- Hej! - szczypnęła współlokatorkę w ramię. Tamta tak się zlękła, że poplamiła swój ulubiony sweterek napojem. - Żyjesz? Co z tobą?
- Myślę. Daj mi spokój.. - burknęła.
- Oj. - machnęła dłonią z zamiarem rozbawienia przyjaciółki. - Nie spinaj się. Ty myślisz? Nie podobno.. - parsknęła widząc delikatny, sprowokowany uśmieszek Kingi.
- Wiesz.. - Tutaj dziewczyna tylko spojrzała na siedzącego obok Pulpecika, ta zaś wiedziała dokładnie co miała na myśli.
- Chodzi Ci o Błażeja. - stwierdziła zakasując rękawy.
- Ten chłopak wydaje się być taki uroczy. Wydaje mi się, że coś do siebie czujemy, że coś mogłoby nam się ułożyć.. - Przerwało jej głośne westchnięcie Agaty. - Chciałabym kiedyś mieć takiego chłopaka, jaki trafił się Tobie. Wierz mi, że masz ogromne szczęście, że Norbert zakochał się akurat w Tobie. Jesteście wspaniałą parą. - Agata poczerwieniała na myśl o ukochanym, którego, z resztą, nie widziała już tydzień. W spotkaniu ciągle przeszkadzały im obowiązki, praca, zajęcia.
- Ale myślisz, że to akurat Błażej? - Zabawnie zmarszczyła brwi w pewnym niedowierzaniu.
- Sama nie wiem. Z resztą. Nigdy nie wiedziałam czego chciałam. - Na twarzy Agaty pojawiło się pewnego rodzaju zakłopotanie. Wydawało się, jakby dusiła w sobie coś, co bardzo ją męczy, ale mimo to nie może pisnąć o tym słówka.
- Ty coś wiesz! - Kinga wrzasnęła, mrużąc przy tym oczy, jakby zaraz miała rzucić się do gardła przyjaciółce i siłą wyrwać zastałe w gardle słowa. - No, mów!
- A o Fabianie już nie pamiętasz? Nieprzypadkowo potykasz się, upadając na niego na środku dziedzińca. To widać.
- Upadam niespecjalnie. Ale podejrzewam, że to nie przypadek, że akurat na niego...
- Żebyś Ty wiedziała jak chłopak się o ciebie martwił po tym feralnym meczu. - wspomniała.
- Wolałabym o tym zapomnieć... - przerwała chwilą ciszy. - Ale jak to, martwił?
- Siedział dniami i nocami, przyjechał za tobą do szpitala, wyznawał Ci miłość, kiedy byłaś w śpiączce. Chłopakowi zależy, to widać, a Ty chyba się oszukujesz. - Te słowa dały Kindze do myślenia. Miłość? Ale jak to? Może rzeczywiście nie były przypadkami te wszystkie potknięcia, lądowanie w jego ramionach. Może nawet ten wypadek na boisku miał za zadanie pokazać coś, co na co dzień niewidoczne gołym okiem?
Przyszedł długo wyczekiwany weekend. Mroźny listopad dawał się we znaki każdemu. Kinga wróciła do mieszkania po długim treningu, ale nikogo w nim nie zastała. Na kuchennym blacie leżała tylko kartka.
"Kiniu, wyjechałam z Norbertem na kolację. Wrócę późno.
Nie czekaj. Buziaki.
Twój Pulpet."
Kolejny raz bez żadnego słowa Agata wyjechała, zostawiając koleżankę samą. Chwilę później zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawił się "Błażej". Na samą myśl o kimś, kto jest jej bliski, przynajmniej takim się staje, dziewczyna zarumieniła się. Odebrała po chwili wsłuchiwania się w swoją ulubioną piosenkę, ustawioną jako dzwonek.
- Witam, piękna. - usłyszała po drugiej stronie znajomy, niski głos. - Dzwonię do ciebie z małym pytankiem. - w jego uwodzicielskim tonie dało się słyszeć lekkie zakłopotanie.
- Słucham. - odparła z uśmiechem na ustach.
- Czy masz na dziś jakieś plany? Chciałbym zabrać Cię na spacer, ale nie wiem czy się zgodzisz.
- Zgadzam się. - stwierdziła po dłużej chwili niezręcznej ciszy.
- Wpadnę po Ciebie za malutką godzinkę. - ucieszył się, co od razu zauważyła dziewczyna.
Migiem wpadła do łazienki, wzięła króciutki prysznic, wysuszyła i ułożyła swoje bujne loki, rzęsy przeciągnęła maskarą. Przyszedł czas zmierzenia się z zawartością szerokiej komody w sypialni. Od razu wiedziała, co na siebie włoży. Wybrała swoje ulubione białe rurki i błękitny, dłuższy T-shirt, opinający jej wąską talię. Przechodząc obok dużego, stojącego lustra musiała zatrzymać się i sprawdzić, czy wyglądem nie odstraszy chłopaka. Zawsze miała niską samoocenę. Niepotrzebnie. Sprawiało jej to wiele kłopotów, trudno przyjmowała krytykę, brała wszystkie uwagi do siebie. Była zupełną odwrotnością zdystansowanego Pulpeta. Zmiana szkoły, widać, przyniosła również zmiany w postrzeganiu. Mimo wszystko spodobało jej się to, co zobaczyła w lustrze. Przysiadła chwilę na kanapie, przeglądając leżące na ławie pisemko sportowe. Już nie mogła doczekać się dzwonka do drzwi, co okazywała co chwilowym sprawdzaniem komórki. W końcu doczekała się. Zza ciemnowiśniowych drzwi wyłoniła się blond grzywa, dość znajomo ułożona.
- Gotowa? - w rękach trzymał bukiecik żółtych róż, które po chwili wręczył dziewczynie z uśmiechem na ustach. Kinga założyła swoje ulubione skórzane kozaki na delikatnym obcasie, czarny płaszczyk, a zieloną apaszkę przewiązała starannie w dekolcie. Zatrzasnęła za sobą drzwi, nie unikając pytających spojrzeń innych lokatorów internatu.
Pogoda, jak na grudzień była znośna, choć mróz potrafił dać się we znaki.
- Co zaplanowałeś? - przerwała krępującą ciszę. Szli obok siebie, równo wydeptując ślady na pierwszym śniegu, leżącym na dróżce w parku. Po krótkiej chwili zatrzymali się przy prawie całkowicie zamarzłym stawie w centrum. Co dziwne, pływał po nim jeszcze ostatni bielutki łabędź, któremu najwyraźniej nie przeszkadzał nawet mróz.
- Jesteśmy. - wskazał ławkę pokrytą białym puchem, po czym zdjął swój szalik i zrzucił go na ziemię. Usiedli obok siebie, udając brak wzajemnego zainteresowania i wpatrywali się w radzącego sobie śnieżnobiałego ptaka.
- Jest zimno, a my siedzimy na ławce w parku. Dziwne... - przetrąciła dłonią blond kosmyk z ramienia. - Jesteś totalnym zmarzluchem. Podejrzewam, że bez powodu się tutaj nie znaleźliśmy. - Próbowała zmusić chłopaka do wyjaśnień wzrokiem, jaki u niej ubóstwiał. Mianowicie, kiedy jej źrenice powiększały się i ogromne zielone tęczówki wyglądały spod długich ciemnych rzęs, nie mógł się jej oprzeć.
- Dziewczyno.. - przysunął się do niej. - Obojętna mi nie jesteś. Wręcz przeciwnie...
___________________________________
Czytasz? - Skomentuj :)
Czytasz? - Skomentuj :)