwo weszłaś do szkoły, już spodobałaś się chłopakom. Przemyśl to.. - zachęcała.
- Ty chyba naprawdę żartujesz.. - wtrąciła zatrzymując odchodzącą dziewczynę. - Serio?! Liczy się tylko to, że masz długie nogi, płaski brzuch? - zbulwersowała się lekko.
- Przemyśl to. - zakończyła.
Kinga nie zdawała sobie sprawy w co może wpakować ją Magda. W każdym razie, wcale nie była taką, jaką się prezentowała na początku. Nabrała w ten sposób już nie jedną dziewczynę, omamiła i bezlitośnie upokorzyła. Kinga jednak zaczynała wierzyć w maskę koleżanki.
Kinga nie dała się złamać trenerowi i ciężko trenowała. W kilka dni poprawiła celność, technikę i tempo, co zyskało w oczach trenera. Stał się łagodniejszy i wyrozumialszy, tymczasem Agacie powodziło się genialnie na swoich treningach.
Nadszedł czas pierwszych zawodów. Kinga nie znalazła się na liście. Zawiedziona poszła porozmawiać o tym z trenerem.
- Trenerze, dlaczego nie jadę?
- Bo jesteś jeszcze za słaba. - odrzekł obojętnie.
- Ale jak to? Przecież trenuję sporo po godzinach. Sam pan widział różnicę. To nie fair! - bulwersowała się. Nie mogła uwierzyć, że mimo tylu starań i wyrzeczeń nie dostała się do kadry. Jechały wszystkie dziewczęta, oprócz niej.
Trener uśmiechnął się tylko wpatrzony w zbulwersowaną podopieczną. W końcu opuścił głowę na dół, żeby nie było widać jego znów zadziornego uśmieszku.
- Mogę wiedzieć, co pana tak rozbawiło? - Denerwowała się coraz bardziej.
- Ferens, zaczynam Cię coraz bardziej lubić..
- Co pan ma na myśli?
- Nabierasz charakteru, a ja takich osób szukam. Prawda. Przegrzebałaś sobie, ale zaczynam Ci odpuszczać. Co do techniki. Masz talent. Ogromny talent. I powiem Ci, że zrobię wszystko, żebyś dostała się dalej.
- Żartuje pan.. - nie dowierzała.
- Nie. Najważniejszy był dla mnie Twój charakter. Zaczynasz walczyć o swoje, a ja z takimi ludźmi chcę pracować.
- Pan naprawdę żartuje!
- Nie. A! I nie waż mi się stanąć na laurach teraz. Do końca Ci nie odpuściłem..
Z pokoju nauczycielskiego Kinga wyszła zachwycona jak nigdy. Wcale nie spodziewała się, że Rostockiego stać na takie wyznania. Dziewczyna tak zamyśliła się, że na szkolnym dziedzińcu wpadła na znajomego jej chłopaka.
- Jej, wybacz proszę.. - Przepraszała zbierając rozrzucone książki.
- To również moja wina.. - Nagle ich dłonie spotkały się w jednym miejscu. Jeden przypadkowy, a jednak wyjątkowy ruch. Dziewczyna poczuła szybsze bicie serca i ciarki na plecach. W tej samej chwili unieśli głowy i spojrzeli sobie w oczy. Oboje zaczerwienili się.
- Przepraszam najmocniej. - mówiła ściszonym głosem.
- Każdemu się zdarza.. - szeptał podnosząc się z kolan, wciąż nie spuszczając z niej wzroku. - Jestem Fabian.
- A ja Kinga. Miło mi...
Stali wpatrzeni w siebie kilka dobrych, długich minut. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak jakiś wewnętrzny impuls zmuszał do dalszego działania. Może nie teraz, nie dziś, nie jutro. Ale to na pewno nie koniec tej znajomości...
_________________________
No i dla świętego spokoju, że się tak wyrażę, dodaję rozdział. JEŻELI CZYTASZ - SKOMENTUJ :)
Tu nie trzeba nic mówić. Swietnie piszesz i to widać. Czekam na kolejne rozdziały.
OdpowiedzUsuńŚWIETNE ŚWIETNE I JESZCZE RAZ ŚWIETNE!!! Po prostu kocham ten blog! <3
OdpowiedzUsuń