piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział XIX

Dziewczynie nagle zginęły sprzed oczu wszystkie kolory, pojawiła się szarość, zaraz później ciemność. Przeplatała się z mgnieniami jasnego, rażącego światła. Poczuła odruch wymiotny i chwilę potem odpłynęła, opadając, niczym kłoda na podłogę. Rostocki natychmiast rzucił się na pomoc najcenniejszej zawodniczce.
- Wstawaj, Kinga! Obudź się! - Poklepywał po twarzy, oblewał wodą. Po krótkim czasie dziewczyna wróciła do siebie. Chwiejnym krokiem podeszła do biurowego krzesła, chwilę potem jak na tronie się na nim rozkładając. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała, tym bardziej, że przed swoim wyjazdem Norbert obiecał, że nic złego mu się nie stanie. Kinga wiedziała, że to nie był przypadek. Znała swojego brata i wiedziała, że zgodził się na coś, na c nie powinien.
- W jakim szpitalu mogę go znaleźć? - Rostocki mimo swojego groźnego wyrazu twarzy był tak naprawdę człowiekiem o wielkim, złotym sercu. Aby nie trzymać dziewczyny dłużej w niepewności, podał jej wszystkie potrzebne dane. Stwierdził nawet, że jest w stanie pokryć część kosztów dojazdu do Wrocławia, gdzie Norbert się znajdował. Po uzyskaniu wszystkich potrzebnych informacji z płaczem wybiegła z pokoju nauczycielskiego. Nie widziała już gdzie ucieka. Na dziedzińcu wpadła na Fabiana. Chłopak stał jak wryty bacznie ją obserwując. Sam był w szoku widząc ją w takim stanie. Nie odzywali się.. Chłopak po prostu zrzucił torbę z pleców i mocno ją przytulił. Oddał jej swoją kurtkę, bo była ubrana w szorty i klubową koszulkę z krótkim rękawkiem.
- Kinia, co się stało? - próbował wyciągnąć z niej choć jedno słowo, bo dotychczas słyszał tylko szloch.
- Mój brat.. - rzucała co kilka sekund tak, jakby chciała podzielić zdanie na kilka osobnych wyrazów. - Miał wypadek.. - Fabiana opanował szok. Nie wiedział, co powiedzieć, jak się zachować. "Wszystko będzie dobrze."? Wątpliwe, żeby ktokolwiek w to wierzył w trudnej sytuacji.
- Pojadę z tobą do niego. Już, teraz, zaraz, dziś. - W tym momencie poczuł gwałtowne szarpnięcie za kaptur polarowej bluzy.
- Ty z nią pojedziesz? - Tak, Błażej. Miał wyczucie.. Wiedział, kiedy nastanie najbardziej nieodpowiedni moment, żeby zaraz się pojawić. Nie liczył się z nikim. Zawsze miał, co chciał i co chciał, to miał. Pępek świata, zapatrzony w siebie egoista, pozornie dobry i miły chłopak. - Ja cię do niego zabiorę. - Zwrócił się do zapłakanej Kingi. Namieszał jej w głowie. Wpatrywała się w nich obu z niedowierzaniem. Była w tak trudnej sytuacji, a oni jeszcze mieli czelność teraz ze sobą rywalizować?
- Z żadnym z Was nie pojadę! - wybuchnęła i ruszyła w stronę internatu. Fabian ruszył za nią, kiedy Błażej, jakby niewzruszony, stał w miejscu i z założonymi rękoma czekał, bo wiedział, że dziewczyna i tak wybierze jego.
- Pojedziesz ze mną. - rzucił bez zastanowienia.
- Idę do Agaty. Chcę po prostu się u niego znaleźć i, szczerze mówiąc, mam gdzieś, z którym z Was czy z kimkolwiek się tam pojawię.
Biegła. Zatrzymała się dopiero przy drzwiach mieszkania. W natychmiastowym tempie się w nim znalazła i od razu natknęła się na Agatę, trzymającą w ręku kubek z parującym napojem. Widok zapłakanej przyjaciółki wywołał okropne zdumienie..
- Norbert.. Jest w stanie krytycznym w szpitalu we Wrocławiu. Miał wypadek. - Gorący napój w jednej sekundzie wylądował na panelowej podłodze a kubek roztrzaskał się na miliony mikroelementów. Agata zdążyła tylko złapać opadającą szczękę. Jej oczy zaszkliły się. Stała jakby wryta, sparaliżowana. Chyba nie docierało do niej to, co usłyszała. Frustracja mieszała się z niedowierzaniem na jej zmęczonej, bladej twarzy. Było źle, a wyszło jeszcze gorzej. Usiadła na sofie i ukryła twarz w dłoniach. Kinga przysiadła obok.
- Musimy do niego jechać.
- Czym? Nie mam prawa jazdy.. Obiecał mi, że będzie na siebie uważał. Nie chciałam, żeby tam jechał. Na pewno wpakował się w jakiś głupi pomysł..
- Rostocki zaoferował, że pokryje koszty wyjazdu. Wyjeżdżamy dziś. Błażej nas zawiezie..

Kilka chwil później Agata czekała już z walizką na dziedzińcu szkoły. Błażej również tam był. Kinga w pośpiechu natknęła się jeszcze na Fabiana. Nie chciała z niczego mu się tłumaczyć, zamieniać z nim ani słowa. On jednak nie mógł pozwolić sobie na wyjazd bez jakichkolwiek wyjaśnień. Spotkali się w bramie.
- Kinga.. - usłyszała za swoimi plecami. Mimo wszystko odwróciła się.
- Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć. Jadę z Błażejem. Możemy się przyjaźnić, ale nic więcej. Nie mam czasu na zakochania... Najlepiej, jeżeli do czasu powrotu dasz mi święty spokój... - burknęła, po czym zarzuciła opadający szalik z powrotem na szyję i gniewnym, pewnym siebie krokiem ruszyła w stronę samochodu.
- Mów co chcesz. I tak będę na ciebie czekał... - szepnął sam do siebie i czekał tak długo, aż pojazd Błażeja zniknął mu z oczu.

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział XVIII

Już dawno po Sylwestrze, a Agata nadal nie mogła wyrzucić z głowy obrazka smutnego pożegnania. Musiała się jednak pozbierać. Wróciły do internatu i pełną parą ruszały z nauką. Kinga grała już doskonale, Agatę jednak męczyła sprawa wyjazdu i transferu do Bełchatowa.
Kinga od samego przyjazdu otoczona była rówieśnikami. Kto by pomyślał, że zazwyczaj cichutka, wstydliwa, niewyróżniająca się z tłumu dziewczyna będzie tematem wielu rozmów i pożądania w liceum? Nigdy nie wychodziła przed szereg, bała się odezwać, nie podnosiła głowy, wstydziła się. Może to pobyt w domu dziecka miał na to wpływ. Mimo wszystko dało się zauważyć, że coś okropnie się w niej zmieniło.

                                                         ********************

- Kinga! Wstawaj! - Przecierając oczy, dziewczyna zauważyła rozczochraną współlokatorkę. Zaczęło się. Koniec słodkiego leniuchowania. - Spóźnisz się na trening! - Dziewczyna podniosła się z łóżka szybciej, niż się na nim położyła. Wpadła do łazienki, wzięła prysznic, ubrała się. Szybko zjadła śniadanie przygotowane wcześniej przez Agatę, a gdy już miała chwytać za klamkę zdała sobie sprawę, że przyjaciółka nadal paradowała w szlafroku.
- A ty nie wybierasz się na zajęcia? - Postanowiła na chwilę się zatrzymać i zamartwić o Agę, gdyż ta nie wyglądała za dobrze. Była blada, a sińce pod jej oczami stawały się z minuty na minutę coraz bardziej niepokojące.Wyglądała tak, jakby wszystko straciło dla niej jakikolwiek sens. Utrapiona, zaniepokojona, smutna, niczym porzucona. Coś było na rzeczy, tym bardziej kiedy zdawało się, że nic do niej nie dociera. - Halo? Nie idziesz na zajęcia? - Trochę już zirytowana Kinga musiała ponowić pytanie.
- Nie mam już tam nic do roboty... - odparła zrezygnowana po chwili namysłu. Siedząc przy kuchennym blacie, podparła twarz dłonią i z utęsknieniem wpatrywała się w piękny wschód słońca. Kindze opadły ręce. Przysiadła obok.
- Czyś ty zwariowała? Dziewczyno, co ci jest?
- Wyjechał... - nie odwracała i nie spoglądała na dziewczynę siedzącą obok.
- Aga.. - nabrała w płuca ogrom powietrza i po chwili z ulgą je wypuściła. Poprawiła swoją pozycję na krześle. Złapała przyjaciółkę za rękę, co automatycznie przywołało spojrzenie Agaty. - Kochanie, ja muszę uciekać na trening, ale obiecuję Ci, że kiedy z niego wrócę wymyślę coś, żeby na twoją twarzyczkę wrócił uśmiech, okej? - W odpowiedzi zauważyła delikatny aprobatywny ruch głową.

Właśnie odbywał się mecz treningowy między dziewczętami trenera Rostockiego. Kinga nie miała dziś dobrego dnia. Nie trafiła ani razu w pięciu sytuacjach "sam na sam" z bramkarzem, potykała się o własne nogi. W pewnym momencie w drużynie wzbudziły się szepty. Dotyczyły Rostockiego. Właśnie rozmawiał z jakimś mężczyzną w czarnym garniturze i płaszczu. Obaj nie mieli ciekawych wyrazów twarzy. Rozmawiali niedługą chwilę, po czym natychmiast do pokoju nauczycielskiego poproszono Kingę. Dziewczyna od razu spostrzegła, że coś jest na rzeczy, że coś jest nie tak, że coś się stało. Zastała mężczyznę siedzącego w wygodnym, skórzanym, czarnym fotelu, jakby tkwiącym w głębokim zamyśleniu.
- Co się dzieje, trenerze? - rozpoczęła zaniepokojona, nie dając tym samym możliwości wciśnięcia słowa Rostockiemu.
- Ferens, nie mam dobrych wieści.. - Dziewczynie od razu przyszło do głowy, że na pewno firma odrzuciła wysłany wcześniej wniosek o nowe stroje dla szkoły.
- Słucham?
- Kinga. - mężczyzna podniósł się z siedziska i jedną ręką oparł się o blat jasno drewnianego biurka. Kiedy mówił do niej po imieniu było wiadomo, że stało się coś o wiele gorszego. - Chodzi o ciebie. Właściwie o twojego brata...
Kinga pobladła. Czyżby dziś było najgorszym dniem jej życia? Czy mogło stać się coś jeszcze? Dzień jeszcze dobrze się nie zaczął, a tu już same negatywy.
- Co z moim bratem? O co chodzi?
- Przyjechał tu prawnik twojego brata. Chciał z tobą rozmawiać, ale fakt, że znajdujemy się w szkole...
- Mógłby mi trener w końcu powiedzieć co stało się mojemu bratu?! - Wybuchnęła.
- Twój brat miał poważny wypadek. Znajduje się w szpitalu w stanie krytycznym..