- Chyba troszkę się zapędziłeś. - poczerwieniała. Jeszcze nigdy nie była w takiej sytuacji, sytuacji bez wyjścia. Mętlik w jej głowie stale się powiększał. Obaj go spowodowali. Problem był również taki, że sama nie wiedziała czego chciała. Przynajmniej nie na tę chwilę.
- Masz rację, wybacz. - Zawiedziony opuścił głowę. Zaraz jednak odzyskał humor. - W tym miejscu poznałem jedną dziewczynę. Dawno...
- Co się z nią stało? - Kinga była widocznie zainteresowana opowieścią chłopaka.
- Poznaliśmy się przypadkiem i równie przypadkiem się rozstaliśmy. Przeprowadziła się z rodzicami do Stanów. Nigdy więcej się już nie widzieliśmy, później kontakt się urwał.
- Jak miała na imię?
- Magda. Ale żyje się dalej. W każdym razie jest to dla mnie magiczne miejsce. Kiedy zauważyłem Cię pierwszym razem, od razu wiedziałem, że może coś między nami być. Chcę się z Tobą przyjaźnić, ale nie tylko. Nie ukrywam tego, że jesteś dla mnie ważna i najpiękniejsza. - Dziewczynie zaparło dech w piersiach, może dlatego, że usłyszała takie słowa po raz pierwszy. Robiło się ciemno, bo przecież dzień stawał się coraz krótszy.
- Robi się coraz chłodniej. Proponuję przejść się na gorące kakao lub herbatę. Co Ty na to? - Udało jej się zgrabnie ominąć nieodpowiedni dla niej temat.
- Jestem za.
Na mieście, mimo mrozu czas mijał nieubłaganie szybko. Rozmowa, zdawało się jakby nie miała końca. Ani się spostrzegli, kiedy zegar ratuszowy wybił godzinę 22. W kieszeni dziewczyny rozbrzmiał głośny dzwonek telefonu, a na wyświetlaczu ukazało się "Pulpecik". Sam telefon od niej zwiastował kłopoty. Kinga odebrała.
Agata: Gdzie Ty się podziewasz? Wiesz, która godzina?!
Kinga: Wiem, mamo.
Agata: Nie denerwuj mnie. Naprawdę przesadziłaś. Kiedy będziesz?!
Kinga: Już się zbieramy. Nie denerwuj się, mamo.
"Połączenie zakończono..."
Agata lubiła mieć nad wszystkim kontrolę. Zawsze starała się być mamą dla Kingi i nigdy nie spuszczała z niej swojej opieki. Poznały się w sierocińcu. Takie zdarzenia zbliżają ludzi. Od tamtego czasu przyjaźnią się. Skoro dziewczyna zadzwoniła to trzeba było wracać mimowolnie do domu.Błażej odprowadził Kingę pod same drzwi. Rozmawiali jeszcze chwilę. Na pożegnanie i w podziękowaniu za miły wieczór dziewczyna pocałowała go w policzek.
- Czy.... mam jakąś szansę? - zająkiwał się w otuleniu niezręcznej ciszy. Chwilę tę przerwało gwałtowne otwarcie drzwi przez współlokatorkę. Kinga odetchnęła z ulgą. Nie wiedziała jak podziękować koleżance za wyratowanie z tej sytuacji.
- Muszę uciekać. Wybacz. Spokojnej nocy. Dziękuję za dziś. - Pożegnała go ciepłym uśmiechem, a on odprowadził ją wzrokiem do momentu zamknięcia drzwi. Oparła się o ścianę obok i zamykając oczy chciała zobaczyć, czy rzeczywiście dobrze robi. Przed oczami stanął jej cały dzisiejszy wieczór. Delikatnie zarumieniła się, a uroczy uśmiech mimowolnie sam wpłynął jej na twarz.
- Coś do niego czujesz.. - z amoku wyrwał ją spokojny głos złapanej pod boki i opartej o równoległą ścianę przyjaciółki.
- Co Ty mówisz? - oburzona ruszyła do okna po drodze rzucając swoją torebkę na kanapę. Chwilę później dało się słyszeć trzask o skórę kanapy. Twarzą wylądowała na niej Kinga. - To jest strasznie skomplikowane...
- Co masz na myśli?
- Fabiana znasz? Sama mówiłaś jak wyglądał szpital. Fabian był, Błażeja nie było...
W tym samym czasie....
- Dasz jej spokój, rozumiesz?! - krzyczał brutalnie waląc pięścią w szklaną ławę, co chwila podnosząc się z miejsca na znak zbulwersowania. - Ona jest moja!
- Zmieniłeś się, gościu. Przyjaźniliśmy się. Nie pamiętasz tego? Teraz chcesz mi wtłuc za to, że zakochałem się w najpiękniejszej dziewczynie, z którą nawet nie jesteś. Zgłupiałeś, człowieku.. - nie dawał się sprowokować i ze stoickim spokojem w oczach nie spuszczał wzroku ze stojącego rówieśnika.
- Dzwoniłeś do niej kilka razy, kiedy ja z nią byłem. Robisz to specjalnie. To źle się dla ciebie skończy, jeszcze sam zobaczysz!
- Nie strasz. Nie boję się. A walczył o nią będę.
- Niech ona wybierze. Ten, z którym będzie jako pierwsza, ten wygrywa.
- Miłość na wyścigi? - stuknął kolegę palcem wskazującym w spocone czoło, co dodatkowo podniosło mu ciśnienie. - Daję jej po prostu wolną rękę... - zakończył.
- Fabian, trzymaj się od niej z daleka! - Wyszedł głośno zatrzaskując za sobą drzwi.
_________________________________
Czytasz? Skomentuj! :)
Czytasz? Skomentuj! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz