piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział XIII

Resztę wieczoru dziewczyny spędziły w salonie przy ciepłym kakao. Chłopcy spieszyli się, więc zostawili je w samotności. Błażej obiecał jednak, że będzie sprawdzał, czy nic im nie jest. Kinga była roztrzęsiona. Okryta kocem po samego koka na czubku głowy, wydawała się błądzić gdzieś myślami. Z amoku wyrwała ją siedząca obok, ciągle bacznie przyglądająca jej się koleżanka.
- Hej! - szczypnęła współlokatorkę w ramię. Tamta tak się zlękła, że poplamiła swój ulubiony sweterek napojem. - Żyjesz? Co z tobą?
- Myślę. Daj mi spokój.. - burknęła.
- Oj. - machnęła dłonią z zamiarem rozbawienia przyjaciółki. - Nie spinaj się. Ty myślisz? Nie podobno.. - parsknęła widząc delikatny, sprowokowany uśmieszek Kingi.
- Wiesz.. - Tutaj dziewczyna tylko spojrzała na siedzącego obok Pulpecika, ta zaś wiedziała dokładnie co miała na myśli.
- Chodzi Ci o Błażeja. - stwierdziła zakasując rękawy.
- Ten chłopak wydaje się być taki uroczy. Wydaje mi się, że coś do siebie czujemy, że coś mogłoby nam się ułożyć.. - Przerwało jej głośne westchnięcie Agaty. - Chciałabym kiedyś mieć takiego chłopaka, jaki trafił się Tobie. Wierz mi, że masz ogromne szczęście, że Norbert zakochał się akurat w Tobie. Jesteście wspaniałą parą. - Agata poczerwieniała na myśl o ukochanym, którego, z resztą, nie widziała już tydzień. W spotkaniu ciągle przeszkadzały im obowiązki, praca, zajęcia.
- Ale myślisz, że to akurat Błażej? - Zabawnie zmarszczyła brwi w pewnym niedowierzaniu.
- Sama nie wiem. Z resztą. Nigdy nie wiedziałam czego chciałam. - Na twarzy Agaty pojawiło się pewnego rodzaju zakłopotanie. Wydawało się, jakby dusiła w sobie coś, co bardzo ją męczy, ale mimo to nie może pisnąć o tym słówka.
- Ty coś wiesz! - Kinga wrzasnęła, mrużąc przy tym oczy, jakby zaraz miała rzucić się do gardła przyjaciółce i siłą wyrwać zastałe w gardle słowa. - No, mów!
- A o Fabianie już nie pamiętasz? Nieprzypadkowo potykasz się, upadając na niego na środku dziedzińca. To widać.
- Upadam niespecjalnie. Ale podejrzewam, że to nie przypadek, że akurat na niego...
- Żebyś Ty wiedziała jak chłopak się o ciebie martwił po tym feralnym meczu. - wspomniała.
- Wolałabym o tym zapomnieć... - przerwała chwilą ciszy. - Ale jak to, martwił?
- Siedział dniami i nocami, przyjechał za tobą do szpitala, wyznawał Ci miłość, kiedy byłaś w śpiączce. Chłopakowi zależy, to widać, a Ty chyba się oszukujesz. - Te słowa dały Kindze do myślenia. Miłość? Ale jak to? Może rzeczywiście nie były przypadkami te wszystkie potknięcia, lądowanie w jego ramionach. Może nawet ten wypadek na boisku miał za zadanie pokazać coś, co na co dzień niewidoczne gołym okiem?
Przyszedł długo wyczekiwany weekend. Mroźny listopad dawał się we znaki każdemu. Kinga wróciła do mieszkania po długim treningu, ale nikogo w nim nie zastała. Na kuchennym blacie leżała tylko kartka.

                               "Kiniu, wyjechałam z Norbertem na kolację. Wrócę późno.
                                   Nie czekaj. Buziaki.
                                                                        Twój Pulpet."

Kolejny raz bez żadnego słowa Agata wyjechała, zostawiając koleżankę samą. Chwilę później zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawił się "Błażej". Na samą myśl o kimś, kto jest jej bliski, przynajmniej takim się staje, dziewczyna zarumieniła się. Odebrała po chwili wsłuchiwania się w  swoją ulubioną piosenkę, ustawioną jako dzwonek.
- Witam, piękna. - usłyszała po drugiej stronie znajomy, niski głos. - Dzwonię do ciebie z małym pytankiem. - w jego uwodzicielskim tonie dało się słyszeć lekkie zakłopotanie.
- Słucham. - odparła z uśmiechem na ustach.
- Czy masz na dziś jakieś plany? Chciałbym zabrać Cię na spacer, ale nie wiem czy się zgodzisz.
- Zgadzam się. - stwierdziła po dłużej chwili niezręcznej ciszy.
- Wpadnę po Ciebie za malutką godzinkę. - ucieszył się, co od razu zauważyła dziewczyna.
Migiem wpadła do łazienki, wzięła króciutki prysznic, wysuszyła i ułożyła swoje bujne loki, rzęsy przeciągnęła maskarą. Przyszedł czas zmierzenia się z zawartością szerokiej komody w sypialni. Od razu wiedziała, co na siebie włoży. Wybrała swoje ulubione białe rurki i błękitny, dłuższy T-shirt, opinający jej wąską talię. Przechodząc obok dużego, stojącego lustra musiała zatrzymać się i sprawdzić, czy wyglądem nie odstraszy chłopaka. Zawsze miała niską samoocenę. Niepotrzebnie. Sprawiało jej to wiele kłopotów, trudno przyjmowała krytykę, brała wszystkie uwagi do siebie. Była zupełną odwrotnością zdystansowanego Pulpeta. Zmiana szkoły, widać, przyniosła również zmiany w postrzeganiu. Mimo wszystko spodobało jej się to, co zobaczyła w lustrze. Przysiadła chwilę na kanapie, przeglądając leżące na ławie pisemko sportowe. Już nie mogła doczekać się dzwonka do drzwi, co okazywała co chwilowym sprawdzaniem komórki. W końcu doczekała się. Zza ciemnowiśniowych drzwi wyłoniła się blond grzywa, dość znajomo ułożona.
- Gotowa? - w rękach trzymał bukiecik żółtych róż, które po chwili wręczył dziewczynie z uśmiechem na ustach. Kinga założyła swoje ulubione skórzane kozaki na delikatnym obcasie, czarny płaszczyk, a zieloną apaszkę przewiązała starannie w dekolcie. Zatrzasnęła za sobą drzwi, nie unikając pytających spojrzeń innych lokatorów internatu.

Pogoda, jak na grudzień była znośna, choć mróz potrafił dać się we znaki.
- Co zaplanowałeś? - przerwała krępującą ciszę. Szli obok siebie, równo wydeptując ślady na pierwszym śniegu, leżącym na dróżce w parku. Po krótkiej chwili zatrzymali się przy prawie całkowicie zamarzłym stawie w centrum. Co dziwne, pływał po nim jeszcze ostatni bielutki łabędź, któremu najwyraźniej nie przeszkadzał nawet mróz.
- Jesteśmy. - wskazał ławkę pokrytą białym puchem, po czym zdjął swój szalik i zrzucił go na ziemię. Usiedli obok siebie, udając brak wzajemnego zainteresowania i wpatrywali się w radzącego sobie śnieżnobiałego ptaka.
- Jest zimno, a my siedzimy na ławce w parku. Dziwne... - przetrąciła dłonią blond kosmyk z ramienia. - Jesteś totalnym zmarzluchem. Podejrzewam, że bez powodu się tutaj nie znaleźliśmy. - Próbowała zmusić chłopaka do wyjaśnień wzrokiem, jaki u niej ubóstwiał. Mianowicie, kiedy jej źrenice powiększały się i ogromne zielone tęczówki wyglądały spod długich ciemnych rzęs, nie mógł się jej oprzeć.
- Dziewczyno.. - przysunął się do niej. - Obojętna mi nie jesteś. Wręcz przeciwnie...
___________________________________
Czytasz? - Skomentuj :)

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział XII

Kinga już całkowicie wyzdrowiała. Regularnie uczestniczyła w treningach, co sprawiało wrażenie na Rostockim. A co u Agaty? Radziła sobie świetnie na każdych zawodach. Zebrała już kilkanaście pucharów jako "Najlepszy libero turnieju" itp. Pokonywała niejedną przeszkodę, drobne urazy i kontuzje. Nic nie było w stanie jej załamać, a wręcz przeciwnie. Jej mocny charakter nie dawał za wygraną i każdą porażkę traktowała jako mobilizację do dalszej pracy, co nie unikało uwadze innych nauczycieli.
Pewnego dnia do drzwi znów zapukał gość. To zdarzało się coraz częściej, od czasu wypadku Kingi. Kto to mógł być? Rostocki. Drzwi otwarła mu podopieczna.
- Dzień dobry, trenerze. Co pana tu sprowadza? - zagadywała z widocznym zaciekawieniem.
- Przyszedłem zobaczyć jak się czujesz.
- A tak naprawdę? - stanęła w progu, podpierając się w boku i dziwnie marszcząc brwi. Najwyraźniej podejrzewała, że trener coś ukrywa. Chyba zbyt dobrze go poznała.
- To może zaprosisz starego nauczyciela do środka? To nie jest miejsce na załatwianie takiej sprawy. - mogło zabrzmieć to dwuznacznie, aczkolwiek Ryszard, bo tak miał na imię, natychmiast podjął się tłumaczenia. - Sprawa przedstawia się tak...
- Mam się bać? - rozsiadła się wygodnie na kuchennym krześle, proponując to samo mężczyźnie.
- No nie wiem. Mogłem powiadomić Cię o tym już na treningu, ale... - zastanowił się chwilę delikatnie gładząc brodę. - Tak. Na treningu też to zrobię.
- Może przejść pan do sedna? Zaczynam się niepokoić.
- Chcę, żebyś została kapitanem drużyny. Może wydawać ci się, że to mało ważna funkcja. A jednak! Słuchaj, po ostatnich zawodach pytały już o ciebie trochę ważniejsze kluby. Ale chciałbym pomóc Ci dobrze wybrać. - zaplótł palce, opierając łokcie na blacie kuchennego stolika. - Co ty na to?
- Bardzo się cieszę. Ale, czy ja się nadaję? Dlaczego ja?
- Bo zrobiłaś ogromne postępy od początku roku, masz najlepszą technikę, dziewczyny lubię cię i słuchają. Zmieniłaś się.
- Ho! - uderzyła pięścią w stół. - Nie wszystkie.
- Na Magdę nie zwracaj uwagi. - Rostocki dobrze wiedział co miała na myśli Kinga, a Magdę znał osobiście od bardzo dawna. - Jesteś cenną zawodniczką. Masz talent. Nie odmawiaj, proszę.
- No dobrze. Zgadzam się. - posłała w stronę trenera ciepły, przyjazny uśmiech, na co on odpowiedział tym samym. Właśnie do domu dotarła zmęczona po treningu Agata. Tak, miała wyczucie czasu, pojawiała się w najważniejszych, czasem niezręcznych momentach.
- Witam, panie Rostocki. - Uśmiechnęła się delikatnie, bacznie obserwując zachowanie mężczyzny.
- Ja już muszę się zbierać. Przemyśl sobie jeszcze dokładnie i porozmawiamy jutro na treningu. Do widzenia. - Otwarte okno wywołało przeciąg, który donośnie trzasnął drzwiami.

Później dziewczyny wybrały się na miasto. Pierwszy raz odkąd rozpoczęły naukę w Łodzi. Wreszcie mogły spokojnie porozmawiać, odstresować się, uciec od codziennych obowiązków. Wracały do domu późnym wieczorem. Złoty księżyc powoli wyglądał zza murowanych, szarych bloków, pokrytych graffiti muralami i centrami handlowymi. Cudem było złapanie taksówki. Musiały dostać się do domu pieszo. Droga do internatu prowadziła przez ciemną, długą uliczkę.
- Idźmy dookoła. - Kinga szarpnęła malinową kurtkę przyjaciółki. - Nie czuję tu nic dobrego.
Może i faktycznie. Obrzydliwy zapach stęchlizny unosił się w powietrzu, biegały myszy, na ziemi leżały potłuczone butelki po piwach i wypalone papierosy. To miejsce można było nazwać po prostu meliną.
- Chodź. - odważnie ruszyła do przodu. Latarnia znajdowała się dopiero na końcu przejścia, a jej słabe i migające światło dodało dziewczynom dreszczyku i adrenaliny. - Nic nam nie będzie.
Pokonując kilkadziesiąt metrów wyznaczonej drogi, przyjaciółki usłyszały tłuczenie szklanych butelek i gwar najprawdopodobniej młodych chłopaków. Co najgorsze, rozmowy dało się słyszeć coraz bliżej. Postanowiły iść w swoim kierunku i nie zwracać uwagi na "dresów". W pewnym momencie mężczyźni zaczęli biec. Najwyraźniej usłyszeli pogawędki dziewcząt.
Przybiegła zgraja pijanych narwańców. Grupa liczyła sobie 6 cwaniaków, których, co najgorsze, i Kinga, i Agata bardzo dobrze znały ze szkoły.
- Witam panienki.. - seplenił jeden z nich, próbując oprzeć się o chwiejącego sie kolegę. - Co wy tu robicie o tej porze? - Dziewczęta nie zwróciły uwagi. Ruszyły dalej, a ich oddech był coraz szybszy, przez napotkany stres. Drogę zagrodzili im obijający się jeden o drugiego chłopcy.
- Gdzie się tak spieszycie? Oj... - pogroził palcem Kindze. - Tak się nie robi. Wiecie, że to mogło się źle skończyć?
- Spieszy nam się. Dobranoc. -  Agata ruszyła naprzód, ciągnąc za sobą Kingę. Jeden z nich ponownie przybiegł i zagrodził dziewczynom drogę, zwołując resztę swojej załogi do zrobienia tego samego.
- Oj, oj, oj. - Znów pogroził palcem, chwiejąc się z prawej na lewą.
- Spadajcie, my wam w drogę nie wchodzimy. - Agacie zaczęły puszczać nerwy. Jeden z mężczyzn pozwolił sobie na zbyt wiele. Zaczął gładzić nogę Agaty, co dodatkowo podniosło jej ciśnienie. Dziewczyna złapała go za potargane włosy, podniosła głowę i uderzyła go dwa razy w twarz. Chłopak przewrócił się. - Nigdy więcej sobie nie pozwalaj, jasne!?
Upadek kolegi widocznie rozzłościł znajomych. Mężczyźni rzucili się na biedne dziewczyny, gdy te zaczęły krzyczeć. Nagle, jakby znikąd, pojawiło się trzech wybawców, którzy pomogli przyjaciółkom wyjść z opresji. Był to Błażej, Michał i Karol. Oswobodzili koleżanki z opresji i wypędzając ich z uliczki, czym prędzej sprawdzili, czy z dziewczynami wszystko w porządku.
- Nic wam nie jest?? - Błażej zaniepokoił się widząc zadrapaną twarz Kingi.
- Błażej? - Kinga ze łzami w oczach rzuciła się chłopakowi w ramiona. - Proszę, pomóż.. - Dziewczyna dopiero co podniosła się po ostatniej poważnej kontuzji, a już wdała się w następną. Na całe szczęście, tym razem mniej poważną. Błażej zabrał dziewczynę na ręce i pomaszerował do internatu, by jak najszybciej położyć ją w łóżku.
____________________________________
Czytasz? Skomentuj. :)

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział XI

Po kilku tygodniach wszystko wracało do normy. Kinga kończyła rehabilitację pod czujnym okiem Fabiana i Pulpeta. Błażej od czasu wypadku nie pojawił się, mimo, że był na tym felernym meczu. Zaczynało się układać. Pewnego chłodnego, już listopadowego wieczora, gdy Kinga spokojnie odpoczywała, oglądając swój ulubiony serial, do drzwi niespodziewanie zadzwonił dzwonek. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej, gdyż prawie cała szkoła zainteresowana była stanem zdrowotnym rówieśniczki. Drzwi otwarła Agata, ale kto stał progu? Norbert. Z pięknym bukietem czerwonych róż.
- Kinia, masz gościa! - Darła się mimo, że koleżanka leżała 2 metry obok. - Wejdź, Norbert. Kawę?
- Ale ja nie do Kingi.. - Zawstydził się. - Przyszedłem, żeby porozmawiać z tobą. Znajdziesz dla mnie chwilkę? - Oczy malutkiego szczeniaczka zrobiły na Agacie spore wrażenie i sprawiły, że nie mogła odmówić.
- Pewnie. Siadaj. - Odparła odkładając filiżanki z kawą. - O co chodzi? - Spytała niepewnie.
Kinga rozsiadła się wygodnie na sofie i przyglądała się bacznie całemu zdarzeniu, co rusz cichutko wzdychając.
- Słuchaj.. - Zaczął. Widać było, że wyznania przychodzą mu z trudnością. - Znam cię bardzo, bardzo długo. Pamiętam jak się poznaliśmy. I pamiętam też.. - Zwiesił głowę, bawiąc się przy tym kolcami róży. Dziewczyna przesunęła się w jego stronę po czym delikatnie podniosła twarz trzymając za kanciastą bródkę chłopaka.
- Dokończysz? - Uśmiechnęła się.
- I pamiętam też, że od tamtego czasu strasznie mi się podobałaś. Do dzisiaj...
Dziewczyna zaniemówiła. Motała się, biła z myślami. Dobrze wiedziała, że czuje to samo do niego, ale przecież za jakiś czas miała opuścić Łódź, opuścić rodzinny Poznań i wyjechać do Bełchatowa. Czy to miałoby w ogóle jakiś sens? Nastała niezręczna cisza. Norbert nie mógł oderwać od niej wzroku. Ciągle podziwiał jej lśniące włosy, naturalność, piękne oczy. Nawet w najgorszym "wydaniu" była dla niego najpiękniejszą dziewczyną pod słońcem.
- Agata. - Szepnął pytającym tonem, wręczając dziewczynie kwiaty.
- Ale.. Ja chyba nie mogę.. - Pierwszy raz dziewczyny widziały, kiedy oczy mężczyzny zaszły łzami.
- Ale jak to? Dlaczego? Powiedz.
- Bo wkrótce wyjeżdżam do Bełchatowa..
- A ja do Włoch i co z tego? Od kiedy kilometry mają znaczenie w miłości? - Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie i smutek. - Dziewczyno, praktycznie całe swoje życie i całą naszą znajomość przesiedziałem we Włoszech, nadal będąc w tobie zakochany. Minęło 6 lat odkąd wyjechałem.. To dla ciebie naprawdę nic nie znaczy? Naprawdę nic do mnie nie czujesz? - Jego piękne oczy ponownie wlepiły się w twarz ukochanej.
- Kocham Cię! Kocham Cię, rozumiesz?! - Wybuchnęła. - Nikomu wcześniej tego nie powiedziałam. Tak! Kocham Cię. Ale boję się to zaczynać, bo wiem jak może się skończyć.
- Księżniczko, będę Cię strzegł jak oka w głowie, jak najcenniejszego skarbu. Bądź wszystkim co mogę mieć, proszę. Bądź tak po prostu. - Przyklęknął. - Agato Morąg, czy zostaniesz moją dziewczyną? - Zaparło jej dech w piersiach po raz kolejny, nogi były jak z waty, ręce zaczęły się trząść. Takiego zwrotu akcji żadna się nie spodziewała.
- Tak. - Odparła po dłuższej chwili  dochodzenia do siebie. Czyżby od tej decyzji miało zmienić się całe jej życie i ona sama? W każdym razie nie było widać ogromnej radości na jej ładnej buzi. Chłopak rozweselony mocno ją objął, gdy ona wtulała się w jego przyjemną, sportową bluzę. Co jednak tak zdziwiło Kingę, że wpatrywała się w zakochanych z szeroko otwartymi ustami? Wyznania Agaty. Dziewczyna nigdy przed nikim tak się nie otwarła. Zawsze twierdziła, że uczucia to po prostu słabość, którą należy zwalczać w zarodku. Tej jednak nie udało jej się przezwyciężyć. Coraz mocniej wtulała się w mężczyznę, gdy on delikatnie całował jej czoło.
Czas płynął nieubłaganie. Mijał właśnie trzeci tydzień wielkiej miłości Agaty i Norberta, lecz z każdym kolejny dniem wyglądali na coraz bardziej szczęśliwych. Co mogło to teraz zepsuć? Jeszcze nie wiedzieli, co czeka za rogiem...
_________________________________________
Czytasz? Skomentuj :)

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział X

Agata i rodzice Kingi dostali telefon ze szkoły o zaistniałym wypadku. Wszyscy przyjechali do szpitala. Kinga nadal była nieprzytomna. Podłączona do maszyn leżała bezwładnie na szpitalnym łóżku. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny. Wystrój nie należał do przyjemnych, czy przytulnych. Tynk odpadał ze ścian, na których poprzednicy napisali "Chcę do domu!", "Wypuśćcie mnie!", "Pomocy!". Dziewczyna nadal nie budziła się. Bliscy przepełnieni smutkiem i strachem, w obawie o najgorsze. Łzy w oczach Krystiana wzruszyły i Agatę, i Michalinę. Do szpitala wpadł przestraszony Fabian.
- Co jej się stało? - Ze zniecierpliwieniem krzątał się po szpitalnym korytarzu w poszukiwaniu lekarza. - Mogę do niej wejść?! Błagam, ludzie..
- Nikogo do niej nie wpuszczają.  Ludzie, no! Ona jest silna! Ja wiem, że ona da radę. Wiem to.. - Recytowała roztargniona Agata. Wreszcie pojawił się lekarz.
- I co, proszę pana? Ma pan jakieś informacje?
- Z sprawozdania świadków zdarzenia wynika, że Kinga zderzyła się z nieco większą zawodniczką. Wpłynęły na to różne masy ciała obu dziewcząt, gdyż czaszka państwa córki jest nadpęknięta. Nie jest to jednak nic na tyle poważnego, by mogło zagrozić życiu pacjentki.
- Ale dlaczego ona się nie wybudziła?
- Proszę pani, jak już wspomniałem, wpływ na to....
- Dlaczego ona się nie wybudza!? - Agata nie wytrzymała ciśnienia i jej wybuchowy charakter dał o sobie znać.
- Problemem było zbyt mocne zderzenie. Robimy wszystko, żeby pacjentka wybudziła się jak najszybciej.
- A czy można do niej wejść? - Fabiana też ponosiły nerwy.
- Tak. Ale proszę osobno. Tylko jedna osoba może pozostać na nocnym czuwaniu.
I tu pojawiły się problemy. Ani Michalina, ani Krystian nie dostaliby urlopu, by być przy córce, a ryzykować pracy nie było wolno, bo stanowiła ona ważny punkt zaczepienia w życiu rodziny, a z dochodów małżonków utrzymywana była Kinga. Norbert miał przyjechać właśnie za chwilę.
- Ja zostanę. Będziemy się zmieniać z Fabianem.
- Bardzo Ci dziękuję, Agatko. - Krystian pogłaskał przyjaciółkę córki po głowie.
Rzeczywiście. Agata i Fabian czuwali przy Kindze cały czas. Norbert niestety nie dał rady przyjechać akurat w dzień wypadku.
- Kinia. Słyszysz mnie? - Fabian ze łzami w oczach, wtulony w kołdrę, szeptał trzymając dziewczynę za rękę. - Proszę. Obudź się.
Kinga nie odpowiadała, jednak on z każdą chwilą miał większą nadzieję, że może zdarzy się coś dobrego.
- Kiniu, słyszysz? - Aga obserwowała po cichutku całe zdarzenie za drzwiami. - Kiniu. Chciałem Ci to powiedzieć, ale nigdy nie miałem odwagi.. Zakochałem się w tobie. Naprawdę. Kocham twój zapach, twoje włosy, twój uśmiech, spojrzenie, jakim witasz mnie każdego dnia na dziedzińcu, gdy potykasz się i wpadasz na mnie, wytrącając mi wszystkie książki. - Śmiał się przez łzy. - Dziewczyno, nie wierz Błażejowi. On nie jest taki, jakim się przedstawia.. - Te słowa wzbudziły zastanowienie w Agacie. - Kinga, jeżeli się nie obudzisz, to nigdy sobie nie wybaczę, że nie powiedziałem ci wszystkiego wcześniej. - W tym momencie Kinga ścisnęła dłoń Fabiana. Zza drzwi dało słyszeć się szloch. Agata, którą zazwyczaj nie wzruszały takie momenty, teraz płakała jak dziecko. Ale po cichu.
- Jeszcze nigdy nie słyszałam takiego wyznania. - W pokoiku delikatnie mieniło się tylko jasne światełko lampy ściennej. To jednak umiliło wygląd całego pomieszczenia.
- Ona słyszy. Widzisz? Ona słyszy.. - Ucieszony wskazywał na ich zaciśnięte dłonie.
- Ja wiedziałam, że będzie dobrze. Nie dałabym jej się tak łatwo poddać. A co miałeś na myśli mówiąc o tym Błażeju?
- Po prostu, on nie jest takim, na jakiego wygląda. Chodziłem z nim do klasy, przyjaźniliśmy się. Do czasu... Wszystkie dziewczyny były jego i był wściekły, jeżeli jakaś się oparła. Miałem kiedyś dziewczynę. Kochałem ją. A on po prostu ją sobie wziął. Ona się nie opierała. Może wyglądamy na zwartą paczkę, ale rzeczywistość jest całkiem inna. Szantażuje mnie, że jeżeli chciałbym odejść z zespołu, on zrobi ze mnie "szmatę całej szkoły"...
- Nie buntujesz się?! - Dla Agaty było to nie do pomyślenia. - Jak możesz dać sobą rządzić?!
- Wolę spokój. Poza tym wiem, że obróciłby Kingę przeciwko mnie..
Minęło już kilka tygodni. Kinga wybudziła się i czuła coraz lepiej. Odwiedzał ją Norbert, rodzice, przyjaciółka i ... Fabian. Błażeja nie było. Przyjaciele i brat spędzali z nią każdą chwilę. Umilali czas. Wspierali. Jedyne co poszło nie tak to to, że Kinga przez kilka miesięcy musiała jeździć na wózku, bo mózg jednak został uszkodzony, ale odwracalnie. Szok. Niby małe zderzenie na boisku, a jak mogło się to skończyć?...

środa, 11 czerwca 2014

Rozdział IX

Kolejne zmartwienia spędziły dziewczynom sen z powiek. Znów zaspane wychodziły na zajęcia. Kinga znów miała gorszy dzień. Rostocki ponownie miał się do czego przyczepić. Na szkolnym dziedzińcu kolejny raz wpadła na Fabiana.
- Strasznie przepraszam..
- Chyba zacznę się przyzwyczajać. - Uśmiechnął się. - Wiesz, może uznasz, że jestem niemiły, ale wyglądasz dziś okropnie.
- Wiesz co powiedzieć kobiecie. - Zaśmiała się. - Wybacz.
- A, może zgodziłabyś się na małą herbatę? - Wyglądało na to, że chłopak wreszcie przełamał się. Dziewczyna podobała mu się od pierwszego spojrzenia. Niby niczym nie wyróżniająca się, a jednak miała w sobie coś, czym przyciągała. Rówieśniczki nie lubiły jej za to. Kinga delikatnie uśmiechnęła się.
- Małą herbatę, mówisz? - Powtórzyła z zalotnym uśmieszkiem.
- No, chyba, że nie chcesz.. - Zmartwił się.
- Bardzo chę... - Nagle poczuła, że ktoś trzyma dłonie na jej oczach. Był to obserwujący całe zajście Błażej. Spojrzał z wyrzutem na kolegę. Może poczuł się zagrożony? W każdym razie nie mógł pozwolić, by Kinga dała szansę Fabianowi, a nie jemu.
- Cześć, piękna.
- Hej. - Odparła obojętnie, nadal wpatrując się w Fabiana.
- Ja już pójdę, nie chcę przeszkadzać. Jakby co, jesteśmy umówieni. - Odszedł.
- Musiałeś? - Z wyrzutem spojrzała na zalotnego kolegę i odeszła zostawiając go samego na szkolnym placu. Pobiegła na trening. Nie było jej tam dość długo, a wkrótce miały odbyć się obiecane zawody. Ponownie spóźniła się. Z jednej strony nadal nie dawał jej spokoju transfer Agaty. Trochę męczyło ją, że ona nie ma takich możliwości, lecz zaraz po tym miejsce miało szczęście, że może uczestniczyć w sukcesie przyjaciółki.
Przybyła na orlik ostatnia, co nie umknęło uwadze Rostockiego. Od razu usłyszała nieunikniony żarcik na swój temat. Trener bardzo lubił jej dokuczać.
- No, no, no. Któż to zaszczycił nas swoją obecnością? Spóźniona!
- Przepraszam trenerze. - zwiesiła głowę.
- To ma być ostatni raz i mam nadzieję, że się rozumiemy. Nie przegrzeb sobie znowu, Ferens! - Jego wzrok przypominał błękitną stal, przenikającą wszystko co się rusza. Taki chodzący rentgen. Na całe szczęście dziewczynie szło dziś tak dobrze, że humor Rostockiego uległ pozytywnej zmianie. Zwody na najwyższym poziomie, przewrotki, woleje i strzały z rzutów wolnych również.
Wieczór zapowiadał się spokojnie. Czekała ją tylko rozmowa z Agatą. Dziś miło być wiadome, czy transfer Agaty dojdzie do skutku. Przyjaciółka zawitała ponura, bez uśmiechu. Jak nigdy. Przestraszyło to Kingę. Wiedziała, że musiało stać się coś złego.
- Boże! Pulpet, co Ci?
- Transfer... - rzuciła nadal wpatrując się w ciemne, bukowe panele.
- Nie jedziesz? Nie chcą Cię? - Dociekała. - No powiedz coś wreszcie! - Wybuchnęła po dziwnej chwili ciszy.
- Jadę.. - W oku zakręciła się łza.
- No to czego płaczesz, głupia?
- Bo nie będziemy mogły dalej mieszkać razem.
- Kiedy wyjazd?
- Za kilka miesięcy.
- To jeszcze sporo czasu! Mała, nie smuć się. Proszę..
- Muszę to przemyśleć. Wybacz, ale idę się zdrzemnąć. Jestem wykończona. - Powolutku, ze zwieszoną głową dreptała do sypialki. Serce krajało się na widok zazwyczaj radosnej, uśmiechniętej dziewczyny, która teraz po prostu nie może dać sobie rady z dorosłością.
W końcu nadszedł czas wyczekiwanych zawodów. Przed dziewczynami stanęło wyzwanie 3 meczów. Statystycznie z dwoma słabszymi drużynami i najsilniejszą w całym turnieju. Oba pierwsze starcia dziewczęta wygrały z dużą przewagą, ale Kinga spędziła je na ławce. Została wyrzucona na głęboką wodę w trzecim, najgorszym meczu. Pozycja napastniczki w wykonaniu szczpułej, wątłej, filigranowej kobietki wywarła na wszystkich kibicach spore wrażenie. Grała genialnie. Do czasu... W pewnej chwili dało się usłyszeć tylko krzyk. Kinga zderzyła się z przeciwniczką i padła nieprzytomna na murawę. Dłuższe reanimacje jakby nie przynosiły skutków. Przewieziono ją do szpitala.

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział VIII

- Mogę wejść? - Czekał na propozycję herbaty.
- Oczywiście! Strasznie cieszę się, że jesteś. Okropnie za tobą tęskniłam. Proszę, nie wyjeżdżaj więcej i nie zostawiaj mnie samej.. - Płakała w ramię brata. Ze szczęścia.
- Nigdy Cię, mała, nie zostawię. Ogółem strasznie się zmieniłaś.
- Wiesz, nie widzieliśmy się 6 lat, staruchu. - Pięścią uderzyła w ramię mężczyzny. - Opowiadaj, co u ciebie? Poznałeś w końcu Kubicę?
- Poznałem. Ale nie miałem okazji ścigać się  nim, bo byłem jeszcze w juniorach. W tym roku mamy jeszcze wyścigi we Francji i Włoszech. A jak szkoła?
- Miałam problemy z trenerem, ale już jest dobrze. - odparła z uśmiechem, co chwila popijając ciepłą kawę.
- Rodzice odzywają się?
- A do Ciebie? - zaciekawiła się.
- Nie. Krystian dzwonił kilka razy. Michalina raz. A nie było mnie kilka lat. - Posmutniał.
- Mama była przeciwna szkole, którą wybrałam. Nieczęsto ze sobą rozmawiamy od tamtego czasu. Podobnie jak z Agatą. - Zwiesiła głowę bacznie obserwując pływające w kubku fusa.
- Właśnie! - Entuzjastycznie klasnął w ręce. - Gdzie ona? Dawno nie widziałem Pulpeta.
- Zaraz pewnie wróci.
- Coś między Wami nie tak? - Zmartwił się.
- Pokłóciłyśmy się. O pierdoły. Nieważne..
- Przyłapała mnie na prawiepocałunku..
- Moja mała Kinia już się całuje?? Duuużo mnie ominęło, widzę.. - Ucieszył się. - Ale niech zgadnę. Od razu ci się dostało?
- Dokładnie..
- Nie znasz Agi? Wiesz jak podchodzi do tych rzeczy.. Martwi się o ciebie. Nie możesz mieć do niej o to żalu. Po drugie zawsze byłyście jak siostry. Pogodzicie się prędzej, czy później.
Właśnie do domu weszła Agata. Chłopak wstał i podszedł do niej, kiedy ona nawet go nie zauważyła. Gwałtownie odwróciła głowę. Radości nie dało się powstrzymać.
- Boże, Norbert.. - Przytuliła starszego o 4 lata chłopaka. - Ale się zmieniłeś.
- Urosłem? - Uśmiechnął się.
- No. Nie mogę zaprzeczyć. - Dziewczyna ukradkiem spojrzała na koleżankę. - Przepraszam, ale muszę iść się pouczyć, a zaraz mam trening. Wybacz. Mam  nadzieję, że zobaczymy się zanim wyjedziesz. - Uśmiechnęła się znikając za futryną drzwi sypialki.
- Oby. - Szepnął jakby sam do siebie. W jego oczach Kinga zauważyła coś dziwnego. Coś czego nigdy u niego nie widziała. Chłopak zakochał się. Była tego święcie pewna. Znała go lepiej niż ktokolwiek inny.
- Ja nie mogę.. - Zdziwiła się.
- O czym ty mówisz?
- Zakochałeś się! - wrzasnęła.
- Przestań. - Policzki zaróżowiły się.
- Ty zakochałeś się w Agacie!
- Mów ciszej, proszę. Nie chcę, żeby słyszała..
- Od kiedy? - Dopytywała zniecierpliwiona. - Mów mi wszystko!
- Od dawna. Bardzo dawna. Kocham jej zapach, piękne włosy, uroczy uśmiech, cholernie intrygujący charakter.. Boże! Kocham ją całą.. Nigdy nie miałem odwagi jej o tym powiedzieć. Może to dlatego, że nie udało mi się z Izą, Klaudią i Sylwią.. - Posmutniał.
- Porozmawiam z nią.
Resztę dnia spędzili na treningu Kingi. Norbert był pod wrażeniem postępów siostry. Odkąd wyjechał nie mógł się nią zająć. Stracił wiele ważnych momentów jej życia, by rozwinąć swoją karierę na skalę światową. Jemu się udało. Był jednym z nielicznych. Poszedł w nieznane z wyrzutami sumienia. Ale cóż.. Życie pisze różne scenariusze.
Po męczącym popołudniu Norbert zatrzymał się w domu rodzinnym, by mieć okazję porozumieć się z matką. Kinga miała czas, żeby dogadać się z koleżanką. Zaczynała tęsknić. Za rozmowami, za długimi wieczorami przy plotkach, opowiadaniach, wspomnieniach. Chciała zakończyć spór jak najszybciej i ponownie móc wtulić się w pachnący różami sweterek Agaty. Obie lubiły ten zapach. Około godziny 21 Agata zastała przyjaciółkę siedzącą przed telewizorem z jej ulubionym czerwonym kubkiem herbaty w ręce. Wieczory robiły się coraz chłodniejsze.
- O, jesteś wreszcie..
- Ty nie chodzisz na treningi? W ogóle co się dzieje, że ze mną rozmawiasz? - Burknęła jakby oburzona powitaniem Kingi.
- Mam tydzień przerwy. Chcesz herbatę?
Agata obserwowała zajście z widocznym zaciekawieniem. Przecież osoba, która jeszcze kilka dni temu nie chciała z nią zamieniać słowa, dziś pyta o zachcianki.
- Chcę. - Odparła zdziwiona.
- Muszę z Tobą poważnie porozmawiać. - Stwierdziła wręczając naczynie z zamoczoną we wrzątku miętą.
- Tak. Ja też chcę Cię przeprosić. Zareagowałam zbyt gwałtownie. Przecież nic wtedy między Wami nie zaszło. Po prostu strasznie się o Ciebie martwię. Nie chcę, żebyś cierpiała. Nigdy.
Dziewczęta zawsze rozumiały się bez słów. To u nich normalne, że czytały sobie w myślach. Bez słowa rzuciły się w objęcia. Ze łzami w oczach przepraszały, tłumaczyły.
- Mam do Ciebie wiadomość. Chcą mnie w klubie siatkarskim.
- Boże! Już?
- Jak na razie są to spekulacje trenerki Jędrzejak. Widziała wiele meczów innych klubowych libero. Stwierdziła, że jestem z nich najlepsza. Wystawi mnie na kolejne zawody, żebym mogła pokazać co potrafię. Jest tylko jeden problem.
- Żartujesz dziewczyno? Jedź! - Ucieszyła się.
- Klub znajduje się kilkaset kilometrów od Łodzi.
- Co masz na myśli? - Zaniepokoiła się.
- Chcą mnie w Bełchatowie.. - zamarła.
_____________________________________________________
Dziękuję za przeczytanie. Jeżeli już jesteś - skomentuj! :)

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział VII

Najpierw Błażej. Teraz Fabian. A już za tydzień do Polski miał wrócić Norbert. Pewnego dnia, już po treningach Kinga została sama w mieszkaniu. Agata musiała jeszcze zostać po lekcjach i pomóc koledze w matematyce. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. "Aga znowu zapomniała kluczy.." - pomyślała. Otwarła drzwi z uśmiechem i gdy już miała zacząć naśmiewać się z przyjaciółki, stanęła jak wryta. W drzwiach stał wysoki brunet o pięknych brązowych oczach. Błażej.
- Przyszedłem na obiecaną kilka dni temu kawę. Mogę? - uroczo się uśmiechnął czym od razu zdobył serce dziewczyny..
- Pewnie. - odparła po krótkim namyśle.
Chłopak rozsiadł się wygodnie na sofie, a Kinga zaparzyła kawę.
- Z mlekiem? - usłyszał wołanie zza półścianki.
- Nie. Czarną poproszę. - rzucił z uśmiechem obracając się w jej stronę. Przyprowadził Kingę wzrokiem, niosącą tacę z gorącym napojem. - Usiądź obok. Proszę.. - uklepał miejsce w sposób, jakim zazwyczaj zachęca się zwierzęta.
- Kawa kawą. A powiedz, co cię tu sprowadza?
- Umawialiśmy się kiedyś, że poznamy się bliżej. Uznałem, że to odpowiednia pora. Chodzimy ze sobą do klasy już 3 tygodnie, a od sierpnia zamieniliśmy ze sobą jedno zdanie.
- Faktycznie..
- Wiesz, masz bardzo przyciągający uśmiech.. Jest piękny..
Zanim zdążyli się obejrzeć minęło kilka godzin. W tym czasie zdążyli dowiedzieć się o sobie wszystkiego.
- Muszę poznać Cię z moimi przyjaciółmi. Znasz może Fabiana? Albo Magdę? - dopytywał.
- Magdę zdążyłam poznać. Z Fabianem minęłam się wczoraj na dziedzińcu. Ale chwila! Wszystko jasne.. Populars?
- Inteligentna. Lubię takie. - zawadiacko się uśmiechnął. - Tak jakoś wyszło. A to źle?
- Dla mnie nie ma to większego znaczenia.. - na jej twarz padło światło zachodzącego już słońca, bo sofa ustawiona była blisko okna.
- Masz piękne oczy.. - zachwycił się. Zaczął zbliżać się do dziewczyny.. - Pozwól, że przyjrzę im się z bliska. - Wyszeptał. Kinga spanikowała, ale gdy dotknął jej dłoni poddała się. Zamknęła oczy i poddała się chwili. Było już naprawdę blisko pocałunku. Wtem do mieszkania wpadła Agata.
- Co tu się dzieje?? - Dopytywała zaskoczona.
- Nic, nic. - Kinga zdenerwowała się.
- Kompletnie nic. - Potwierdził. - Może ja już będę się zbierał. - Zerwał się z kanapy.
- Najwyższa pora. - Poganiała Agata. Było widać, że brunetka zdenerwowała się. Gdy chłopak tylko zamknął za sobą drzwi Kinga już czuła, że szykuje się wybuch. Rzeczywiście.
- Co to miało być?! - krzyczała.
- No co?
- Ty się jeszcze pytasz? Przecież pocałowalibyście się. Naprawdę chcesz się w to wpakować? Na początku roku? W popularsów?
- Nie muszę Ci się tłumaczyć! - Rozpoczynała się wojna. - Do niczego nie doszło. Nie będziesz mnie ciągle kontrolować! Nie jesteś moją matką! - Wybuchnęła.
- Po prostu nie lubię gościa. A Ty zachowujesz się nieodpowiedzialnie. Zakochasz się.
- Zabronisz mi tego? Skąd możesz wiedzieć co czuję, jak się czuję. Nie wiesz nic! Więc zamknij się i nie wpieprzaj w moje życie! Mam tego dość! Będę robić co mi się podoba. To moje życie! - Krzyczała ze łzami w oczach. To była ich pierwsza poważna kłótnia. Do tego czasu zdarzały się tylko takie o pierdoły, coś w stylu "Dlaczego zabrałaś mi łopatkę?!". Nawet nie zdały sobie sprawy, że obie mają łzy w oczach.
- Chcę dla ciebie po prostu dobrze.. Nie rozumiesz, że się o ciebie martwię?
- O mnie nie musisz. Dam sobie świetnie radę.. - wyszła do sypialni i bez wahania, mocno trzasnęła drzwiami.

Nie odzywały się do siebie dość długo, jak na nie. Agata nawet spała na sofie, żeby nie odzywać się do przyjaciółki. Pewne było jednak, że długo tak nie wytrzymają.. Mimo, że obie strony żywiły do siebie niechęć, żałowały, że doszło do takiej kłótni. Ale przecież jedna sprzeczka nie może zniszczyć 15 lat już trwającej przyjaźni. Dziś właśnie minął tydzień. Kinga była tak zajęta swoimi sprawami, że zapomniała o odwiedzinach Norberta. Wtem ktoś zapukał do drzwi. Agaty nie było w domu. Znów pukanie. W końcu dziewczyna otwarła. Zaparło jej dech w piersiach...
- Cześć siostra. - w progu stał niższy blondyn, uśmiechnięty od ucha do ucha. Nagle w całym korytarzu rozległ się krzyk. Ludzie wyglądali zza drzwi, bacznie obserwując całe zdarzenie.
- Braciszku! - Oczy zeszkliły się i szczęśliwa rzuciła się chłopkowi na szyję.