- Nie musisz się denerwować. Już wychodzę. Uznajmy, że to nie miało miejsca. Cześć, Kiniu. - po prostu wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi. Już jutro dziewczęta miały jechać do Poznania na okres świąteczny. Kinga natychmiast ruszyła do sypialki spakować swoje rzeczy, nie odzywając się do przyjaciółki ani słowem. Agata nigdy nie odpuszczała, więc rzuciła torby z zakupami pod szklany stolik i ruszyła za koleżanką.
- Znowu to robisz. - usłyszała zaraz po otwarciu ciemnowiśniowych drzwi.
- Tobie o co chodzi?
- Znowu zachowujesz się jak moja matka. Kiedy odpuścisz? - niemal krzyczała, nerwowo wrzucając ubrania do walizki, wcale ich nie składając.
- Opowiesz mi jak to było? Chwila po chwili? Chcę wiedzieć jak doszło do tego, że tu nocował.. Nie wiesz jaki on jest? Nie słyszałaś od innych dziewcząt z naszego roku?
- Nie odezwę się do ciebie ani słowem. Nie licz na to! - Tym skończyła, uciekając z pokoju.
I faktycznie. Dziewczęta nie odezwały się do siebie ani razu. Śniadanie, kilkugodzinny przejazd pociągiem, kilkaset kilometrów odbyło się w milczeniu. Nawet pod domem Krystiana i Michaliny nie zwróciły na siebie uwagi. Michalina przywitała je z wielkim utęsknieniem. W końcu nie widziała ich przez prawie pół roku. Jak się później okazało Norbert również był już w domu i rozgadywał się z Krystianem. Opowiadał o wyścigach, Włoszech, samochodach i prawie zemdlał widząc swoją ukochaną w progach rodzinnego domu. Jak najszybciej potrafił podbiegł, uniósł ją na rękach i czule pocałował. Mina obojga rodziców była nie do opisania. Znieruchomieli, dech zatrzymał się w ich piersiach, a żuchwy opadły.
- A, bo jeszcze nic nie wiecie.. - podrapał się po głowie, nadał obejmując dziewczynę drugą ręką. Kinga tylko złapała się pod boki cichutko chichocząc. - Tak więc, mamo, tato. Agatę już znacie. Przedstawiam wam ją teraz jako swoją ukochaną. - Słysząc wyznanie przybranego syna, Krystian podniósł się z miejsca i klaskał.
- Brawo, synu! - poklepał go po ramieniu, kiedy matka nie powstrzymywała swojego wzruszenia.
- Brawo, syneczku. - nareszcie dokończyła, nie wstrzymując szlochu.
Minęło kilka dni. Dziewczęta nadal się do siebie nie odzywały. Grzecznie pomagały przy świątecznych przygotowaniach, przypominając sobie w duchu stare, dobre czasy. Michalina wyczuwała napięcie między nimi. Wolała jednak nie ingerować, bo wiedziała, że same sobie poradzą. Przecież nie mają już 5 lat. Wtedy jednak wszystko wydawało się prostsze....
Nadszedł magiczny wieczór, wigilia. W całym domu pachniało świeżo ściętym świerkiem, pięknie przystrojonym lampkami i bombkami we wszystkich kolorach. Domowy kominek również ustrojono świerkiem. W jadalni stał biało zastawiony stół. pod obrusem świąteczne sianko, w tle delikatnie muskająca uszy kolęda. Na szafkach czekały pieczone pierniki, za oknami wydawałoby się, jakby padający śnieg nie miał końca. Wszędzie obecna była cisza, miłość, ciepła atmosfera, a oczekiwanie pierwszej gwiazdy wydawało się nie kończyć.
- Jest! - Norbert oderwał się od okna na widok wyczekiwanego na niebie jasnego punkcika, prawie wylewając ciepłe kakao na opierającą się o niego Agatę. Zatrzymał się na chwilę przy rozświetlonej choince,trzymając za rękę swoją ukochaną. - Jesteś piękna.. Dziękuję, że jesteś. - Zachowywał się, jakby nie obchodziła go krzątanina wokół wigilijnego stołu, tak, jakby nic, oprócz niej, nie miało znaczenia. Kinga co rusz spoglądała na nich z lekką zazdrością, jednak nie chciała dać po sobie tego poznać. W końcu cała rodzina zasiadła do kolacji, poprzedzając to łamaniem opłatka. Wszyscy złożyli sobie życzenia. Dziewczęta podeszły do siebie na końcu. Spojrzały sobie w oczy, roniąc przy tym łezkę.
- Chcę Ci życzyć.... Boże, wybacz mi, proszę, Kinia. - rzuciła, niemal łamiąc biały wafel w dłoni. - Będzie dobrze? Nie chcę świąt bez ciebie. - Reszta rodziny wpatrywała się w nie, jak w obrazek, bacznie obserwując całe zajście.
- Wesołych świąt, kochanie. - Uściskała mocno utęsknioną przyjaciółkę. - Nie umiem długo się na Ciebie gniewać.
Uroczysty posiłek odbywał się w spokoju, miłej i rodzinnej atmosferze, jednak czuć było, że zaraz wydarzy się coś magicznego. Kinga spoglądała na zastawione puste miejsce. Wtem do drzwi zadzwonił dzwonek.
- Któż to może być? - Michalina poderwała się z krzesła, muskając szybko kąciki ust serwetką. To, co zobaczyła w progu zwaliło ją z nóg. Zaraz wprowadziła niespodziewanego gościa do jadalni. Agata stanęła jak wryta, widząc.... swoją matkę.
- Cześć, córuś. - Wszystkim ukazała się niska postać, schludnie ubrana, uśmiechnięta. Dziewczyna była w szoku. Nie potrafiła w tej chwili zebrać myśli. Ojciec Agaty odszedł po krótkim czasie od adopcji. Agata delikatnie ucałowała matkę, po czym przedstawiła swojego ukochanego. Kobieta ucieszyła się i po krótkiej rozmowie zasiadła do stołu.
Z czerwonego barszczu unosiła się para. Kapusta z grzybami smakowała wyśmienicie, pierogi z kapustą również. Krystian zajmował się obrabianiem wigilijnego karpia.
- Muszę wam jeszcze coś powiedzieć.. - Przerwał ciszę Norbert, co jednak nie przerwało przeżuwania ryby przez ojca.
- Jeszcze coś przed nami ukrywałeś? - Michalina klasnęła w dłonie, uśmiechając się pod nosem.
- Zaraz po świętach wyjeżdżam do Włoch... - posmutniał.
_____________________________________
Czytasz? Skomentuj. :)
Czytasz? Skomentuj. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz